Start Kategoria SARS-CoV-2/COVID-19

SARS-CoV-2/COVID-19

Ochrona zdrowia przeżyła epidemię, gorzej znieśli ją pacjenci

Fot.:WPR

System ochrony zdrowia w Polsce - czy zdał najtrudniejszy egzamin? Co przyniesie przyszłość?

W rankingu Bloomberga z 25 maja br. (Bloomberg’s Covid Resilience Ranking) oceniającego, jak 53 kraje świata radzą sobie z pandemią COVID-19, Polska znalazła się na 39. miejsce. To awans o 13 pozycji w porównaniu z poprzednim zestawieniem. O tym, jak sobie radzimy z epidemią była mowa na otwarciu (14 czerwca) Kongresu Wyzwań Zdrowotnych.

 Byliśmy tam. Bez dwóch zdań: choć najważniejsza sesja imprezy organizowanej przez miesięcznik „Rynek Zdrowia” i portal rynekzdrowia.pl była po raz pierwszy od dwóch lat zorganizowana w normalnej konwencji, a nie – jak ubiegłoroczna onlajnowej – to… To do stanu przedepidemicznego jeszcze jest daleko.

Największa sala Międzynarodowego Centrum Kongresowego. Kilkaset miejsc. Co drugi fotel z kartą z napisem, by nie zajmować miejsca. Obserwatorów dwudziestu, może ciut więcej. Czworo panelistów na scenie. Ośmioro przed kamerkami internetowymi. Przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia nie było. A temat inauguracyjnej debaty, zdaje się, powinien skłonić kogoś z resortu do udziału w tej sesji. „System ochrony zdrowia w Polsce - czy zdał najtrudniejszy egzamin? Co przyniesie przyszłość?”. Taki był jej wywoławczy temat.

 Zachwytu nie było. Wachlarz od totalnej krytyki po dostrzeżenie, że jednak coś w tej polityce przeciwepidemicznej pozytywnego było.

W opinii posła Andrzeja Sośnierza, b. prezesa NFZ, państwo jako takie nie zdało egzaminu. Zamiast zwalczać epidemię, broniło się przed nią. I zamiast uczyć się na błędach, wciąż popełnia takie same. Może przez posła przemawiało to, że rząd nie uwzględnił jego planu walki z epidemią? Przypomnijmy, że oprócz tego, że poseł postulował (gdy jeszcze był w Zjednoczonej Prawicy) powołanie pełnomocnika do walki z epidemią, to głośno krytykował wprowadzenie lockdownu.

 Na drugim końcu „kija oceny” opiniował gen. dyw. prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego. Ktoś może powiedzieć, że to wojskowy, więc musi trzymać tzw. rządową linię. Owszem, jak to w piosence: „żołnierz nie wszystko ci powie…”, ale to nie znaczy, że gen. Gielerak jest z tych, którzy kadzą władzy. Kto zna profesora, ten wie. Zatem generał uważa, że należy docenić to, że na zmagania z epidemią przeznaczono ogromne pieniądze, że akcja szczepień w założeniach była dobrze zaplanowana, a to, że zakłócały jej przebieg różne przerwy w dostawach od producentów i to, że dziś jest więcej szczepionek niż chętnych, to nie jest winą rządu.

Czarną stroną epidemii jest śmierć tysięcy ludzi. Tu sobie trzeba jasno powiedzieć, czego paneliści nie skrywali, że chodzi nie tylko o tych, którzy zmarli przez COVID-19, ale także i tych, którzy odeszli, bo z różnych przyczyn nie doczekali się w porę na pomoc medyczną. Nie ma co udawać, że przez co najmniej rok system ochrony zdrowia był ukierunkowany na pomoc medyczną dla zarażonych SARS-CoV-2.

A teraz kilka cytatów z wypowiedzi ekspertów.

– Pandemia w bezlitosny sposób obnażyła, między innymi nie tylko ogromną skalę niedofinansowania naszej opieki zdrowotnej, ale także jej zupełnie nieprzystosowaną do obecnych potrzeb strukturę. Padł mit, że mamy za dużo łóżek szpitalnych. Problem w tym, że mamy zdecydowanie za mało miejsc z ramach opieki długoterminowej. Można powiedzieć, że system ochrony zdrowia przetrwał dotychczasową pandemię, ale nie przetrwali pacjenci– uważa kardiolog prof. Paweł Buszman z Katedry i Zakładu Epidemiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

– Polskie państwo nie zdało egzaminu, nie potrafiło obronić Polaków przed tak wielką liczbą zgonów, działano na oślep, na wyczucie, jedynie akcja szczepień przebiega nie najgorzej, choć chcielibyśmy, by było ich więcej – mówił Andrzej Sośnierz.

– W 2020 r., w porównaniu z 2019 r., o 40 proc. zwiększyła się liczba skarg, zastrzeżeń i próśb o pomoc, kierowanych przez pacjentów do tej instytucji. Ten duży skok zgłoszeń pokazuje, że pandemia wyraźnie odbiła się na dostępności do świadczeń zdrowotnych – relacjonował Bartłomiej Chmielowiec, rzecznik praw pacjenta .

– Wysoka liczba zgonów wpłynęła na skrócenie średniego trwania życia – to jeden z czynników mających wpływ na wysokość emerytury – a w efekcie nieco wyższe świadczenia dla emerytów – poinformowała prof. Gertuda Uścińska, prezes ZUS.

Zgodnie z tradycją po zakończonym Kongresie do odpowiednich instytucji, w tym Ministerstwa Zdrowia, skierowane zostaną wnioski i sugestie. Czy adresaci z nich skorzystają?

Lekarze, ratownicy i pielęgniarki, w pandemii jedzcie warzywa!

Fot.:pixabay.com

Polacy jedzą coraz bardziej roślinnie – jak pokazało badanie przeprowadzone przez Upfield...

Zgodnie z wynikami najnowszego badania opublikowanego w czasopiśmie naukowym „BMJ Nutrition, Prevention & Health”, jedzenie roślinnych produktów zmniejsza nasilenie i czas trwania objawów COVID-19. To pierwsze badanie, w którym kiedykolwiek przyjrzano się związkowi pomiędzy dietą a C-19. Naukowcy przebadali w nim prawie 3000 lekarzy i pielęgniarek w sześciu krajach.  

Badacze porównali wzorce żywieniowe 2884 lekarzy i pielęgniarek z dużą ekspozycją na koronawirusa odpowiedzialnego za infekcje Covid-19 we Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i USA. Analizowali, jak często występowała infekcja, a także jak ciężki był jej przebieg i czas trwania choroby, jeśli została stwierdzona. Uczestników poproszono o wypełnienie ankiety internetowej – zawierającej informacje na temat cech demograficznych, informacji żywieniowych i wyników Covid-19.

Wśród wszystkich ankietowanych, pozytywny wynik zakażenia miało 568 uczestników badania. Na podstawie analizy danych respondentów, którzy mieli pozytywny wynik w kontekście zakażenia i doświadczyli objawów COVID-19, a także tych, u których zakażenie przebiegało bezobjawowo, stwierdzono, że nawyki żywieniowe mogą odgrywać ważną rolę w przebiegu C-19.

Zarażeni pracownicy służby zdrowia
stosujący dietę roślinną mieli o 73 proc. mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia umiarkowanych lub ciężkich objawów zachorowania, podczas gdy ci, którzy stosowali dietę pescowegetariańską (dieta, która zakłada wyłączenie z jadłospisu mięsa i bazuje na roślinach, ale dopuszcza spożycie ryb i owoców morza), o 59 proc. rzadziej doświadczali umiarkowanych lub ciężkich objawów. Z drugiej strony badania wykazały, że diety niskowęglowodanowa i wysokobiałkowa, które są tak popularne w Polsce z uwagi na powszechne spożywanie dużych ilości mięsa i nabiału – zwiększały ryzyko ciężkiego przebiegu zachorowania na C-19.

Dieta roślinna okazała się więc mieć najbardziej ochronne działanie. Nieznacznie mniejsze pozytywne efekty w tym kontekście wykazała także wersja diety roślinnej, która dodatkowo wzbogacona była o ryby, jednak to właśnie te dwa style żywieniowe okazały się skuteczniejsze w porównaniu do diety, która uwzględniała ponadto spożycie mięsa i produktów odzwierzęcych.

To dobre wieści, gdyż Polacy jedzą coraz bardziej roślinnie – jak pokazało badanie przeprowadzone przez Upfield.

W badaniu nawyków żywieniowych Polaków w czasie izolacji społecznej w 2020 roku, 31,6 proc. badanych przyznało, że podczas społecznego odosobnienia kupowało więcej niż zwykle produktów pochodzenia roślinnego. W tej grupie - 32,9 proc. kupiło zamienniki dla mięsa, 28 proc. napoje roślinne, 24,8 proc. bezmleczny ser, dla 17,7 proc. wyborem stała się roślinna margaryna zamiast masła.

Kilka czynników motywowało badanych do wprowadzenia tych zmian.

Najczęściej wskazywano na chęć odżywiania się w sposób bardziej zrównoważony (49,4 proc.), chęć wypróbowania nowych przepisów (31,5 proc.), wzmocnienie układu odpornościowego (29,1 proc.) i pragnienie bycia zdrowszym (28,2 proc.).

Dietetycy i lekarze od początku pandemii
często zwracają uwagę na korzyści płynące z jedzenia produktów roślinnych i zachęcają do tego również swoich pacjentów.

Różnego rodzaju badania analizujące korzyści płynące ze spożywania większej ilości produktów roślinnych i mniejszej ilości mięsa, nabiału i produktów odzwierzęcych (m.in. ograniczenie spożycia tłuszczów zwierzęcych w diecie i zamiana ich na roślinne, np. roślinna margaryna zamiast masła), wskazują bowiem na zmniejszenie ryzyka występowania chorób układu krążenia, cukrzycy typu 2, otyłości, wysokiego ciśnienia krwi i niektórych nowotworów.

Przebieg COVID-19 jest często powiązany z ogólnym stanem zdrowia osoby zarażonej, a wymienione choroby współistniejące mają dodatkowy wpływ na nasilenie objawów i długoterminowe skutki zdrowotne, jakie wywiera Covid-19. Dlatego istotne jest dostrzeżenie ryzyka – i wprowadzenie zmian w naszym jadłospisie, dla zachowania zdrowia.

Wyniki te komentuje dr Hanna Stolińska, dietetyk kliniczny: 

– Praca nad budowaniem odporności poprzez odpowiednią dietę i pozostałe zachowania zdrowotne wymaga czasu. Jednak osoby stosujący zdrowszy model żywienia, oparty na odpowiednio zbilansowanej diecie roślinnej wykazują ogólnie mniejsze ryzyko rozwoju chorób i lepszą kondycję całego organizmu. Stąd nie dziwią mnie wyniki tych badań. Prawidłowo odżywiony organizm szybciej zwalcza infekcję, a fitozwiązki – zwłaszcza przeciwutleniacze z warzyw, owoców, błonnik pokarmowy i tłuszcze roślinne wspomagają pracę układu immunologicznego. Często słyszę od moich pacjentów, jak również widzę to na własnej osobie, że osoby będące na diecie roślinnej nie pamiętają, kiedy chorowali z powodu infekcji. Z tego tez powodu cieszy mnie wzrost popularności diet wegetariańskich i wegańskiej i mam nadzieję, że nie jest to chwilowa moda.

A zatem szanowni medycy, lekarze, ratownicy, pielęgniarki i pozostali wykonujący zawody medyczne w czasie pandemii SARS-CoV-2/COVID-19: jedzcie warzywa i rośliny. Nawet jeśli wyniki omawianych badań nie pookrywałyby się z rzeczywistością, to i tak taka dieta roślinna zdrową jest!

 

Od 1 lipca będą unijne certyfikaty COVID-19

Formalnie to, co nazywa się potocznie paszportami covidowymi, a urzędowo nosi miano certyfikatów COVID-19, miało w całej Unii Europejskiej zaistnieć pod koniec czerwca. We wtorek (1 czerwca) minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że stanie się nieco później.

Unijny Certyfikat COVID (UCC) to elektroniczne zaświadczenie, które, w myśl założeń Komisji Europejskiej, ma ułatwić bezpieczne i swobodne przemieszczanie się pomiędzy krajami unijnymi w czasie pandemii.

Jest to elektroniczne poświadczenie, że dana osoba została w pełni zaszczepiona lub też ma negatywny wynik w teście na obecność SARS-CoV-2, albo ma status ozdrowieńca. Komisja Europejska podała we wtorek, że siedem państw UE (Bułgaria, Czechy, Dania, Niemcy, Grecja, Chorwacja i Polska) zdecydowało o połączeniu się z unijnym systemem informatycznym weryfikującym certyfikaty COVID i rozpoczęło ich wydawanie.

– Bardzo ważne jest to, że formalny start tego systemu nastąpi 1 lipca. Wtedy to wszystkie kraje będą uznawały nawzajem ten standard i również będzie od tego momentu obowiązywało rozporządzenie unijne – mówił minister Niedzielski.

Certyfikaty są zasadniczo elektroniczne, a kody QR można pobrać Internetowego Konta Pacjenta.

Dla tych, którzy jeszcze nie aktywowali IKP, pracownicy medyczni, mający dostęp do aplikacji gabinet.gov.pl, będą mogli wydrukować taki dokument-potwierdzenie.

Paszporty covidowe nie są z radością przyjmowane przez wszystkich.

Dla znaczącej części społeczeństwa są/będą ułatwieniem w podróżach zagranicznych, wręcz przepustką do komunikacji lotniczej. Nie brakuje twierdzących, że ten dokument łamie prawa obywatelskie. Szczegóły techniczne funkcjonowania UCC nie są jeszcze znane.

 

 

Był szpital tymczasowy w Międzynarodowym Centrum Kongresowym

Fot.:WPR

Szpital mógł przyjąć maksymalnie 500 pacjentów.

Budowany przez kilkanaście dni ruszył 1 grudnia 2020 r. Działał do 1 czerwca. Przez covidowy szpital tymczasowy przeszło w tym czasie 1316 pacjentów. Zmarło ok. 300. Do 20 czerwca w Międzynarodowym Centrum Kongresowym funkcjonował będzie punkt szczepień.

Ostatnich dwóch pacjentów covidowych przetransportowano nocą 31 maja do szpitala MSWiA w Katowicach. To do tej placówki przypisany był szpital w MCK. Drugi tymczasowy szpital zlokalizowany jest w hangarze na lotnisku w Pyrzowicach. Na razie nie będzie demontowany.

Demontaż szpitala prowadzono sukcesywnie. Przypomnijmy, że był budowany modułowo. Przybywało pacjentów, przybywało modułów. W jednym taki można było pomieścić 20-25 łóżek. Szpital mógł przyjąć maksymalnie 500 pacjentów. Nigdy nie było w nim tylu łóżek. Maksymalnie – 316. To rekord tzw. obłożenia. We wtorek (1 czerwca), gdy mediom udostępniono do „zwiedzania” likwidowany szpital, były w nim dosłownie trzy łóżka. I ogromna, pusta przestrzeń po zdemontowanych modułach. W nocy zdezynfekowano przestrzeń zajmowaną przez tymczasową lecznicę.

Część sprzętu medycznego trafi do szpitala MSWiA. Część zalegnie w magazynach. Zdemontowane zostanie wszystko. Ekipy mają na to czas do 30 czerwca. Tak wynika z umowy z administratorem obiektu.

Do 20 czerwca przy MCK będzie funkcjonował punkt szczepień. Alina Kucharzewska, rzeczniczka wojewody śląskiego informuje, że uruchomione zostają mobilne punkty szczepień.

W środę będzie on do dostępny w Myszkowie, obok budynku starostwa powiatowego, a w piątek – w Wiśle, na tamtejszym Rynku.

 

Rząd będzie łagodził obostrzenia, nastolatki do szczepienia

Fot.:WPR

Bez maseczek w pomieszczeniach zamkniętych?

Wielkości dobowych zakażeń SARS-CoV-2/COVID-19 spadają do wartości sprzed roku. W związku z takim stanem epidemicznym oraz tym, że już podano ponad 20 mln dawek szczepionek przeciwcovidowych, należy spodziewać się kolejnych złagodzeń w politycye przeciwepidemicznej. Zapowiedział to rzecznik rządu Piotr Müller.

Na tę okoliczność w Polskim Radiu 24 rzecznik poinformował, że zmian w katalogu obostrzeń można spodziewać się w ciągu najbliższych kilku dni. „W pierwszej połowie czerwca spodziewam się pierwszego kroku zmniejszającego obostrzenia, w drugiej połowie czerwca – drugiego” - oznajmił (1 czerwca) Piotr Müller.

Rzecznik nie wyjawił czego miałby dotyczyć owe zmiany. „My w tej chwili analizujemy, jakie możliwe są kolejne kroki. Bez wątpienia w samym czerwcu kolejne zostaną podjęte. Myślę, że w ciągu najbliższych kilku dni możemy się spodziewać szczegółowych informacji w tym zakresie”.

Rzecznik rządu po raz kolejne podkreślił wagę szczepień, przypominając, że warunkiem powrotu do stanu sprzed epidemii, jest to, jak szeroka będzie grupa osób, która przyjmie szczepionkę przeciwcovidową.

Piotr Müller przyznał, że osoby przeciwne szczepieniom stanowią „duże wyzwanie”.

We wtorek (1 czerwca) minister zdrowia Adam Niedzielski ma przekazać informacje dotyczące szczepień dzieci w wieku 12-15 lat.

Szczepienia tej grupy wiekowej zarekomendowała w ostatnich dniach maja EMA (Europejska Agencja Leków). Dla dzieci (12-15 lat) przeznaczona jest szczepionka produkcji Pfizer/BioNtech (Comirnaty). Ma być podawana w dwóch dawkach, a odstęp między jedną iniekcją a drugą ma wynosić co najmniej trzy tygodnie.

 

Czy indyjski wariant SARS-CoV-2 przedłuży czas epidemii?

Fot.:pixabay.com

Indyjska mutacja koronawirusa, nazywana w mediach „double mutation” bądź „triple mutation”.

Nie ma jednak sygnałów, że stanowi on większe zagrożenie niż mutacje, z którymi mieliśmy dotychczas do czynienia – uważa prof. dr hab. n. med. Marcin Czech, kierownik Zespołu ds. Zakażeń Szpitalnych w Instytucie Matki i Dziecka, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia w latach 2017–2019.

Groźbę wybuchu kolejnej fali pandemii odsuwa jednak przede wszystkim postępujący proces szczepień, bo zdaniem ekspertów wszystko wskazuje na to, że stosowane do tej pory szczepionki działają również na wariant indyjski. Został on, jakby ktoś jeszcze nie wiedział, uznany przez WHO zakwalifikowana jako „niepokojący wariant”. Do tej pory była uznawana za budzącą „szczególne zainteresowanie”. W badaniach stwierdzono, że wariant, znany jako B.1.617, rozprzestrzenia się łatwiej niż pierwotny wirus, ale potrzebne są dalsze obserwacje.

– Indyjska mutacja koronawirusa, nazywana w mediach „double mutation” bądź „triple mutation”, choć ma straszną nazwę, to z tego, co dzisiaj wiemy, ta nie jest wyjątkowa. Nie stanowi większego zagrożenia niż te, z którymi mieliśmy dotychczas do czynienia – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Czech,

Indyjska odmiana koronawirusa jest obecnie czwartą mutacją, która została uznana przez Światową Organizację Zdrowia za budzącą globalne zaniepokojenie i wymagającą analizy.

Wcześniej taki status nadano wariantom wirusa wykrytym w Wielkiej Brytanii, Brazylii i Republice Południowej Afryki. Indyjska mutacja jest główną przyczyną nagłego rozprzestrzeniania się koronawirusa w Indiach, które jako pierwszy kraj na świecie kilkukrotnie przekroczyły dzienny bilans 400 tys. zakażeń.

Poza Indiami tę mutację w największej liczbie zidentyfikowano w Wielkiej Brytanii. Wykryto ją także w kilkunastu innych państwach Europy, m.in. w Belgii, Szwajcarii, Francji czy Niemczech. Na początku maja dotarła także do Polski – minister zdrowia Adam Niedzielski informował o ponad 20 przypadkach tego wariantu.

– Kolejna fala epidemii pojawia się w określonych warunkach, kiedy mamy dużą migrację, kiedy odpuszczamy naszą kontrolę na poziomie indywidualnym. I nie zależy to od tego, czy to jest jedna mutacja, czy druga. Oczywiście niektóre z nich mogą być bardziej zakaźne albo mogą powodować inne objawy i pod tym kątem badana jest również odmiana indyjska. Natomiast nie wydaje się, żebyśmy mieli tutaj jakieś skokowe zmiany w potencjale rozwoju epidemii związanej z tym, że jest to właśnie wariant indyjski – prognozuje ekspert z Instytutu Matki i Dziecka.

Nie ma na razie informacji o mutacjach, które byłyby odporne na istniejące szczepionki. Sprzymierzeńcem w walce z rozprzestrzenianiem się indyjskiej odmiany jest nie tylko postępujący proces szczepień, lecz także odporność zdobyta po przechorowaniu COVID-19. Wirus cały czas mutuje, to jest wpisane w historię właściwie każdego z nich. Przy powielaniu materiału genetycznego wewnątrz komórki dochodzi do błędów. Te, które są korzystne dla danego wirusa, zostają utrwalone, te, które go osłabiają, w naturalny sposób wymierają, to jest sposób ewolucji wirusów – wyjaśnia prof. Marcin Czech.

Układ immunologiczny jest sprytny i uderza w wirusa przez tak różne mechanizmy, że uczymy się tej odporności. Małe mutacje nie czynią więc nam wielkiej szkody.

Problem pojawia się wtedy, kiedy tych mutacji jest dużo i znacząco zmieniają np. kształt białka S bądź inne właściwości. W takim przypadku układ odpornościowy nie jest w stanie poradzić sobie z nimi zarówno sam, jak i za pomocą szczepionek, które nie będą dostosowane do nowej formy wirusa.

– To są krytyczne mutacje, które będą oddziaływać na ludzi. Dobra wiadomość jest jednak taka, że szczepionki mRNA lub wektorowe są na tyle proste, że mogą być dostosowane do każdego wirusa, z którym będziemy mieć do czynienia, gdyby okazało się, że jest on groźny – zapewnia b. wiceminister zdrowia. – Działanie szczepionek i ich skuteczność to też jest pewne kontinuum. Materiał genetyczny, który koduje białko kolca, białko S, składa się z wielu nukleotydów. Nawet jak dojdzie do niewielu zmian, to ten przepis, który zapisany jest w szczepionkach, będzie pasował do większości z nich. Minister Marek Posobkiewicz powiedział ostatnio, że ta szczepionka po mundurze jest w stanie rozpoznać żołnierza, nie musi rozpoznawać jego stopnia, ale wie, że to jest wróg.

 

Naukowcy o wirusie, odporności i powrocie do punktu wyjścia

Fot.:WPR

Możemy mieć nadzieję, że pandemia ulegnie wygaszeniu w trzecim roku trwania...

Trzecia fala epidemi COVID-19 w Polsce zanika, ale o jej końcu i powrocie do tego, co zwykło określać się normalnością, trudno jeszcze na razie mówić. Z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że daleko nam jeszcze do osiągnięcia tzw. odporności stadnej (populacyjnej), która oznacza, że od 70 do 90 proc. społeczeństwa musiałoby mieć już odporność na COVID-19, nabyte poprzez szczepienie lub przechorowanie.


Dr hab. Piotr Rzymski, biolog medyczny z Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu:
– Cieszmy się z tego, że śledzimy mutacje wirusa SARS-CoV-2 prawie w czasie rzeczywistym. Możemy bardzo szybko wyłapywać jego istotne zmiany, a ponadto, dzięki technologii mRNA możliwa jest bardzo szybka aktualizacja istniejących wersji szczepionek. Zatem, jeśli wirus zacznie nam „uciekać”, jeśli zacznie omijać nasz układ odpornościowy, to szybko będziemy w stanie skutecznie na to odpowiedzieć.

Prof. Jacek Jemielity (wraz z zespołem od prawie 20 lat prowadzi badania nad terapeutycznym wykorzystaniem mRNA), chemik z Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego:
– Obecnie nie ma dowodów na to, żeby któraś z mutacji koronawirusa była zupełnie odporna na działanie obecnych szczepionek. Być może niektóre warianty są mniej podatne, czyli łatwiej im uniknąć odpowiedzi immunologicznej organizmu uzyskanej w wyniku szczepienia, ale nie ma takiego, który by zupełnie omijał tę ochronę. Gdyby jednak powstała taka wersja, to przy obecnej technologii (m.in. technologii mRNA), nowa, adekwatna szczepionka powstałaby bardzo szybko, nawet w ciągu miesiąca.

Prof. Joanna Zajkowska, specjalistka chorób zakaźnych, epidemiologii i zdrowia publicznego z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcyjnych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku:
– Szczepionka jest nakierowana na wygenerowanie przeciwciał neutralizujących, które uniemożliwiają wirusowi SARS-CoV-2 namnażanie się w naszych komórkach, zapobiegają wnikaniu wirusa do naszych komórek. Nie należy demonizować NOP-ów. NOP-y, takie jak np. gorączka czy też gorsze samopoczucie po szczepieniu stanowią normalne i przejściowe objawy, dobrze więc zapewnić sobie, jeśli to możliwe, 2 dni względnego luzu na ten czas. Ciężkie powikłania poszczepienne, które są mocno nagłaśniane, w rzeczywistości są bardzo rzadkie. Zdarzają się tylko 1-4 razy na milion szczepień. Są to więc pojedyncze przypadki. Za to korzyści z podania szczepionki są niepodważalne i zdecydowanie przewyższają związane z nimi ryzyko.

Prof. Andrzej M. Fal, specjalista chorób wewnętrznych i alergologii, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych w Szpitalu MSWiA w Warszawie:
– Co do zasady, żadna choroba przewlekła nie jest przeciwskazaniem do szczepienia przeciw COVID-19, ale choroba ta musi być ustabilizowana. Nie powinniśmy zatem iść się szczepić np. z nieleczoną, niekontrolowaną cukrzycą czy nadciśnieniem. Najpierw należy opanować objawy tych chorób, a dopiero potem w stabilnym okresie iść się zaszczepić. Moim zdaniem restrykcje będzie można zakończyć dopiero po osiągnięciu odporności populacyjnej (stadnej). Kiedy już będzie ona na odpowiednio wysokim poziomie, to wtedy transmisja wirusa przestanie być już istotnym problemem.

Prof. Joanna Zajkowska:
– Osiągnięcie tego celu może utrudnić wciąż spora grupa osób, w tym zwłaszcza młodych, które są niezdecydowane w sprawie przyjęcia szczepionki. Jeśli nie przekonamy ich do szczepień, to epidemia może się ciągnąć dłużej niż byśmy chcieli.

Dr hab. Piotr Rzymski:
– Z naszych obserwacji wynika, że szczepień boją się w największym stopniu ci, którzy są niedoinformowani.

Anna Krzeszowska-Kamińska, specjalistka medycyny rodzinnej, obawia się, że stan zdrowia sporej części Polaków wskutek pandemii dramatycznie się pogorszy, nie tylko z powodu COVID-19:
– W trakcie pandemii m.in. przytyliśmy, także dzieci i młodzież. Ponadto, wykrywamy u naszych pacjentów w badaniach USG guzy o takim rozmiarze, których nie powinno w ogóle być w XXI w, które powinny być wykryte dużo wcześniej. Mam nadzieję, że pacjenci szybko wrócą do diagnostyki, profilaktyki i leczenia, bo jeśli nie, to za ten rok zapłacimy bardzo wysoką cenę naszego zdrowia.

Prof. Tomasz J. Wąsik, kierownik Katedry i Zakładu Mikrobiologii i Wirusologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego:
– Wiemy też, że najwięcej zachorowań i zgonów przynosił drugi rok pandemii Dzisiaj, mając do dyspozycji skuteczne szczepionki i technologie pozwalające na szybką ich modyfikację w odpowiedzi na nowe warianty wirusa oraz wprowadzenie swoistych leków przeciwwirusowych, możemy mieć nadzieję, że pandemia ulegnie wygaszeniu w trzecim roku trwania. Na pewno najgorsze mamy za sobą, nie oznacza to jednak, że wirus zostanie wykorzeniony z naszej populacji, pozostanie z nami jako kolejny patogen, przeciwko któremu będziemy musieli się okresowo szczepić...

 

 

 


Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Można pływać, czyli kolejne obostrzenia epidemiczne zawieszone

Fot.:WPR

Obowiązuje całkowity zakaz korzystania z basenu dla osób z objawami jakiejkolwiek infekcji, przede wszystkim infekcji dróg oddechowych.

Epidemia w odwrocie? To się okaże. Faktem jest, że współczynnik R i wielkości dobowych zarażeń są w tendencji spadkowej, więc rząd rezygnuje (zawsze do nich można wrócić, gdyby sytuacja tego wymagała) z niektórych obostrzeń sanitarnych. Od piątku (28 maja) mogą być pracować, na pół gwizdka, baseny, kasyna, kluby fitness, siłownie i solaria.

Na pół gwizdka, bo nadal tam, gdzie prowadzona jest taka działalność, obowiązuje reżim sanitarny, to znaczy trzeba zakrywać usta i nos i zachowywać, między osobami, dystans co najmniej półtorametrowy. Poluzowanie ma charakter testowy, skoro obowiązuje do 5 czerwca restauracje, hotele i inne placówki gastronomiczne.

Z grubsza ujmując tzw. obłożenie w nich może wynosić maksymalnie 50 proc. W gastronomii oznacza to, że co drugi stolik ma być wolny – lub jak kto woli: zajęty. To dla zachowania 1,5-metrowego dystansu. Może być on skrócony, jeśli między stolikami jest przegroda o wysokości co najmniej metra (liczone od blatu stołu).

Wchodząc do restauracji trzeba być zamaseczkowanym. Maski można zdjąć dopiero wtedy, gdy zasiądzie się przy stoliku.

Już wielu zapomniało, że obowiązek „zasłaniania ust i nosa” po raz pierwszy wprowadzony został 16 kwietnia 2020 r. I przed rokiem również po raz pierwszy częściowo zniesiony. Wtedy, jak i teraz, do restauracji wchodziło się w maseczkach. Wówczas obowiązywał dwumetrowy tzw. dystans społeczny, jak określało się odległość między jedną a drugą osobą.

Do 5 czerwca będzie można szukać szczęścia w kasynach. Warunek jest taki, że na 15 m kw. przybytku może przebywać jedna osoba. Obsługa i klienci muszą przestrzegać nadal obowiązku zakrywania ust i nosa.

Od piątku imprezy okolicznościowe w lokalu (m.in. wesela i komunie), ale maks. 50 osób; do limitu nie wliczają się osoby w pełni zaszczepione przeciw COVID-19.

– Obawiam się też organizacji wesel, komunii i innych uroczystości, na których będzie 20 gości i 140 „osób obsługi” – przewiduje wirusolog Śląskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Tomasz J. Wąsik.

Na basen też trzeba iść w masce. Można ją zdjąć tuż przed przejściem w strefę basenową. Wówczas maskę można zostawić w szafce na odzież. I cieszyć się!

 

„Be fast. Strata czasu, to strata mózgu”

To nazwa kampanii adresowanej do ratowników medycznych, pielęgniarek, dyspozytorów medycznych i operatorów Centrów Powiadamiania Ratunkowego. W czasie epidemii spadła liczba przyjęć pacjentów na oddziały udarowe. Znaczy się: udarów jest mniej? Nie. Mniej jest zgłoszeń na 112 lub 999.

 Udar mózgu jest trzecią przyczyną najczęstszych zgonów.

– Co roku odnotowujemy 70-80 tys. udarów mózgu. 30 tys. osób umiera – udar jest trzecią przyczyną zgonów. Udar niedokrwienny mózgu to aż 80 proc. wszystkich udarów, ich liczba wzrasta wraz z wiekiem. Od 55. roku życia co 10 lat ryzyko udaru mózgu wzrasta dwukrotnie. Udar jest jedną z głównych przyczyn trwałego kalectwa, co powoduje, że coraz więcej pieniędzy jest wydawanych na leczenie, rehabilitację, a także na świadczenia rentowe. Szacunkowo w Polsce to około 1,4 mld zł rocznie – wyjaśnia prof. dr. hab. n. med. Krzysztof Ziaja, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Naczyń, Angiologii i Flebologii Wydziału Lekarskiego w Katowicach Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Zgodnie z szacunkami, aż 30 proc. osób umiera w wyniku udaru w ciągu pierwszego miesiąca od zachorowania, a 20 proc. chorych, którzy doświadczają ostrej fazy choroby, wymaga później stałej opieki.

W leczeniu udarów zasada jest prosta: im później jest ono rozpoczęte, tym mniejsza będzie jego skuteczność.

Ogromną wagę w dążeniu do jak najwyższej skuteczności ma prenotyfikacja, czyli powiadomienie przez ZRM bezpośrednio oddziału udarowego jeszcze w drodze doń z pacjentem. Daje ono szansę na zweryfikowanie rozpoznania, optymalne przygotowanie się zespołu oddziału udarowego do przyjęcia pacjenta i jego kwalifikacji do trombolizy/trombektomii...

„Ostra faza udarów mózgu. Jak ratować pacjentów?” - to szkolenia e-learningowe zorganizowane przez Centrum Szkolenia Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowe w Katowicach oraz Instytut Komunikacji Zdrowotnej. Ponad 1,2 tys. uczestników mogło pogłębić swoją wiedzę w tzw. temacie. Można było dowiedzieć się więcej o najnowszych wytycznych postępowania w ostrej fazie udaru mózgu, komunikacji z pacjentem, funkcjonowaniu sieci oddziałów udarowych, w których wykonywana jest tromboliza i trombektomia oraz o zasadności stosowania prenotyfikacji.

Kto nie mógł uczestniczyć w szkoleniu, zawsze może poszerzyć wiedzę w trybie indywidualnym. Poniekąd zachęca do tego poniższy filmik.

 

Szczepienia na ostatniej prostej – rząd i sportowcy zachęcają

Blisko ¾ Polaków pozytywnie ocenia działania rządu związane z akcją szczepień przeciw COVID-19. Z najnowszego badania przeprowadzonego przez Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) wynika również, że niemal 70 proc. ankietowanych zaszczepiło się już przeciw COVID-19 lub chce to zrobić w nadchodzącym czasie – podało (24 maja) Centrum Informacyjne Rządu.

Rekordowe poparcie dla Narodowego Programu Szczepień to bardzo dobra wiadomość. Im więcej osób zdecyduje się na szczepienie, tym szybciej uzyskamy odporność zbiorową i wrócimy do normalności. Z majowego badania przeprowadzonego przez CBOS wynika, że coraz więcej badanych jest przychylnie nastawionych do szczepień przeciw COVID-19. Odsetek respondentów, którzy zadeklarowali niechętny stosunek do szczepień przeciw COVID-19, wynosi 25 proc. i jest najniższy od początku badań, czyli od listopada 2020 r. - podkreśla CIR.

Ponad 2/3 ankietowanych jest już zaszczepiona lub wyraża swoje zainteresowanie szczepieniami. Aż 36 proc. badanych potwierdziło, że szczepienie ma już za sobą. Natomiast 33 proc. osób wyraziło chęć przyjęcia szczepionki przeciw koronawirusowi. Łącznie to aż 69 proc.

Zdecydowana większość badanych – bo aż 71 proc. – jest zadowolona z organizacji szczepień, za którą odpowiada rząd.

Szczepienia są bezpieczne!
Najczęściej wymienianym w badaniu CBOS argumentem przeciw szczepieniom są obawy związane ze skutkami ubocznymi. Trzeba jednak pamiętać, że wszystkie szczepionki zostały przebadane i dopuszczone do obiegu dopiero po pozytywnej ocenie międzynarodowych instytucji. Szczepienie to jedyne lekarstwo przeciw COVID-19.  Zaszczep się – chroń siebie i swoich bliskich.

Rząd apeluje do obywateli: przekonaj najbliższych i pomóż im się zarejestrować. Wystarczy wysłać SMS na nr 880-333-333 lub zadzwonić na bezpłatna infolinię 989. Możesz również zapisać się po zalogowaniu na stronie www.pacjent.gov.pl.

Działania profrekwencyjne
Rząd od początku Narodowego Programu Szczepień prowadził kampanię informacyjną. Wraz z uruchomieniem programu szczepień została otwarta bezpłatna infolinia informacyjna – pod numerem 989. Została uruchomiana także specjalna strona www.gov.pl/szczepimysie.

Na ulicach miast pojawiły się billboardy i murale zachęcające do szczepień – m.in. z płk. Witalisem Skorupką, pseud. Orzeł. W telewizji obejrzeć można było spoty m.in. z ratownikami medycznymi, aktorami Banasiukami (ojcem i synem), czy z filmowym „Killerem” Cezarym Pazurą. Spoty emitowane były również w radiu i w Internecie. Emeryci i renciści otrzymali listownie informacje o szczepieniach, a Poczta Polska dostarczyła wiosną ulotki do skrzynek obywateli w całym kraju - wylicza CIR.

Kampania #OstatniaProsta
Najnowsza odsłona kampanii ma charakter profrekwencyjny. Na billboardach zobaczyć można siatkarki i siatkarzy z polskiej reprezentacji, którzy za moment rozpoczynają zmagania w Lidze Narodów. Wśród promujących szczepienia są również piłkarze reprezentacji Polski i Legii Warszawa oraz przedstawiciele lekkoatletyki.

Do akcji „Ostatnia Prosta” dołączyło wielu znakomitych sportowców i aktorów. To m.in. Adam Małysz, Robert Kubica, Otylia Jędrzejczyk, Andrzej Bargiel, Maciej Musiał. W sumie ponad 50 ambasadorów akcji przekonuje do rejestracji na szczepienie przeciw COVID-19.

„Przeszliśmy już tak wiele, że nie możemy poddać się na ostatniej prostej” – to hasło przewodnie spotów. Szczepienia pozwolą, aby świat znowu stał się bezpieczny i otwarty. Tylko dzięki masowej odporności wrócimy do normalności 

7 tys. punktów szczepień
Narodowy Program Szczepień cały czas przyspiesza. Obecnie dostępnych jest 7 tys. miejsc, gdzie można otrzymać dawkę szczepionki przeciw COVID-19. W maju uruchomiono możliwość szczepienia w zakładach pracy oraz zaczęły działać Mobilne Jednostki Szczepień, które mogą przyjechać do domu pacjenta. Uruchomione zostały również nowe punkty – drive-thru, gdzie szczepienie odbywa się w samochodzie.

 

 

 

 

 

 

 

Program szczepień przeciw COVID-19 powoli hamuje?

Fot.:WPR

Wykonano ponad 17,9 mln szczepień przeciw C-19, a pełni zaszczepionych jest 5,6 mln osób.

Po zimowym szturmie na punkty szczepionkowe zauważa się zmniejszony popyt na szczepienia przeciwko COVID-19. Wynika to nie tylko z tego, że dostawy preparatów są, delikatnie określając, zmienne. Ok. 25 proc. Polaków nie chce się szczepić.

To wynik krajowego sondażu. Z unijnego, przeprowadzonego przez Europejską Fundację na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy, wyszło, że w Polsce nie zamierza się szczepić 38 proc. (10 proc. w Danii, w Niemczech – 31 proc.).

We wtorek (25 maja) minister zdrowia Adam Niedzielski w TVN przyznał:

– Jest coraz mniej osób chętnych do szczepienia. Myślę, że dochodzimy do punktu przesilenia, on na pewno będzie w czerwcu, kiedy to szczepienia będą czekały na ludzi, a nie ludzie będą ich usilnie poszukiwali.

Skoro jedna czwarta Polaków nie chce się szczepić przeciwko C-19, to czy możliwe jest osiągnięcie w populacji tzw. odporności stadnej?

– Ta odporność populacyjna przyjmuje się, że jest właśnie w przedziale 70-80 proc. zaszczepionych, więc nawet jeśli ten parametr już by się nie zmienił to i tak jesteśmy w obszarze takim, że powoli ta odporność populacyjna by istniała – tłumaczył, nieco zawile, minister Niedzielski.

Nieco inny punkt widzenia przedstawiło (25 maja) w komunikacie Centrum Informacyjne Rządu (CIR). Jako, że 71 proc. Polaków w najnowszym badania CBOS wyraziło zadowolenie z organizacji szczepień, to CIR stwierdziło: „Rekordowe poparcie dla Narodowego Programu Szczepień to bardzo dobra wiadomość. Im więcej osób zdecyduje się na szczepienie, tym szybciej uzyskamy odporność zbiorową i wrócimy do normalności”.

CIR zwraca uwagę, że rząd od początku Narodowego Programu Szczepień prowadził kampanię informacyjną, a jej najnowsza odsłona ma charakter profrekwencyjny.

Parametry charakteryzujące odporność populacyjną (zbiorową, stadną itd.) zmieniały się wraz z rozwojem epidemii. Na początku specjaliści mówili, że 60 proc. populacji musi przechorować C-19 lub być przeciwko tej chorobie zaszczepionych. Potem była mowa o 70 proc. Teraz najczęściej mówi się o 80 proc.

Problem w tym, że obecnie ocenia się ją na ok. 50 proc. i nie można liczyć, że zwiększy się w sposób naturalny, czyli przez zwiększenie liczby osób, które przeszły przez chorobę. Spadek zachorowań – wirusolodzy sugerują, by nie nie uważać tego z stała tendencję – wywołuje zmniejszone zainteresowanie szczepionkami. Paradoks?

Niekoniecznie. Część populacji może uważać, że skoro epidemia wygasza się, to po co się szczepić? Tym bardziej szwedzko-brytyjską szczepionką. Mimo zapewnienia rządu i lekarzy, że wszystkie szczepionki są bezpieczne, w Polsce AstraZeneca ma nadszarpniętą opinie.

„Coraz więcej punktów szczepień rezygnuje z zamawiania AstraZeneki, bo nie ma na nią chętnych. Do końca czerwca jest ponad milion wolnych terminów na szczepienie przeciw COVID-19 tym preparatem” – podała (24 maja) „Gazeta Wyborcza”. I to ma duży wpływ na uzyskanie odporności oraz na przebieg realizacji Narodowego Programu Szczepień przeciw COVID-19, bo milion nie wykorzystanych dawek preparatu może znacznie osłabić cały ten proces.

Polski Ład – więcej na ochronę zdrowia w Śląskiem

Fot.:WPR

Marszałek śląski sprawuje nadzór właścicielski na 40 jednostkami ochrony zdrowia.

Marszałek śląski Jakub Chełstowski podczas poniedziałkowej (24 maja) konferencji prasowej ocenił wpływ rozwiązań Polskiego Ładu m.in. na ochronę zdrowia w województwie śląskim.

– Rozwiązania przyjęte w Polskim Ładzie przysłużą się koniecznej transformacji województwa śląskiego – ocenił marszałek. W opinii Jakuba Chełstowskiego zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia w województwie śląskim jest „niezwykle istotne”.

Choćby i z tego powodu, że samorząd wojewódzki sprawuje nadzór właścicielski na 40 jednostkami ochrony zdrowia. Połowa z nich to szpitale, a samorząd jest podmiotem tworzącym także dla Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach. Zwiększenie nakładów na służbę zdrowia, w tym kluczowe dla bezpieczeństwa zdrowotnego wojewódzkie szpitale specjalistyczne, ma więc istotne znaczenie.

Tym większe, że epidemia zwiększyła wydatki, wskutek czego samorząd dopłaci do funkcjonowania szpitali za rok 2020 ok. 78 mln. zł.

– Nasz system mimo wpompowania dziesiątków miliardów złotych nadal tych środków potrzebuje, w różnych obszarach: infrastrukturalnych, inwestycyjnych, płacowych. My to dobrze rozumiemy, znamy to z drugiej strony, a więc zwiększenia nakładów do 7 proc. PKB w ciągu najbliższych lat to są konkretne miliardy dla woj. śląskiego, konkretne kwoty" – podkreślił Chełstowski.

 

 

Szpital tymczasowy do demontażu, mniej wyjazdów ZRM do covidowców

Fot.:WPR

Tak wyglądał szpital tymczasowy w MCK w budowie, w listopadzie 2020 r.

W funkcjonowaniu szpitala tymczasowego w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach zaangażowanych było ok. 1,5 tys. osób, w tym 120 lekarzy, 350 pielęgniarek, 360 ratowników medycznych, salowe, personel techniczny. Wojewoda śląski Jarosław Wieczorek podziękował im za pracę. Szpital zaczął działać od 1 grudnia. W lipcu nie będzie już po nim śladu.

Wojewoda śląski przedstawił (21 maja) mediom sytuację pandemiczną w województwie. Można w jednym zdaniu przedstawić ją tak: było bardzo źle, ale teraz jest znacznie lepiej, sytuacja epidemiczna znacząco się poprawiła. Ten większy(500 łóżek) z dwóch szpitali tymczasowych, w MTK (drugi powstał w marcu w hangarze lotniska w Pyrzowicach, ma 144 łóżka) do 21 maja przyjął 1316 pacjentów. 1030 osób leczono w oddziel internistycznym, a 286 -w respiratorowym.

Średnio pacjent spędzał w tym szpitalu 12 dni. Najmłodszy miał 19 lat, a najstarszy równo setkę.

Teraz jest w nim 20 pacjentów i z każdym dniem ich ubywa. Ostatecznie szpital w MCK przestanie działać 31 maja.

W czerwcu rozpocznie się demontowanie wyposażenia. Sprzęt pozostanie w województwie śląskim. Na tzw. wszelki wypadek w rezerwie do końca roku pozostanie szpital tymczasowy w Pyrzowicach. Od końca marca przyjął on 402 pacjentów, 297 – na internę i 105 – na intensywną terapię, do respiratorów.

– Na razie pozostanie aktywnym szpitalem tymczasowym. Zależnie od tego, ilu pacjentów będzie potrzebowało hospitalizacji w okresie wakacyjnym zapadnie decyzja, czy nadal będzie aktywny do końca roku, pozostając w gotowości – zapowiedział wojewoda.

Jest zdecydowanie mniej zakażeń, co wykazują testy. Jest mniej zajętych łóżek w szpitalach covidowych. Jest też mniej wyjazdów zespołów ratownictwa medycznego do pacjentów covidowych.

Jeśli 21 kwietnia ZRM dostarczyły do do szpitali 140 pacjentów covidowych. Prawie miesiąc później 18 maja było ich już tylko 16. Według stanu na 10:30 20 maja w województwie zajętych było 1351 łóżek covidowych (29 kwietnia – 3537). Do respiratorów było w piątek podpiętych 165 chorych (29 kwietnia – 376). W kwarantannie pozostawało 9868 osób (29 kwietnia – 26371).

W całej Polsce w szpitalach w piątek (21 maja) przebywało 9200 chorych covidowych, a 1239 z nich podłączono do respiratorów. Równo tydzień temu w szpitalach było 12984 chorych, a do respiratorów było podłączonych 1690 pacjentów.

Wkrótce okaże się, czy będzie potrzeba 3. dawka szczepionki

W pełni zaszczepionych jest ok. 4,8 mln osób.

Choć dotychczasowe badania wskazują skuteczność szczepionek na nowe mutacje koronawirusa, to nie jest wykluczona kwestia podawania dodatkowej dawki. – Na mój nos epidemiologiczny trzecia dawka szczepionki będzie konieczna, choć na razie nie jest to jeszcze postanowione – uważa prof. Marcin Czech z Instytutu Matki i Dziecka.

W Polsce tempo szczepień ma dobrą dynamikę, problemem pozostaje teraz zachęcenie do nich grupy niezdecydowanych i niechętnych. Temu ma służyć kampania edukacyjna #OstatniaProsta prowadzona przez KPRM. W działania profrekwencyjne mają zostać włączone także samorządy.

– Pod względem tempa szczepień przeciwko COVID-19 Polska plasuje się gdzieś pośrodku stawki wśród krajów Unii Europejskiej. Jesteśmy raczej powyżej średniej i mamy dobrą dynamikę. Jeszcze niedawno czynnikiem limitującym liczbę zaszczepionych osób były ograniczone dostawy szczepionek. Obecnie są one większe i widać, że szczepi się więcej osób. Kolejnym wyzwaniem będzie ta grupa, która się waha, lub ta, która nie chce się zaszczepić – podkreśla prof. dr hab. n. med. Marcin Czech, odpowiedzialny za kontrolę zakażeń w Instytucie Matki i Dziecka.

W ramach zainaugurowanej w poniedziałek 14 maja kampanii Narodowego Programu Szczepień #OstatniaProsta 50 ambasadorów – sportowców i aktorów – namawia Polaków do zaszczepienia się.

Jak podkreślają, to konkurencja nie tylko indywidualna, ale i zbiorowa, bo od tego, jak wiele osób zostanie zaszczepionych i nabędzie odporność, zależy skuteczność w walce z pandemią. Minister Michał Dworczyk podkreślił, że jest to największa w historii kampania profrekwencyjna, która obejmie nie tylko media, lecz także działania w placówkach opieki zdrowotnej. Planowane są także lokalne inicjatywy, w które zostaną zaangażowane również samorządy.

– Moment uzyskania odporności stadnej będzie zależał od płynności dostaw szczepionek, od organizacji szczepień, czyli tego, że na wyciągnięcie ręki będzie można sięgnąć po te szczepionki. To będzie zależało również od tego, jaką część populacji zaszczepimy. Na razie szczepimy ludzi powyżej 18. roku życia, a mamy dosyć aktywną młodzież i dzieci, które również chorują. Oczywiście pytanie za 100 punktów, ile osób w ogóle będzie chciało się zaszczepić?– zastanawia się prof. Czech.

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez ministra Michała Dworczyka w ciągu trzech dni, od kiedy ruszyła możliwość rejestracji 16- i 17-latków, zgłosiło się ok. 10 proc. uprawnionych.

– Zakładając, że mielibyśmy całkowity, stuprocentowy dostęp do wszystkich szczepionek, które mają do nas przyjechać, superzorganizowane punkty szczepień, a ludzie nie mieliby barier, nie musieliby jeździć nie wiadomo gdzie na szczepienie, byłyby w miarę dogodne godziny i wszyscy chcieliby się szczepić, to myślę, że jesienią byłoby po pandemii, ale to jest scenariusz hiperoptymistyczny i mało realny – ocenia ekspert.

Tym bardziej że coraz częściej mówi się o konieczności przyjęcia dodatkowej dawki szczepionki. Podkreślają to m.in. producenci preparatów, wśród naukowców zdania są podzielone, ale ten scenariusz nie jest wykluczony.

– Na mój nos epidemiologiczny trzecia dawka szczepionki będzie konieczna, choć na razie nie jest to jeszcze postanowione. Wydaje mi się, że w przypadku koronawirusa przyjdzie taki moment, kiedy wirus zacznie „uciekać” z przepisów matrycowych RNA na białko szczytowe koronawirusa, które mamy w szczepionkach. W efekcie przepis wpisany w mRNA z uwagi na mutacje będzie wymagał zmiany i pojawi się konieczność doszczepienia trzecią dawką. Podobnie jest w przypadku wirusa grypy, gdzie wykonywane są szczepienia sezonowe, a odporność stadna jest uzyskiwana przy stosunkowo niewielkiej liczbie zaszczepionych, ok. 40–50 proc. – wyjaśnia prof. Marcin Czech.

Obecnie Polska ma zawarte umowy na zakup prawie 100 mln dawek szczepionek przeciwko COVID-19. Szczepieniami w Polsce są objęci także cudzoziemcy: osoby uczące się lub studiujące, zagraniczni doktoranci, obcokrajowcy z zezwoleniem na pracę, dyplomaci oraz członkowie ich rodzin (współmałżonek lub dziecko) z prawem pobytu w naszym kraju.

– Wirus nie odróżnia, czy atakuje cudzoziemca, który pracuje w Polsce, czy Polaka. W związku z tym wszyscy obcokrajowcy przebywający w Polsce powinni być zaszczepieni. Dobrym pomysłem byłoby także podzielenie się ewentualnymi nadwyżkami szczepionek z biedniejszymi krajami. Joe Biden poparł ideę zawieszenia patentów na szczepionki po to, aby cały świat mógł się leczyć. Polska jest bardzo bogatym krajem na tle świata i gdyby wpisała się w tę narrację i zechciała podzielić się szczepionkami, byłby to wspaniały gest – uważa ekspert z Instytutu Matki i Dziecka.

Wykonano już szczepień 16,7 mln szczepień. Pierwszą dawkę przyjęło ponad 12 mln obywateli, a w pełni zaszczepionych jest ok. 4,8 mln osób.

 

Moje/Twoje (mobilne) Internetowe Konto Pacjenta

Od 10 maja dostępna jest aplikacja, autorstwa Centrum e-Zdrowie, mojeIKP. Ministerstwo Zdrowia i NFZ zachęcają do instalowanie apki w smartfonach i tabletach: „zyskaj wygodny dostęp do Twoich e-recept i e-skierowań oraz możliwość szybkiej rejestracji na szczepienie przeciw COVID-19”.

Aplikacja umożliwia:
szybkie umówienie terminu szczepienia przeciw COVID-19,
• łatwe wyszukiwanie e-recept i e-skierowań,
• odbieranie powiadomień o wystawionych e-receptach i e-skierowaniach, wysyłanych bezpośrednio na telefon; dotyczy to także e-recept i e-skierowań wystawionych dzieciom czy ewentualnie bliskiej osobie, która upoważniła Cię do swojego Internetowego Konta Pacjenta,
• wykupienie leku w aptece przez pokazanie kodu QR na ekranie telefonu (bez konieczności podawania farmaceucie numeru PESEL),
• sprawdzanie ulotki i dawkowania przepisanego leku,
• sprawdzenie, kiedy i gdzie odbędzie się wizyta na podstawie zarejestrowanego e-skierowania,
• pobieranie e-recept i e-skierowań na urządzenie mobilne w formie pdf z plikiem do wydruku, aby można je było wysłać do innej osoby przy pomocy np. poczty internetowej lub komunikatorów internetowych, takich jak SMS czy Messenger.

Więcej o aplikacji na tej stronie i niżej zamieszczonym filmiku promującym mojeIKP.

 

 

 

Pierwszy dzień bez maseczek na świeżym powietrzu

Fot.:WPR

Czy otwarcie restauracji spowoduje wzrost zakażeń, czy też nie?

W sobotę (15 maja) po raz pierwszy od jesieni 2020 r. będzie można zasiąść w restrukturyzacyjnych ogródkach. I to na dodatek bez maseczek, oczywiście z zachowaniem tzw. bezpiecznej odległości. Przed epidemią takie ogródki otwierały się 1 kwietnia. Będzie można chodzić na zewnątrz bez maseczki. Rząd poluzował rygory.

Co z tego wyniknie, to przekonamy się za parę tygodni. Przez kilka ostatnich dni restauratorzy szykowali ogródki. Młotki i wiertarki poszły w ruch! Na razie panuje radość ze zniesienia, albo zawieszenia, obowiązku zakrywania nosa i ust na świeżym powietrzu. Przypomnijmy, że są od tego wyjątki.

Maseczki trzeba wciąż nosić m.in. na cmentarzach, promenadach, bulwarach, miejscach postoju pojazdów i parkingach leśnych.

To, że od soboty (jak długo, nie wiadomo) otwarte są tzw. ogródki piwne, to jedno. Co najmniej tak samo ważne jest, że po półrocznym lockdownie ruszają także restauracje. Pewne jest, że wzrosną ceny w restauracjach.

Czy wzrośnie też liczba zakażeń, jak przypuszczają niektórzy wirusolodzy?

Tematem numer dwa, albo równorzędnym z „demaskowaniem” społeczeństwa są spekulacja, lub jak kto woli – rozważania, nad ewentualnym wprowadzeniem przymusu szczepień przeciwko COVID-19.

Sprawę do kotła dyskusji wrzucił sam minister zdrowia Adam Niedzielski, który w „Polsacie” oświadczył, że „na razie rząd nie rozważa wprowadzenia przymusu szczepień”. – Do tej pory do szczepień przekonujemy. Jak pokazuje historia i nasze doświadczenie, jest to dosyć skuteczna metoda, bo przypomnę – na samym początku akcji szczepień mieliśmy chętnych i zadeklarowanych do szczepienia mieliśmy na poziomie 37 proc. a dzisiaj ten parametr jest bliski 70 proc.

Wśród lekarzy coraz głośniej pojawiają się prośby o rozważenie wprowadzenia obowiązku szczepień przeciw COVID-19. Głos w sprawie zabrał wirusolog prof. Włodzimierz Gut, który nie jest zwolennikiem takiego rozwiązania, ani też kar za niezaszczepienie się. W jego opinii takie posunięcia dałoby odwrotny skutek i dawałoby argumenty tzw. antyszczepionkowcom.

– Istnieje istotna różnica między obowiązkiem szczepień a przymusem. Obowiązek oznacza administracyjne wymuszanie, czyli karę, jaką może być na przykład mandat z Sanepidu. Wtedy wiadomo, że zapłacić trzeba, ale czy osoba, która mandat zapłaci się zaszczepi nadal nie wiadomo. Przymus szczepienia oznaczałby, jak było to w przypadku szczepień przeciw ospie, że jak ktoś nie chciałby się zaszczepić, to siłą byłby doprowadzany do punktu szczepień – wyjaśnia PAP prof. Gut.

Wrocławski zakaźnik i członek Rady Medycznej przy premierze, prof. Krzysztof Simon mówił w TVN: – Przymusowe szczepienia są dla dzieci. Przymusowe szczepienia ma każdy Polak, jak jedzie do Gambii, Zambii, Senegalu. Będę optował, że ludzi po 65. roku życia trzeba jednak przymusowo zaszczepić.

Co na to 65-latkowie i starsi?

Bezpłatne szkolenie CBRNE - 5 pkt. edukacyjnych - 29.05.2021

CBRNE - chemical, biological, radiological, and nuclear...

Zapraszamy na bezpłatne szkolenie dla naszych pracowników z tematyki zagrożeń CBRNE (Chemical, Biological, Radiological, Nuclear and Explosives) oraz HAZMAT (Hazardous Materials).

Celem szkolenia jest przygotowanie słuchaczy do wykonywania czynności ratowniczych w sytuacji zagrożenia czynnikami o charakterze chemicznym, biologicznym, radiologicznym, nuklearnym oraz wybuchowym, użytych w celach terrorystycznych, jak i emisji podczas wypadków i katastrof.

Zajęcia będą prowadzone przez ratownika medycznego/strażaka zajmującego się tematyką zagrożeń CBRNE/HAZMAT w aspekcie ratownictwa medycznego.

Szkolenie ma za zadanie zaznajomić personel medyczny z tematyką CBRN(E) czyli zagrożeniami chemicznymi, biologicznymi, radiacyjnymi, nuklearnymi i wybuchowymi.
Na szkoleniu będą omawiane takie zagadnienia jak:
• charakterystyka czynników chemicznych, biologicznych, radiacyjnych, nuklearnych i wybuchowych;
• taktyka działań ratowniczych podczas zdarzeń CBRNE/HAZMAT w strefie niebezpiecznej, strefie
względnie bezpiecznej oraz w strefie ewakuacji;
• techniki identyfikacji czynnika niebezpiecznego oraz technika dokonywania pomiarów za pomocą
detektora tlenku węgla;
• środki ochrony indywidualnej;
• dekontaminacja osób poszkodowanych oraz ratowników;
• postępowanie ratownicze w stanach nagłych spowodowanych zagrożeniami CBRN(E)/HAZMAT.

W programie zajęć także:
• ćwiczenie ubierania i rozbierania się ze środków ochrony indywidualnej,
• ćwiczenia dotyczące udzielania pomocy osobie poszkodowanej podczas zdarzenia CBRNE/HAZMAT,
(uczestnicy podczas ćwiczeń będą zabezpieczeni w środki ochrony indywidualnej).

Szkolenie kierowane jest do lekarzy systemu, ratowników medycznych, pielęgniarek systemu oraz dla dyspozytorów medycznych. 

Ratownikom medycznym za udział w zajęciach przysługuje 5 pkt. edukacyjnych na podstawie rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie doskonalenia zawodowego ratowników medycznych z 13 grudnia 2019 r. (poz. 2464). Po szkoleniu będą wystawiane zaświadczenia potwierdzające udział w szkoleniu organizowanym przez pracodawcę.

Uwaga: Liczba miejsc jest ograniczona!

A oto podstawowe dane polecanych zajęć:
• termin: 29 maja 2021 rok
• godziny zajęć: 8:30 - 12:30,
• zgłoszenia: wypełnienie formularza zgłoszeniowego,
• punkty edukacyjne dla ratowników medycznych: 5 punkty,
• maksymalna liczba osób uczestniczących w zajęciach: 15 osób

Miejsce kursu: Ośrodek Szkolenia Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, Katowice ul. Tysiąclecia 88A.

Uwaga: Dla naszych pracowników warsztaty są bezpłatne. Koszt dla osób nie związnych z WPR w Katowicach to 60zł

Więcej informacji udziela: SZKOŁA RATOWNICTWA, ul. Powstańców 52, 40-024 Katowice, telefon: 32 609 31 57, mail: osrodekszkolenia@wpr.pl. Biuro jest czynne w godzinach 7:00-15:00.

 

CBRN
lub zmień na
KURS:
CBRN
CZAS TRWANIA KURSU:
2021-05-29
08:30 do 12:30
Kurs się zakończył.
Zapraszamy wkrótce na następny.

Ministerstwo zaleca testować pacjentów pogotowia ratunkowego

Fot.:NET

Test antygenowy dla pogotowia ratunkowego kosztuje ok. 20 zł.

Wiceminister zdrowia Włodzimierz Kraska, odpowiedzialny w resorcie za Państwowe Ratownictwo Medyczne, zalecił, by wszystkich pacjentów przewożonych przez pogotowie ratunkowe do szpitali poddawać testom antygenowym w kierunku SARS-CoV-2.

W piśmie wysłanym (7 maja) do wojewodów wiceminister napisał: „W celu usprawnienia procesu przekazywania pacjentów przez zespoły ratownictwa medycznego do szpitali, zalecam wykonanie w ramach medycznych czynności ratunkowych testów antygenowych na obecność koronawirusa wszystkim pacjentom przewożonym przez ZRM do szpitali, niezależnie od stwierdzonych objawów. Zalecenie nie dotyczy pacjentów ze zdiagnozowaną i trwającą infekcją wywołaną przez SARS-CoV-2. Proszę o przekazanie powyższego zalecenia wszystkim dysponentom zespołów ratownictwa medycznego z terenu Państwa województwa”.

Co takie zalecenie oznacza dla Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach?

Wyjaśnia lek. med. Wojciech Brachaczek, p.o. zastępcy dyrektora ds. medycznych:

– Dziennie wzywani jesteśmy do udzielenia pomocy, średnio licząc, ok. 700 pacjentów. Do szpitali przewozimy od 300 do 400 osób. To oznacza, że tyle testów będzie wykonywało się codziennie. Zwróciliśmy się do wojewody śląskiego o taką ilość testów antgenowych, która wystarczyłaby dla realizacji zalecenia Ministerstwa Zdrowia. I choć jest to zalecenie, to raczej pewne jest, że będziemy poddawać testom każdego pacjenta, którego mamy przewieźć do szpitala. Jeśli ratownicy medyczni zostaną wezwani do pacjenta, który nie wymaga hospitalizacji, a który wykazuje objawy choroby COVID-19, to taką osobę również będą poddawać testowi antygenowemu. W przypadku wykazania pozytywnego wyniku, taki pacjent zostanie przewieziony do szpitala.

Test antygenowy dla pogotowia ratunkowego kosztuje ok. 20 zł.

 

 

Oksygenacja pozaustrojowa – procedurą, która ratuje życie

Fot.:pixabay.com

W 2020 r. mieliśmy w Polsce 47 sztuk ECMO.

ECMO czyli Extra Corporeal Membrane Oxygenation jest techniką pozaustrojowego utlenowania krwi. To pozaustrojowy układ zawierający pompę oraz oksygenator, pozwalający zastąpić przez pewien czas pracę płuc i/lub serca. Zastosowanie tego urządzenia samo w sobie nie leczy niewydolnego narządu ale daje czas potrzebny do wyzdrowienia.

Technika ECMO jest bardzo inwazyjną i ryzykowną terapią i powinna być rozważona wobec wyczerpania innych sposobów leczenia, takich jak zaawansowane techniki wentylacji, leki wspomagające pracę płuc i serca, gazy wpływające na krążenie płucne czy zmiany ułożenia chorego.

ECMO jest jedynie protezą zastępującą pracę płuc i/lub serca do czasu, aż nastąpi poprawa funkcji tych narządów, pozwalająca na ich samodzielną pracę. Stąd podstawowym kryterium, jakie decyduje o zastosowaniu ECMO jest potencjalna odwracalność procesu, który doprowadził do niewydolności płuc lub serca.

Czas wspomagania może być bardzo różny i wahać się od kilku dni (np. przy ogłuszonym mięśniu sercowym wskutek zawału) do kilku tygodni maksymalnie. Z czasem pojawia się coraz więcej powikłań związanych z przewlekłym zastosowaniem układu pozaustrojowego, co ogranicza długość zastosowania takiego wspomagania.

Pacjenci z nieodwracalnym uszkodzeniem narządów zginą wraz z zakończeniem terapii ECMO. Dla niektórych chorych z niewydolnością serca szansą będzie zastosowanie innych, długoterminowych systemów wspomagania. Dla pacjentów z niewydolnością oddechową nie. Tyle teorii o ECMO.

Technikę tą stosuje się obecnie także w przypadku pacjentów covidowych w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu (SCCS). Na jego Klinicznym Oddziałe Kardioanestezjologii Intensywnej Terapii obecnie leczy się dziewięciu pacjentów.

Przed pandemią, w latach 2008–2018, metodą żylno-żylnego i żylno-tętniczego ECMO leczonych było łącznie 186 pacjentów dorosłych 18 dzieci. SCCS od 2008 r., czyli od czasu pandemii grypy AH1N1, przeprowadziło już ponad 300 terapii ECMO. Przed pandemią urządzenia były używane przede wszystkim w sytuacjach, w których przeprowadzane były przeszczepy serca i/lub płuc.

– To dla chleb powszedni. Prowadzenie pacjenta, rozwiązywanie tysiąca problemów, które pojawiają się w ciągu 3–4 tygodni terapii, to dopiero jest wyzwanie dla zespołu, dla pielęgniarek i dla lekarzy. Żeby mieć dobre wyniki, trzeba mieć doskonały zespół, a wyszkolenie i utrzymanie takiego zespołu kosztuje – podkreśla dr Ewa Trejnowska, specjalistka anestezjologii i intensywnej terapii SCCS.

Jakie są wskazania do zastosowania ECMO?

– Oksygenacja pozaustrojowa jest procedurą, która ratuje życie. Bez względu na to, jakie są wyniki leczenia, które, nawiasem mówiąc nie są w przypadku COVID-19 satysfakcjonujące, kwalifikacja do terapii ma ogromne znaczenie. W przypadku pacjentów chorych na COVID-19 pojawia się więcej trudności niż w przypadku pacjentów z poprzedniej pandemii – grypy AH1N1 – podkreśla dr Trejnowska w rozmowie z Medycyną Praktyczną. – Ok. 80 proc. pacjentów covidowych przechodzi zakażenie bez większych objawów i powikłań. Co najwyżej kaszlą i mają lekko podwyższoną temperaturę. 14 proc. chorujących wymaga wsparcia w szpitalu i tlenoterapii. Z tych 14 proc. pacjentów 5 proc. to krytycznie chorzy, bezpośrednio zagrożeni śmiercią. Obciążeniem, które jest przeciwwskazaniem do stosowania ECMO jest wiek. Są to również inne choroby towarzyszące.

Trzeba podkreślić, że ECMO, zwanych także sztucznymi płucami, używa się u pacjentów, u których zagrożenia życia sięga 80 proc. W 2020 r. mieliśmy ich w Polsce 47 sztuk. Jedno kosztuje ok. 350 tys. zł.

 

 

 

 

 

„Pan szczepi. Lżej będzie umierać” - za to można stracić pracę?

Fot.:NET

Odradzający szczepienia mogą być ukarani przez pracodawcę, ale....

Zakaz wykonywania zawodu medycznego, to najcięższa z kar, którą można wymierzyć w środowisku zawodowym. Są sytuacje, że za to co robi lekarz, pielęgniarka ratownik itd., kiedy można odpowiadać nie tylko przed samorządem zawodowym, ale i stracić pracę.

Fizjoterapeuta, lekarz czy pielęgniarka, którzy odradzają pacjentom szczepienie się przeciwko koronawirusowi, mogą nie tylko zostać ukarani przez pracodawcę, ale odpowiadać dyscyplinarnie przed swoim samorządem zawodowym - przypomina serwis Prawo.pl.

Z sygnałów, jakie docierają do redakcji Prawo.pl, wynika, że coraz częściej zdarzają się przypadki, gdy pacjenci zamiast odpowiedzi na nurtujące ich pytanie: czy powinni się zaszczepić przeciwko COVID-19, są de facto zniechęcani do szczepień.

Serwis cytuje wypowiedź czytelniczki z Piaseczna, której fizjoterapeuta pytany, czy ma się zaszczepić, stwierdził, że jak chce szybciej umrzeć, to może. Wypowiedź innego czytelnika, który od swojego lekarza pierwszego kontaktu usłyszał: „Niech się pan szczepi. Lżej będzie umierać”.

Według ekspertów, cytowanych przez Prawo.pl, sprawa jest złożona, a wszystko zależy od kontekstu wypowiedzi lekarza i percepcji pacjenta.

– O ile w przypadku fizjoterapeuty uważam, że nie ma on wystarczającej wiedzy medycznej do wypowiadania się o skutkach szczepień, o tyle każdy przypadek lekarza wymaga indywidualnej oceny – wyjaśnia mec. Waldemar Urbanowicz z kancelarii Gujski Zdebiak.

Jego zdaniem powtarzające się wypowiedzi medyka, które w pacjentach mogą budzić niepokój czy wręcz lęk, mogą być powodem podjęcia przez pracodawcę działań dyscyplinujących: od upomnienia, poprzez naganę, do zwolnienia z pracy za wypowiedzeniem, a nawet zwolnienia dyscyplinarnego, z powiadomieniem samorządu zawodowego włącznie.

Każdy przedstawiciel zawodu medycznego ma prawo do własnego zdania na temat szczepień przeciwko COVID-19. Ważna jest jednak forma. Przekaz powinien sprowadzać się do przedstawienia obu stanowisk w sprawie szczepień w sposób wyważony i rzeczowy, bez wywoływania lęku u pacjenta.

 

Cały materiał o tym, jakie konsekwencje grożą za zniechęcanie do szczepień przeciw C-19 można przeczytać na tej stronie.



Mobilne punkty szczepień ruszają w Polskę

Fot.:SC

Mateusz Morawiecki stwierdził, że Narodowy Program Szczepień rozkręca się coraz szybciej...

Tam, gdzie obywatel nie może dotrzeć do punktu szczepień, tam punkt dotrze do obywatela. Szczepić w nich będzie się jednodawkowym preparatem Johnson@Johnson – zapowiedział w czwartek (29 kwietnia) premier Mateusz Morawiecki. Podkreślił, że dzięki mobilnym punktom przyspieszy się proces szczepień, a tym samym uzyskania odporności zbiorowej.

Takie mobilne kontenery, jak te, na tle których przemawiał premier, mają pojawić się już w majówkę w miastach wojewódzkich w ramach programu promocji szczepień. Minister Michał Dworczyk, odpowiedzialny za realizację Narodowego Programu Szczepień przeciw COVID-19, zaznaczył, że Polacy, którzy w wieku 36 lat i więcej, którym zostało wstawione e-skierowanie na szczepienie, do takiego punktu będą mogli „przyjść ze spaceru, bez umawiania się”. Po majówce kontenery wyjadą w Polskę powiatową, czyli tam, gdzie jest mniej punktów szczepień.

- Będą wykorzystywane do wzmocnienia, zagęszczenia sieci punktów szczepień, po to, żeby łatwiej i szybciej Polacy mogli się szczepić – podkreślił minister Dworczyk.

Wcześniej premier Morawiecki stwierdził, że Narodowy Program Szczepień rozkręca się coraz szybciej, gdyż do Polski dociera coraz więcej dawek szczepionek. Zapewnił, że pracuje nad tym razem z Komisją Europejską i innymi państwami UE. Poinformował nieco enigmatycznie o rozmowach z prezesem koncernu Pfizer (jest nim grecki lekarz weterynarii Albert Bourla – przyp. wpr.pl). m.in. „o projektach, które firma Pfizer może robić w Polsce w obszarze szczepionek”.

– To są wszystko bardzo ważne sprawy, które mogą spowodować, że w kolejnym roku, w kolejnych kwartałach nie tylko będziemy mogli już pożegnać się raz na zawsze z tą fatalną epidemią, ale jednocześnie też będziemy budowali coraz to sprawniejsze zabezpieczenia przed ewentualnymi nawrotami COVID-19 – podsumował Mateusz Morawiecki.

Zatem mieszkańcy miast wojewódzkich nie powinni się dziwić, gdy zobaczą mobilne punkty szczepień, w majówkę przede wszystkim promujące program szczepień. Nie powinni się dziwić również, gdy teraz w ramię preparatami antycovidowymi będą kłuli ich ratownicy medyczni. – 1 maja w formie pilotażu ruszają szczepienia wykonywane przez ratowników medycznych i pielęgniarki – zakomunikował społeczeństwu minister Dworczyk.

Ostatniej doby wykonano 65 831 testów na obecność SARS-CoV-2, w tym 27 047 antygenowych – podało w czwartek Ministerstwo Zdrowia. Wykryto 8427 nowych przypadków zakażenia koronawirusem. Zmarło 541 chorych. Dotąd przebadano dotąd 14 259 976 próbek pobranych od 13 918 479 osób, z czego skierowania na test PCR dla 3 791 579 wydali lekarze POZ. Od marca roku 2020, gdy wykryto pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce, badania potwierdziły zarażenie SARS-CoV-2 u 2 785 353 osób, z których 67 073 zmarły.

 

Przeczytaj białą księgę inicjatywy „Nauka przeciw pandemii”

Fot.:IS

Brak wiedzy opartej na faktach naukowych może sprzyjać dezinformacji - podkreślają autorzy raportu.

„Charakterystyka choroby COVID-19, objawy oraz skutki zdrowotne. Rekomendacje i doświadczenia polskich klinicystów”, to kolejny covidowy raport, potocznie zwany białą księgą, przygotowany przez interdyscyplinarny zespół naukowców pod przewodnictwem prof. Andrzeja M. Fala.

„Nauka przeciw pandemii” to inicjatywa zrzeszająca uznanych ekspertów ze środowiska naukowego. Stworzona przez nich na rzecz m.in. szerzenie zweryfikowanej, merytorycznej wiedzy o szczepieniach przeciw COVID-19; edukowania na temat zastosowania innowacyjnych technologii w szczepieniach przeciw COVID-19 i dostarczania sprawdzonych informacji na temat zagadnienia przedstawicielom środowiska medycznego, mediom oraz szerzej ogółowi społeczeństwa. Temu ostatniemu celowi ma przede wszystkim służyć ostatni raport, który można pobrać z naszej strony. Ciekawa lektura. Ekspercką edukacyjną inicjatywę tworzą:

• dr n. farm. Leszek Borkowski, Fundacja Razem w chorobie,
• prof. Marcin Drąg, Politechnika Wrocławska,
• prof. Andrzej M. Fal, Polskie Towarzystwo Zdrowia Publicznego,
• prof. Robert Flisiak, Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, Uniwersytet Medyczny w Białymstoku,
• prof. Jacek Jemielity, Uniwersytet Warszawski,
• dr Jacek Krajewski, Federacja Porozumienie Zielonogórskie,
• dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas, Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej,
• prof. Andrzej Matyja, Naczelna Rada Lekarska, Uniwersytet Jagielloński,
• prof. Krzysztof Pyrć, Uniwersytet Jagielloński,
• dr hab. n. med. Piotr Rzymski, Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu,
• dr n. med. Michał Sutkowski,
• prof. Krzysztof Simon, Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu,
• prof. Jacek Wysocki, Polskie Towarzystwo Wakcynologii,
• prof. Joanna Zajkowska, Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, Uniwersytet Medyczny w Białymstoku.

Autorami białej księgi „Charakterystyka choroby COVID-19, objawy oraz skutki zdrowotne. Rekomendacje i doświadczenia polskich klinicystów” są specjaliści wchodzący w skład Rada Klinicystów inicjatywy „Nauka przeciw pandemii”:

• dr n. farm. Leszek Borkowski, farmakologia,
• prof. Andrzej M. Fal (przewodniczący),
• prof. Krzysztof J. Filipiak, kardiologia,
• dr Bożena Homola, pulmonologia,
• prof. Zbigniew Hruby, nefrologia,
• prof. Adam Kobayashi, neurologia,
• prof. Bartosz Łoza, psychiatria,
• prof. Andrzej Matyja, chirurgia,
• prof. Piotr Pruszczyk, angiologia,
• dr hab. n. med. Piotr Rzymski, biolog, immunologia,
• prof. Jacek Szepietowski, dermatologia,
• dr n. med. Konstanty Szułdrzyński, intensywna terapia, układ oddechowy,
• prof. Jan Szczegielniak, fizjoterapia,
• prof. Jacek Wysocki, pediatria,
• prof. Joanna Zajkowska, choroby zakaźne,
• dr n. o zdr. Sebastian Zduński, fizjoterapia.

 

Dla tych, którzy chcieliby skorzystać z rehabilitacji po C-19

Fot.:MZ

Już ponad 100 placówek dołączyło do programu i leczą lub będą leczyć pacjentów po COVID-19.

Narodowy Fundusz Zdrowia rozszerza program rehabilitacji pocovidowej. Teraz pacjenci, którzy przeszli COVID-19, skorzystają z zabiegów rehabilitacyjnych także w gabinecie fizjoterapii, a nawet w domu. „Dzięki profesjonalnym i indywidualnym zabiegom fizjoterapeutycznym osoby po chorobie szybciej odzyskają siły i wrócą do codziennych aktywności” - zapewnia NFZ.

Szacuje się, że przynajmniej jedna trzecia pacjentów ma powikłania po chorobie wywołanej koronawirusem. Najczęściej są to: problemy z oddychaniem, zmniejszona ogólna sprawność organizmu i tolerancja wysiłku fizycznego, bóle mięśniowo-stawowe, zaburzenia lękowe i depresyjne. W odzyskaniu pełni sił pomaga profesjonalna rehabilitacja, do realizacji w trybie stacjonarnym i w leczeniu uzdrowiskowym. W całym kraju jest już ponad 100 placówek, które dołączyły do programu i leczą lub będą leczyć pacjentów po COVID-19.

Teraz dostęp do rehabilitacji postcovidowej będzie jeszcze łatwiejszy – zapewnia NFZ. A to dzięki rozszerzeniu programu o gabinety fizjoterapii, zajmujące się rehabilitacją leczniczą.

Do programu rehabilitacji COVID-19 w gabinecie fizjoterapeutycznym kwalifikują się ozdrowieńcy, nie później niż do 6 miesięcy od zakończenia choroby. Chodzi np. o pacjentów z utrzymującą się dusznością, która poważnie utrudnia normalne funkcjonowanie.

Siłę duszności
określa się na podstawie specjalnej skali mMRC (modified Medical Research Council). Już wynik równy lub wyższy 1, w 5 stopniowej skali (0-4), powoduje, że pacjent może zostać skierowany na rehabilitację. Przyjmuje się, że u pacjenta ze wskazaniem 1, duszność występuje podczas szybkiego marszu po płaskim terenie lub pojawia się przy wchodzeniu na niewielkie wzniesienie.

Rehabilitacja postcovidowa może być prowadzona także w domu pacjenta, gdy ten ma np. trudności z poruszaniem się. Podobnie, jak w przypadku rehabilitacji w gabinecie fizjoterapeutycznym, u pacjenta muszą występować duszności (wynik mniejszy lub równy 1). Dodatkowo o zakwalifikowaniu do rehabilitacji w domu decydują:
• ocena 3-9 w skali oceny funkcjonalnej (0-10),
• ocena siły mięśniowej MRC (0-5),
• występowanie zespołu słabości po pobycie pacjenta na oddziale intensywnej terapii.

Z rehabilitacji domowej można skorzystać nie później niż do 6 miesięcy od zakończenia leczenia COVID-19. Uwaga! By korzystać z rehabilitacji pocovidowej, obojętnie w jakim trybie, trzeba mieć skierowanie wystawione przez lekarza, również rodzinnego.

Rehabilitacja postcovidowa
w poradni lub w domu trwa do 6 tygodni i jest podzielona na kilka etapów.

WIZYTA WSTĘPNA (w poradni co najmniej 50 minut, w domu co najmniej 90 minut). Podczas wstępnej wizyty fizjoterapeutycznej, specjalista przeprowadza szczegółowy wywiad z pacjentem oraz wykonuje podstawowe próby i badania, m.in. oddechowe i wysiłkowe, aby ocenić stan zdrowia pacjenta na początku programu. Wyniki badań początkowych będą porównywane z wynikami po zakończeniu programu i posłużą do oceny efektów terapii.

WIZYTA TERAPEUTYCZNA (w poradni co najmniej 70 minut, w domu co najmniej 100 minut). Po wizycie wstępnej, fizjoterapeuta ustala z każdym pacjentem kalendarz indywidualnych wizyt terapeutycznych. Program zakłada trzy takie wizyty w każdym tygodniu rehabilitacji. Jednak, gdy stan zdrowia będzie tego wymagał, pacjent może liczyć na dodatkową wizytę w trakcie programu.

Terapia polega na wykonywaniu treningów oddechowych, wytrzymałościowych i interwałowych. Wszystko po to, aby pacjenci jak najszybciej odzyskiwali pełną sprawność. Ponadto pacjenci poznają ćwiczenia, które już po zakończeniu programu, będą mogli samodzielnie i bezpiecznie wykonać w domu.

W zależności od potrzeb i stanu zdrowia chorego możliwe jest włączenie dodatkowych elementów terapii, m.in. technik odksztuszania, treningu równowagi, specjalnych metod rehabilitacji dla pacjentów z problemami neurologicznymi.

WIZYTA KOŃCOWA (w poradni co najmniej 30 minut, w domu co najmniej 60 minut). Po zakończeniu ćwiczeń i treningów fizjoterapeuta i pacjent spotykają się na wizycie końcowej. Powtarzają badania i testy wykonane podczas pierwszej wizyty i porównują osiągnięte wyniki, m.in. próby zmęczeniowe i oddechowe (określające skalę występowania duszności).

Obowiązkowym elementem
programu jest edukacja, dzięki której pacjenci będą wiedzieć więcej o samej chorobie i jej powikłaniach. Każdy uczestnik programu dowie się, jak radzić sobie ze skutkami choroby i co robić, aby jak najszybciej wrócić do pełnej sprawności.

Pacjenci dostaną praktyczne wskazówki i szczegółowe plany treningowe, które ułatwią im samodzielnie dochodzenie do zdrowa. M.in. skorzystają z gotowych porad i ćwiczeń dotyczących duszności i zespołu przewlekłego zmęczenia po infekcji wirusowej. Otrzymają również plany z zestawami ćwiczeń do samodzielnego stosowania w domu, dzięki którym będą dopasowywać skalę trudności i intensywności treningu do możliwości własnego organizmu.

Za zrealizowanie programu rehabilitacji ambulatoryjnej NFZ zapłaci przeszło 1000 zł za pacjenta. W przypadku rehabilitacji domowej może to być ponad 1500 zł za pacjenta. Stawki oszacowała Agencja Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), na zlecenie Ministerstwa Zdrowia. Świadczenia będą finansowane na podstawie sprawozdań i rachunków składanych przez realizatorów programu do Oddziałów Wojewódzkich NFZ. Pieniądze na ten cel pochodzą z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19.

 

Zapobiegać. Ochraniać. Uodporniać. Szczepić

Fot.:NET

Pandemia przyspieszyła również prace nad centralnym rejestrem osób zaszczepionych – na razie tylko przeciw COVID-19...

Do 2 maja potrwa kolejny Europejski Tydzień Szczepień (European Immunization Week - EIW). Celem inicjatywy, której patronuje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), jest zwiększenie wiedzy i świadomości społeczeństwa na temat znaczenia szczepień ochronnych dla zdrowia. Tegoroczne hasło Europejskiego Tygodnia Szczepień brzmi: „Zapobiegać. Ochraniać. Uodporniać”. Podstawowe przesłanie: szczepienia są niezbędne do zapobiegania chorobom oraz do ochrony życia.


Rozszerzenie Programu Szczepień Ochronnych (PSO) o te przeciw pneumokokom i rotawirusom, postulowane od lat przez ekspertów, stało się faktem. Jednak kalendarz szczepień, zarówno dzieci i młodzieży, jak i osób dorosłych wymaga dalszych zmian, w tym również uproszczenia sposobu ich realizacji dzięki zwiększaniu dostępu do szczepionek wysokoskojarzonych. Potrzebne są też zmiany systemowe, np. dotyczące poszerzenia osób uprawnionych do samodzielnego wykonywania szczepień.

W tzw. obszarze szczepień dzieci kluczowe kwestie to: rozszerzenie szczepień obowiązkowych przeciw pneumokokom obejmujące wszystkie dzieci z grup ryzyka do ukończenia 17. roku życia; uzupełnienie profilaktyki krztuśca wśród nastolatków poprzez wprowadzenia do PSO szczepionki Tdap w miejsce Td w 19 r.ż.; rozszerzenie refundacji szczepień przeciw grypie dla dzieci od 6 do 24 m.ż. oraz od 5 do 17 r.ż. oraz wprowadzenie Narodowego Programu Szczepień przeciw HPV w celu realizacji założeń Narodowej Strategii Onkologicznej.

Ostatni punkt budzi tyleż nadziei, co niepokoju wśród ekspertów. W Narodowej Strategii Onkologicznej zapisano wprowadzenie szczepienia przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego (HPV) dziewcząt w okresie dojrzewania od 2021 roku, a chłopców od 2026 roku. W NSO określono cel do osiągnięcia:

– Do końca 2028 r. zaszczepimy przynajmniej 60 proc. dziewcząt i chłopców w wieku dojrzewania przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego (HPV). Aby powstała odporność zbiorowiskowa, poziom zaszczepienia populacji docelowej przeciwko HPV powinien wynosić ok 80 proc. w przypadku dziewczynek, a szczepienia przeciwko HPV powinny zostać wdrożone w ramach ogólnonarodowego populacyjnego programu – podkreśla prof. Mariusz Bidziński, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej:

Szczepienia także dla dorosłych
Choroby zakaźne są groźne również dla dorosłych, gdyż z występowaniem chorób cywilizacyjnych i przewlekłych oraz z wiekiem, układ odpornościowy staje się coraz mniej wydajny. Dlatego osoby starsze mogą być bardziej podatne np. na zakażenia pneumokokowe, grypę czy krztusiec. Mimo pandemii SARS-CoV-2 poziom wyszczepialności przeciw grypie w Polsce dla całej populacji to niewiele ponad 6 proc., a dla osób powyżej 65 r.ż. – 18 proc., przy 75 proc. celu wyznaczonym przez WHO i Komisję Europejską. W zakresie szczepień dorosłych Polska zdecydowanie zajmuje ostatnie pozycje w Europie.

Co można zrobić, żeby to podstawowe – tanie i proste w przeprowadzeniu – szczepienie rozpowszechnić?

Pierwszy krok został wykonany w czasie pandemii: pełna refundacja szczepionek przeciw grypie dla grup ryzyka, czyli pracowników placówek ochrony zdrowia i seniorów 75+ oraz 50 proc. refundacja dla dzieci w wieku 2-5 lat, kobiet w ciąży, osób 65+ oraz dorosłych z grup ryzyka powikłań pogrypowych.
Zakażenia pneumokokowe wywołane przez Streptococcus pneumoniae, są bardzo niebezpieczne zarówno dla maluchów, jak i ich dziadków. Szczepienia przeciw pneumokokom rekomendowane są głównie osobom po 50 r.ż., a także z osłabionym układem odpornościowym (m.in.: chorobami nowotworowymi, zakażeniem HIV, brakiem śledziony i innych), przewlekle chorym, cierpiącym na choroby serca, płuc, cukrzycę, na przewlekłe schorzenia wątroby i nerek.

Zaszczepić powinny się również osoby nadużywające alkoholu i palące papierosy. Zapalenie płuc stanowi ok. 50 proc. hospitalizacji z powodu chorób układu oddechowego u osób dorosłych w Polsce. W 2019 było to blisko 60 tys. pacjentów.

Upowszechnieniu szczepień przeciw grypie ma również sprzyjać rozszerzenie uprawnień pielęgniarek i farmaceutów.

Nie ma żadnych przeciwskazań, aby wprowadzone ostatnio zmiany w realizacji szczepień przeciw COVID-19, mogły zostać zaimplementowane również dla szczepień przeciw grypie, pneumokokom czy też krztuścowi. Wzorem innych krajów europejskich – szczepienia dorosłych powinni wykonywać farmaceuci w aptekach.

Od lat mówi się również o konieczności uzupełnienia PSO o szczepienie przeciw krztuścowi w 19. roku życia, a także upowszechnienie ww. szczepienia wśród dorosłych, jako szczepienia przypominającego co 10 lat, szczepienie kobiet w każdej ciąży oraz seniorów. Dawka przypominająca powinna również być przyjmowana przez pozostałych dorosłych. Szczepienie w ciąży, chroni nie tylko matki, ale dodatkowo zapewnia bierne uodpornienie ich nienarodzonych dzieci, które chroni je już po urodzeniu, a jeszcze przed ich możliwym szczepieniem. Kalendarz szczepień osób dorosłych powinien być uzupełniony również o szczepienia przeciw pneumokokom dla grup ryzyka (w tym seniorów).

Leczenie zakażeń pneumokokowych nie jest proste. Często konieczna jest hospitalizacja, co w dobie SARS-CoV-2 jest obciążone dodatkowym ryzykiem. W Polsce, szacuje się, że główną przyczyną hospitalizacji seniorów są zakażenia dolnych dróg oddechowych. 50 proc. hospitalizacji osób w wieku podeszłym jest spowodowana przez zapalenia płuc i infekcje. U 35 proc. dorosłych z zapaleniem płuc przyczyną choroby jest zakażenie pneumokokowe.


Rozwiązania systemowe są konieczne
Pandemia przyspieszyła również prace nad centralnym rejestrem osób zaszczepionych – na razie tylko przeciw COVID-19, ale można się spodziewać, że rozwiązanie zostanie rozszerzone na inne szczepienia i docelowo powstanie elektroniczna karta szczepień, scalona z Internetowym Kontem Pacjenta.

Przełomową decyzją, związaną ze szczepieniami przeciw COVID-19 jest również zapowiedź Ministerstwa Zdrowia odnośnie powstania Funduszu Kompensacyjnego, który oferowałby świadczenia osobom, które doświadczyły ciężkich, wymagających dłuższej hospitalizacji, działań niepożądanych. Fundusz, powoływany z myślą o szczepieniach przeciw COVID-19, docelowo ma objąć wszystkie szczepienia. Ważne jest, aby przy ustanawianiu Funduszu Kompensacyjnego korzystać z doświadczeń innych krajów w tym zakresie, tak aby funkcjonował jak najlepiej i był spójny z europejskim systemami, które już obowiązują.

W czasie pandemii zapadły również dwie fundamentalne dla procesu szczepień – choć na razie tylko przeciw COVID-19 – decyzje. Pierwsza, o dopuszczeniu do wykonywania szczepień przedstawicieli innych niż lekarze oraz pielęgniarki i położne, zawodów medycznych. Znowelizowane w styczniu 2021 roku przepisy pozwalają wykonywać szczepienia między innymi, farmaceutom, fizjoterapeutom i higienistkom szkolnym, pod warunkiem odbycia koniecznego szkolenia. W marcu 2021 roku Sejm uczynił kolejny krok – minister zdrowia będzie mógł, w drodze rozporządzenia, dopuścić do kwalifikowania do szczepień inne zawody medyczne. Co też uczynił. To oznacza, że nie tylko lekarze, ale też pielęgniarki i położne, a być może również farmaceuci, fizjoterapeuci, diagności laboratoryjni i ratownicy medyczni, będą mogli przeprowadzać samodzielnie kwalifikację do szczepień.

W sezonie 2021/22 grypę przyhamowały lockdown i zasady DDM

Nie sprawdziły się, na szczęście, prognozy, że grypa i C-19 nałożą się na siebie, czynić sytuację pandemiczną jeszcze trudniejszą.

Sezon zachorowań na grypę za nami. Zapadalność na grypę w sezonie 2020/21 była w Polsce o połowę mniejsza niż sezonie poprzednim. Było znacznie mniej hospitalizacji. Nikt nie umarł!

Eksperci Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy (OPZG) uważają, że stało się to w wyniku wprowadzenia lockdownu, a później obostrzeń epidemiologicznych, czyli masek ochronnych, dezynfekcji rąk i dystansu. Zalecają jednak, by pamiętać, że wirus grypy nie tylko mutuje, ale co roku pojawiają się nowe szczepy. Nadal więc nie można lekceważyć zagrożenia, jakie może nieść za sobą ta choroba zakaźna.

W ubiegłym sezonie grypowym zaobserwowano wzrost zainteresowania szczepieniami przeciw grypie.

Pomimo trudności w dostępie do szczepionek, nastąpił wzrost wyszczepialności przeciw grypie, który wynosi obecnie 6,03 proc. - podkreśla OPZG.

Zapotrzebowanie na szczepionki przeciw grypie będzie, uważa OPZG, oscylować wokół liczby 3 330 000 dawek, czyli będzie o 45 proc. większe w porównaniu do sezonu grypowego 2020/2021. Eksperci są przekonani, że dla sprowadzenia do Polski tylu szczepionek „niezbędne jest wdrożenie odpowiednich działania”. Jedną z podstawowych kwestii jest konieczność oferowania konkurencyjnej ceny szczepionek. W sezonie 2020/2021 na zwiększone zainteresowanie szczepieniami z pewnością wpłynęło rozszerzenie refundacji szczepień, dlatego również przed nadchodzącym sezonem należy rozważyć wdrożenie nowych refundacji obejmujących także bezpłatne szczepionki dla kobiet w ciąży i refundację szczepień dla dzieci.

– Dążymy do tego, żeby nie tylko było więcej szczepionek, ale również, żeby sam akt szczepienia był dla Polaków łatwiejszy i bardziej dostępny. Stoimy w obliczu globalnego niedoboru szczepionek, który obecnie szacowany jest na poziomie 25-30 procent. Dlatego w nadchodzącym sezonie szczepień przeciw grypie niezbędne jest wcześniejsze planowanie wielkości i terminów dostaw, by uniknąć zakupów interwencyjnych oraz by nie utylizować niewykorzystanych szczepionek. Cykl produkcji szczepionek trwa zwykle około 6 miesięcy, dlatego marzec/kwiecień to jest ostatni dzwonek na złożenie zamówień rządowych. Jeżeli zamówimy szczepionki w czerwcu, to jako kraj o niskim poziomie wyszczepialności znajdziemy się na szarym końcu kolejki do realizacji zamówień. Hurtowanie farmaceutyczne oraz podmioty lecznicze powinny poważnie wziąć pod uwagę nasze prognozy – sugeruje prof. Adam Antczak, przewodniczący Rady Naukowej OPZG..

Ogólnopolski Program Zwalczania Grypy jest inicjatywą niezależnych ekspertów medycznych. Celem przedsięwzięcia jest podnoszenie świadomości i kształtowanie postaw społecznych w celu ograniczenia niekorzystnych skutków medycznych, społecznych i ekonomicznych związanych z zachorowaniami na grypę.

 

 

Wieści

Ostatnie wideo

Podziękowania

Podziękowania dla ZRM S04 24 :-)

3 grudnia 2020

POBIERZ poradnik ćwiczeń dla pocovidowców i WYDRUKUJ

10 listopada 2020

Od Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Katowicach

3 listopada 2020

Z okazji DRM od Komendy Wojewódzkiej Policji

16 października 2020

Strażacy ratownikom z okazji DRM

15 października 2020

Prezydent Katowic z życzeniami dla ratowników

15 października 2020

Życzenia na DRM od wiceministra zdrowia

15 października 2020