Start Aktualności Jeszcze żyła, leżała w kałuży krwi – Kateryna wspomina

Jeszcze żyła, leżała w kałuży krwi – Kateryna wspomina

WPR

DLA RATOWNIKÓW DLA PACJENTÓW DLA LEKARZY | 12 kwietnia 2022

Fot.: Instytut Pileckiego

Kateryna jest radną i działaczką społeczną z Mariupola...

– Ludzie podbiegali do mnie i pytali, kiedy zacznę zabierać zwłoki... Kateryna – radna i ratowniczka Maltańskiej Służby Medycznej, której udało się wydostać z oblężonego Mariupola – opowiada o rosyjskich zbrodniach wojennych przeciwko ludności cywilnej.

 Swoje przejmujące świadectwo przekazała Centrum Dokumentowania Zbrodni Rosyjskich w Ukrainie im. Rafała Lemkina prowadzonym przez Instytut Pileckiego. Powstało ono (26 lutego) jako odpowiedź wojnę z Ukrainą wywołaną przez Federację Rosyjską. Instytut Pileckiego, zwany przez dziennikarzy polskim Yad Vashem, działa dla „pielęgnowania pamięci lub niesienia pomocy osobom narodowości polskiej lub obywatelom polskim innych narodowości będącym ofiarami zbrodni przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodni wojennych w latach 1917–1990”. Po 24 lutego Instytut przesunął cezurę czasową. Wróćmy jednak do wspomnień ukraińskiej ratowniczki.

Kateryna była, w oblężonym przez wojska rosyjskie, Mariupolu do 17 marca. Uczestniczyła w akcjach ratowniczych, udzielała pierwszej pomocy i koordynowała transporty osób rannych do miejscowych szpitali. Jako naoczny świadek rosyjskich zbrodni i cierpienia mieszkańców miasta złożyła relację w Centrum Lemkina.

W drugim tygodniu
wojny, po tym jak Mariupol został otoczony przez wojska rosyjskie, na ulicach zaczęły się pojawiać ciała ludzi. Zginęli od odłamków pocisków artyleryjskich, rakiet, od kul z broni strzeleckiej. Wielu, zwłaszcza starszych, zmarło z głodu lub z wychłodzenia. Ich zwłok nie miał kto zabrać.

– Mieszkańcy mojego rejonu często wzywali mnie do udzielenia pierwszej pomocy medycznej, jeździłam do nich samochodem lub szłam pieszo. Często, kiedy już udzielałam rannym pomocy, ludzie podbiegali do mnie i pytali, kiedy zacznę zabierać zwłoki, dlaczego nie zabieram zmarłych, kto ma to robić. Dla ludzi była to bardzo trudna psychologicznie sytuacja. Było dla nich szokiem, że na ulicach leżą martwi i nikt ich nie usuwa…

Kateryna odwoziła rannego
do domu z mariupolskiego szpitala obwodowego.

– Koło świetlicy zauważyłam ostrzelany samochód wojskowy naszych obrońców, z ukraińskiej armii. Kiedy podjechałam dalej, w przejściu między blokami, dostrzegłam rosyjskich żołnierzy. Po ich prawej stronie leżał martwy żołnierz Federacji Rosyjskiej. Ponieważ wiedziałam, że w świetlicy przebywa troje nastolatków, a wśród nich moja córka, trochę odjechałam, zatrzymałam się na parkingu, wyszłam z auta i poszłam w kierunku rosyjskiej grupy dywersyjnej. Miałam na sobie kamizelkę ratownika Maltańskiej Służby Medycznej. Poszłam do nich bo się bałam, że zechcą pójść do świetlicy, w której są dzieci...

Musiałam udawać, że nie orientuję się w sytuacji, że nie rozumiem, w jakiej armii służą, ale chociaż nie mieli na sobie wojskowych naszywek, zidentyfikowałam ich po rodzaju ubrania maskującego. Zapytałam, czy jest potrzebna pomoc temu człowiekowi, członkowi ich grupy dywersyjnej. Odpowiedzieli, że już nie żyje, ale że obok przejścia leży żołnierz ranny w nogę. Poprosiłam, żeby pozwolili mi wrócić do samochodu po apteczkę, żebym mogła udzielić pomocy. W odpowiedzi wymierzyli we mnie swoje karabiny…

Poprosiła, by żołnierze
puścili ją wolno, bo ma w samochodzie rannego, że się wychładza, i że został tam sam. Usłuchali.

– Pozwolili przejść wzdłuż budynku, przy samych klatkach schodowych. Musiałam padać na ziemię, bo w tym czasie bombardował samolot. Kiedy już przeszłam na drugą stronę zobaczyłam dymiący samochód, który mógł wybuchnąć. Znajdujący się w nim mężczyzna był w takim stanie, że nie mogłam mu już pomóc. Koło auta siedziała dziewczynka, zasłaniała twarz jedną ręką. Była to drobna, mała nastolatka. Ponieważ przez cały ten czas słychać było odgłosy wybuchów, krzyknęłam do dziewczynki, żeby szybko wstała i ze mną poszła. Powiedziałam też, by wzięła ze sobą leżący przy niej plecaczek...

Zauważyłam, że jedna jej ręka zwisa. Miała na sobie kurtkę, na której było widać plamy krwi. Rzuciłam, żeby szybko za mną poszła, lecz zorientowałam się, że jest słaba, więc ją podtrzymywałam, wzięłam od niej plecak. Podeszłyśmy do kobiety, która znajdowała się w odległości około 10 metrów. Dziewczynka powiedziała, że to jej mama, a mężczyzna w aucie był jej ojczymem. Mama jeszcze żyła, leżała w kałuży krwi. Zdałam sobie jednak sprawę, że nie będę mogła ratować wszystkich, że muszę dokonać wyboru...

Kateryna jest radną i działaczką społeczną z Mariupola. Pracowała w obronie cywilnej jako ratownik ochotnik i instruktor pierwszej pomocy. Uczestniczyła w akcjach ratowniczych, udzielała pierwszej pomocy i zajmowała się transportami osób rannych do miejscowych szpitali. Była naocznym świadkiem rosyjskich zbrodni wojennych przeciwko ludności cywilnej.

czytaj też:

Wieści

Ostatnie wideo

Podziękowania

Białostockie Pogotowie dziękuje za....

4 sierpnia 2022

Za pomoc w organizacji pielgrzymki

28 lipca 2022

Od Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego

28 lipca 2022

Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Józefa dziękuje za pomoc...

4 lipca 2022

Proboszcz chorzowskiej parafii dziękuje Arturowi Żurkowi...

4 lipca 2022

Podziękowania dla Benedykta Krzykowskiego

10 czerwca 2022

Podziękowanie dla Anny Warchoł

10 czerwca 2022