Jak powszechnie wiadomo, w Polsce brakuje lekarzy, o czym – gdzie jak gdzie – ale w pogotowiach ratunkowych doskonale wiedzą. Jednak już za siedem lat sytuacja może być zgoła odwrotna, o czym alarmuje Naczelna Rada Lekarska. Za kilka lat system może nie wchłonąć wszystkich nowo wykształconych lekarzy.
Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej (z 30 czerwca 2025 r.) w Polsce 170 855 lekarzy wykonuje zawód czynnie. To znaczący wzrost w porównaniu z wcześniejszymi latami. W 2023 r. w zawodzie czynnych było 141 500 lekarzy. W ciągu dwóch lat przybyło bez mała 30 tys. lekarzy.
W 2025 r. Polska po raz pierwszy od dekad osiągnęła wskaźnik powyżej średniej europejskiej pod względem liczby lekarzy na 1000 mieszkańców. Przy populacji około 37,6 mln mieszkańców wskaźnik ten wynosi 4,5 lekarza na 1000 mieszkańców. To dobrze, jest się z czego cieszyć? Owszem, tylko z wyliczeń Naczelnej Rady Lekarskiej wynika, że w 2032 r. możemy mieć w Polsce więcej lekarzy niż będzie ich w stanie wchłonąć system. Skąd ta (prognozowana) nadwyżka?
NRL zagrożenie widzi w tym, że w Polsce mamy zbyt wielu… studentów medycyny i limity na studia lekarskie są powiększane. Ministerstwo Zdrowia chce w przyszłym roku przyjąć 6649 studentów na stacjonarne studia lekarskie w języku polskim – o ok. 200 więcej niż w roku 2024.
Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej w swojej opinii do projektu rozporządzenia o limitach przyjęć na kierunkach lekarskim i lekarsko-dentystycznym zarzuca Ministerstwu Zdrowia, że bierze pod uwagę jedynie możliwości uczelni, a pomija realne potrzeby rynku pracy. Według wyliczeń NRL może to doprowadzić do nadwyżki kadr już za siedem lat, a zwiększanie liczby miejsc bez jednoczesnego usprawnienia systemu ochrony zdrowia pogłębi istniejące problemy.
„Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej wskazuje, że budowanie prawidłowo działającego systemu opieki zdrowotnej nie może się opierać całkowicie na założeniu, że skoro obecnie pacjenci zmuszeni są do oczekiwania w kolejkach na udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, to spowodowane jest to brakiem lekarzy. Kolejki w dużej mierze są wynikiem nieefektywności systemu, w którym lekarze spędzają ponad połowę czasu na wypełnianiu obowiązków biurokratycznych i dokumentacyjnych, zamiast na pracy z pacjentem. Należy zatem spojrzeć szerzej na system ochrony zdrowia i zacząć rozwiązywać realne problemy, przede wszystkim należy uwzględnić niedobory wśród innych kadr medycznych, które są dużo większe niż wśród lekarzy, oraz niwelować nieefektywności systemu, poczynając od nadmiernych obowiązków biurokratyczno-administracyjnych” – czytamy w komunikacie Rady.
NRL podkreśla, że dla funkcjonowania państwa niedobrze jest, gdy brakuje lekarzy, niepożądane jest także rozwiązanie, w którym lekarzy kształci się zbyt wielu.
NRL po raz kolejny domaga się, by „kwestię polityki państwa polskiego w zakresie kształcenia lekarzy i lekarzy dentystów uczynić przedmiotem długofalowej strategii opartej o rzeczowe dane i dobrze zbadane potrzeby, a nie w oparciu o jednoroczne plany i ustalane w ten sposób limity przyjęć na kierunek studiów na dany rok”.
Obecnie w Polsce 33 uczelnie mają uprawnienia do prowadzenia studiów na kierunku lekarskim (lub lekarsko-dentystycznym). Wśród nich są zarówno publiczne uczelnie medyczne (np. w Białymstoku, Katowicach, Warszawie), jak i niepubliczne, w tym uczelnie techniczne lub akademie nauk stosowanych, które uzyskały akredytację Polskiej Komisji Akredytacyjnej i pozwolenie Ministerstwa Zdrowia. W tych uczelniach nauki medyczne pobiera 202 tys. studentów.


