Numer 112 to tzw. europejski numer alarmowy. W większości państw funkcjonuje tylko ten jeden. W Polsce jest jeszcze dodatkowy: 999, do pogotowia ratunkowego. Numer zostanie, choć planowano, że zniknie 1 stycznia 2024 r. MSWiA chciało o wycofać z użytku. Resort zdrowia był temu przeciwny.
Ratownicy radzą: jeśli potrzebna jest niezwłocznie pomoc medyczna, pogotowie ratunkowe, to lepiej jest dzwonić pod numer 999 niż 112. Dlaczego? Bo gdy dzwoni się pod 112, to operator i tak musi przekierować zgłaszającego lokalnego pogotowia ratunkowe.
Według danych z 2023 r. średni czas obsługi zgłoszenia zasadnego przez operatora numeru alarmowego 112 to 139,06 sekundy. Zważywszy, że zgłoszenie musi zostać powtórzone u dyspozytora medycznego, to ponad dwie minuty utracone z cennego czasu. Dzwoniąc pod dziewiątki, zaoszczędza się te minuty, które mogą – w poważnych przypadkach – decydować o życiu.
Urzędnicy, jak to urzędnicy. Ci z MSWiA optowali za skasowaniem 999, bo przecież istnienie drugiego numeru alarmowego przeczyło zasadzie centralizacji powiadamiania ratunkowego.
Ministerstwo Zdrowia w ramach argumentacji za pozostawieniem 999 wskazywało, że komunikacja przez ten numer skraca czas obsługi zgłaszającego i rozmawia z nim od razu osoba z wykształceniem medycznym, którego nie musi mieć operator w CPR 112.
Gdy dzwoni się pod 112, do Centrum Powiadamiania Ratunkowego, zgłoszenie przyjmuje operator. Zadaje zgłaszającemu nieco pytań, na które potrzebuje odpowiedzi, by móc wypełnić tzw. formatkę.
– W przypadku ratownictwa medycznego jest tak, że jeżeli ktoś dzwoni pod numer 112, to operator wypytuje zgłaszającego według odpowiedniego klucza i jeśli uzna, że sprawa jest pilna, przełącza rozmówcę do dyspozytora medycznego – wyjaśniał „Menedżerowi Zdrowia” Jarosław Madowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych. – I tu trzeba właściwie od samego początku całe zgłoszenie powtórzyć. To nie są sekundy, a cała procedura trwa. Szczególnie że w czasie takiej rozmowy ogromną rolę odgrywają emocje. Kiedy nawet ja sam, teoretycznie doświadczony medyk, korzystałem z powiadamiania ratunkowego, to odczuwałem te nerwy i emocje…
A w takich stanach emocjonalnych wywołanych sytuacją zagrożenia emocjach czasami trudno jest zgłaszającemu nawet podać dokładną lokalizację, gdzie potrzebna jest pomoc. Tym bardziej, że dzwoniąc katowickiego CPR można zostać połączony z innym województwem, gdy linie w Katowicach są zajęte. A czas… płynie.
Dlatego między innymi resort zdrowia twardo w sporze z MSWiA optował za utrzymaniem trzech dziewiątek. Finał tych urzędniczych bojów z numerem 999 w tle jest taki, że jego istnienie ma zostać ustawowo zagwarantowane.


