Start Aktualności Czy epidemia na skalę hiszpanki może się powtórzyć? [WIDEO]

Czy epidemia na skalę hiszpanki może się powtórzyć? [WIDEO]

Anna Piotrowska/zdrowie.pap.pl, WPR

SARS-COV-2/COVID-19 DLA RATOWNIKÓW DLA PACJENTÓW | 28 kwietnia 2020

Fot.: ARC

Pierwszą falę zachorowań na grypę odnotowano wczesną wiosną 1918 r.

SARS-CoV-1, SARS-CoV-2, MARS, H5N1... Co w przyszłości? Wiek temu grypa hiszpanka (bo pierwsze doniesienia o niej pochodziła z Hiszpanii) zabiła, różnie podają, od 50 do 100 mln ludzi.

Wbrew temu co się powszechnie uważa, nie była to najbardziej śmiercionośna zaraza w historii ludzkości. To miano należy się epidemii Justyniana (dżumy), która dotknęła w latach 541–542 Bizancjum, a potem cały ówczesny świat. Choroba zabiła co najmniej 100 mln ludzi. Hiszpanka była najbardziej śmiercionośną epidemią w najnowszych dziejach ludzkości. 

Pierwszą falę zachorowań na grypę odnotowano wczesną wiosną 1918 r. Wówczas była wysoce zaraźliwa, ale raczej łagodna w przebiegu. Druga fala grypy zaczęła się w sierpniu i charakteryzowała się niezwykle wysoką śmiertelnością, głownie z powodu pojawiającego się dodatkowo odoskrzelowego zapalenia płuc. Trzeci nawrót epidemii nastąpił zimą 1918/1919. Cechą charakterystyczną dwóch ostatnich fal hiszpanki była wysoka śmiertelność wśród osób 20-40 letnich, co jest nietypowe dla „normalnej”, sezonowej grypy, zbierającej swe śmiertelne żniwo głównie wśród najmłodszych dzieci oraz seniorów.

W poważnych przypadkach jej ofiary cierpiały na silne bóle głowy i ciała oraz gorączkę; ich twarze stawały się niebieskie lub czarne, co było znakiem sinicy, kaszleli też krwią i krwawili z nosa. Śmierć następowała zwykle na skutek ataku bakterii na płuca, co sprawiało, że te niezbędne do życia organy zamieniały się w worki cieczy i w konsekwencji topiły pacjenta. W przypadku większości chorych atak trwał 2-4 dni. Zgon mógł jednak także nastąpić nagle: pojawiały się opowieści o ludziach, którzy nagle upadali i umierali, albo rozpoznawano u nich chorobę, a oni ulegali jej w ciągu kilku godzin.

Najbardziej ucierpiały Indie. Liczba ofiar mogła tam sięgnąć nawet 20 milionów. Dla porównania, w USA zmarło z powodu hiszpanki „zaledwie” 675 tys. osób. Łącznie w ciągu sześciu najgorszych miesięcy (od jesieni 1918 do wiosny 1919 r.) zmarło ponad 30 mln ludzi. W czasie całej epidemii – jak się szacuje – około 40 milionów. Niektórzy podają nawet większe liczby. Jeremy Brown w książce „Grypa. Sto lat walki” pisze o skali „niemal apokaliptycznej”, oceniając, że ofiar mogło być od 50 do nawet 100 milionów. Dla porównania: na frontach I wojny światowej zginęło 20-22 mln żołnierzy.

Zwierzęta są źródłem zarazy
Jak twierdzi na łamach „New England Journal of Medicine” dwóch amerykańskich wirusologów David Morens i Jeffery Taubenberger (obaj z National Institute of Allergy and Infectious Diseases) taka pandemia, jak w 1918 r. może się wydarzyć właściwie w każdym momencie. Hiszpanka była bowiem chorobą odzwierzęcą, której rezerwuarem było ptactwo wodne. Badania dowodzą, że groźne szczepy grypy wciąż krążą w przyrodzie i nie da się ich wyeliminować, bo nie da się wybić połowy zwierząt na świecie. Z opinią amerykańskich naukowców zagradza się dr Paweł Grzesiowski, epidemiolog i adiunkt Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP w Warszawie.

– Grypa typu hiszpanka może powrócić w każdej chwili. Wirus mutuje w taki sposób, że co 100-150 lat pojawia się szczep pandemiczny, czyli taki, który może zaatakować dużo ludzi w krótkim czasie. Pojawienie się wirusa pandemicznego jest więc jedynie kwestią czasu, a nie pytania, czy w ogóle do tego dojdzie – uważa dr Grzesiowski.

I co wówczas? Dziesiątki milionów ludzi straci życie? Raczej nie. W latach 2009-2010 przez świat przeszła tzw. świńska grypa. Jedno z białek wirusa A/N1H, wywołującego chorobę, w 99 proc. przypominało wirusa hiszpanki. A świńska grypa uśmierciła w całym świecie do 400 tys. ludzi. Dlaczego „tylko” tylu, a nie 4 czy 40 milionów? Bo medycyna była wówczas znacznie lepiej rozwinięta niż wiek wcześniej. A ponadto wirus A był bardzo wrażliwy na leki antywirusowe, czyli: wykazywały się one wysoką skutecznością.

Towarzyszące grypie zapalenie płuc, które wywołuje zazwyczaj dwoinka zapalenia płuc, czyli Streptococcus pneumoniae, dziś leczy się antybiotykami. Jeśli na skutek zapalenia pojawiały się zmiany martwicze w płucach, pacjentów podłączano do respiratora czy sztucznego płuca. Sto lat temu tego wszystkiego nie było, stąd i było tyle ofiar.

– Po prostu umierali, bo nie było penicyliny, ani innych skutecznych antybiotyków. Sulfonamidy też nie były używane na większą skalę. W tej chwili mamy całą baterię antybiotyków, którymi możemy leczyć zarówno paciorkowce, jak i gronkowce. Lekooporność tych bakterii nie rozwinęła się jeszcze tak daleko żebyśmy byli bezbronni – podkreśla dr Grzesiowski.

Postęp ochroni przed tragedią
Postępowanie w przypadku epidemii jest też dziś zupełnie inne niż sto lat temu. Jednocześnie z wdrażaniem leczenia, sekwencjonuje się genom wirusa, by poznać jego strukturę i stworzyć szczepionkę. Wykrycie patogenu odpowiedzialnego za epidemię hiszpanki trwało 12 lat.

– A my w ciągu miesiąca możemy poznać strukturę genetyczną wirusa i w ciągu trzech miesięcy podjąć produkcję szczepionki. Pamiętajmy, że najskuteczniejsza obronę przed grypą stanowi szczepienie – stwierdza dr Grzesiowski.

Można więc sobie wyobrazić hipotetyczną sytuację, że gdy w przyszłości na jednym z kontynentów zaatakuje nas wyjątkowo zjadliwy wirus, tak jak było z wirusem świńskim, jest szansa, że w ciągu kilku miesięcy od jego pojawienia się, będziemy w stanie szczepić tych, którzy się jeszcze z nimi nie zetknęli, albo jak w przypadku Eboli, wytworzyć surowicę odpornościową.

– Niedawno podobną procedurę przećwiczyliśmy na wirusie Zika, w tej chwili mamy już szczepionkę testowaną klinicznie, chociaż raporty o tym, że powoduje małogłowie u dzieci pojawiły się raptem w zeszłym roku. Ludzkość bardzo poprawiła swoją wydolność, jeśli chodzi o szybkie rozpoznanie, dzięki genetyce molekularnej. A dzięki internetowi informacja obiega świat w ciągu sekundy i można ostrzec ludzi przed nowym wirusem. Dlatego uważam, ze scenariusz sprzed 100 lat nie ma szansy się powtórzyć – dodaje dr. Grzesiowski. 

Uwaga, uwaga: regularne szczepienia na grypę sezonową nie chronią jednak przed grypą odzwierzęcą, bo wirus pandemiczny jest zazwyczaj nowy, czyli taki, którego szczepionka nie obejmuje. Tak było z wirusem świńskim - szczepionka sezonowa kompletnie przed nim nie chroniła. Zdecydowanie bardziej chroni ;„przechorowanie” podobnego wirusa. Na przykład ludzie, których położyła do łóżka epidemia grypy Hong Kong (1968 rok, patogen podobny do tego z 2009 roku) byli chronieni. Po wielu latach pamięć immunologiczna wciąż działała.

 

 

 

 

 

czytaj też:

Wieści

Ostatnie wideo

Podziękowania

Białostockie Pogotowie dziękuje za....

4 sierpnia 2022

Za pomoc w organizacji pielgrzymki

28 lipca 2022

Od Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego

28 lipca 2022

Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Józefa dziękuje za pomoc...

4 lipca 2022

Proboszcz chorzowskiej parafii dziękuje Arturowi Żurkowi...

4 lipca 2022

Podziękowania dla Benedykta Krzykowskiego

10 czerwca 2022

Podziękowanie dla Anny Warchoł

10 czerwca 2022