Start Aktualności W 21 dni do specjalisty i w 60 minut na SOR

W 21 dni do specjalisty i w 60 minut na SOR

WPR

DLA RATOWNIKÓW DLA PACJENTÓW DLA LEKARZY | 10 maja 2019

Fot.: WPR

Na tysiąc mieszkańców w Polsce przypada 2,4 lekarza i jest to najgorszy współczynnik w Unii Europejskiej...

Gdy trzeba czymś skusić obywatela, by raczył ruszyć się i wrzucił kartę wyborczą do urny, najlepiej mu coś obiecać. Na przykład, że w SOR-ach maksimum po 60 minutach pomogą choremu, albo, że jak po trzech tygodniach nie trafi do gabinetu specjalisty opłacanego przez NFZ, to będzie mógł się udać do lekarza prywatnego, a NFZ mu zwróci kasę za tę wizytę. Albo... Oczywiście wtedy to się stanie, jak dojdziemy wygramy wybory.

Kłamstwo to jest? Czy prawda? Politycy, jak powszechnie wiadomo, nie kłamią, bo święcie wierzą w to co mówią i są przekonani, że głoszą prawdę. Przecież politycy bardzo starają się, by przyszłość społeczeństwa była OK. Rządzący uwolnili od limitów m.in. badania diagnostyczne z wykorzystaniem tomografii komputerowej. Wystarczy wejść na stronę NFZ i przekonać się, że ten ruch skrócił znacząco czas oczekiwania na diagnostykę TK. Pojawia się problem, że im lepsza i szybsza diagnostyka, tym trzeba więcej zaangażować lekarzy różnych specjalizacji, a jak więcej innych badań i leczenie się rozszerza, to trzeba więcej pieniędzy i lekarzy.

Z większym finansowaniem można sobie jeszcze jakoś poradzić, bez dokładania nowych podatków. Lekarzy brakuje (mamy 2,4 lekarza na 100 mieszkańców, przy średniej europejskiej wynoszącej 3,5!) i nie przybędzie ich nawet w ciągu siedmiu lat. Bo niech, nie daj Boże, rynek pracy opuszczą wszyscy emeryci, to młodzi lekarze nie uzupełnią braków. Medycyna to nie wojsko, gdzie sztuka to sztuka.

Jak zatem można sobie wyobrazić sytuację, w której pacjent idzie do prywatnego lekarza, bo „państwowy” nie przyjął go w ciągu 21 dni? To ilu mamy lekarzy praktykujących wyłącznie prywatnie? Zdaje się, że niewielu, może poza specjalistami od chirurgii kosmetycznej, bo przygniatająca większość pracuje w publicznych ZOZ-ach. Zatem rozdwoją się? Przypomnijmy. Na tysiąc mieszkańców w Polsce przypada 2,4 lekarza. To najgorszy współczynnik w Unii Europejskiej. W Niemczech na 1000 obywateli przypada statystycznie 4,1 lekarza, w Czechach jest to 3,7, na Słowacji – 3,5 a na Litwie – 4,3. Klasyk kiedyś napisał: mierz siłę na zamiary. Zamiary są ambitne. Siły marne.

Pieniądze to nie wszystko
to z innej klasyki i a propos uzdrowienia sytuacji w SOR. Trzeba zauważyć, że to, że SOR-y wymagają sanacji, wiadomo nie od marca czy kwietnia, kiedy to doszło do kilku przykrych wydarzeń, łącznie ze śmiercią pacjentów, którzy wcale nie byli śmiertelnie chorzy. Na razie władza komunikuje, że w ramach normalizacji, normalnym stanie się to, że na pomoc w SOR nie będzie się czekało dłużej niż dwie godziny. Konkurenci przebijają: co tam dwie, jak my wygramy, to się będzie czekało tylko godzinę! Czy to możliwe. Teraz, zaraz? Nie. W ciągu 7 lat?

Pewnie, że możliwe, pod warunkiem, że młodzi lekarze zechcą specjalizować się w medycynie ratunkowej, bo jak na razie, to jakoś się nie garną na tą „speckę”. A ktoś musi obsłużyć te 232 SOR-y i kimś trzeba „zapełnić” wakaty. Pediatrami? Psychiatrami? Ginekologami? A może i można, tylko jeszcze – abstrahując od innych spraw i uwarunkowań – należy ich skłonić do tego, by pracowali w „ratunkowej”. A co do skuteczności takiego nakłaniania, należy mieć wątpliwości.

Ktoś powie, wymądzanie i tyle. Proszę bardzo, zacytujmy praktyka, dr. Krzysztofa Bukiela (szefa OZZL), który na jednym z portali medycznych taką przedstawia opinię:

– Dostaliśmy bowiem właśnie plan dyżurów w maju br w jednym z ważnych szpitali w jednym z dużych miast wojewódzkich, w którym SOR funkcjonuje tylko dzięki temu, że jeden z lekarzy bierze w miesiącu 12 dyżurów, w tym dwa podwójne (dwa dni z rzędu) i jeden potrójny (trzy dni z rzędu). Mamy to zgłaszać do Ministerstwa Zdrowia i zablokować ważny szpital w wielkim mieście, czy nie zgłaszać? Jak powinniśmy postąpić w trosce o „polskiego pacjenta”? Jak zgłosimy – powiedzą, żeśmy awanturnicy i utrudniamy pracę dyrektorów, którzy robią co mogą, by pacjenci nie pozostawali bez opieki. Jak nie zgłosimy, a nie daj Boże pacjent na SOR umrze z powodu niedopatrzenia przez zmęczonego lekarza, powiedzą, że chronimy „swoich”, bo jesteśmy chciwi na pieniądze nawet kosztem narażania chorych na niebezpieczeństwo...

Powiedzmy sobie jasno
i bez ogródek: publiczny system ochrony zdrowia można i należy poprawiać, ale nigdy nie będzie idealnym; takim z obietnic polityków, bo takiego nie ma w znacznie bogatych państwach. Chcesz mieć więcej i szybciej niż to, co oferuje ochrona zdrowia finansowana z podatków, to płać za prywatne ubezpieczenie. Będziesz miał więcej i szybciej, ale i tak nie będziesz miał wszystkiego!

I na koniec: politycy mogą obiecywać gruszki na wierzbie, taka uroda kampanii wyborczych. Warto byłoby, bez względu na to, czy są w opozycji, czy przy władzy, by powiedzieli obywatelom: chcecie mieć lepszy system, musicie się dołożyć.

I tu nie chodzi o to, że Jan Kowalski ma sfinansować z własnej kabzy 50 proc. kosztów transplantacji serca. Tu idzie o tzw. współpłacenie. O to, że jak się idzie do rodzinnego, to się płaci 5 zł, gdy się idzie na SOR, to też się płaci parę złotych i się pokrywa część tzw. doby hotelowej, gdy się leży w szpitalu, bo w domu własnym człowiek za darmo ani nie śpi, ani tym bardziej nie je. I tak dalej i tak dalej. W Czechach to dawno uczynili. A u nas się boją. A z tych złotówek można usypać górę pieniędzy. Kto pierwszy przełamie barierę bojaźni?

Wieści

Ostatnie wideo

Podziękowania

Za pomoc w organizacji pikniku chorzowskiego Sanepidu

24 lipca 2019

Podziękowania od X LO im. I. Paderewskiego w Katowicach

30 czerwca 2019

Za zdobycie III miejsca w turnieju piłki nożnej

23 czerwca 2019

Za organizację Dnia Bezpieczeństwa

19 czerwca 2019

Podziękowania dla Michała Malisza

18 czerwca 2019

Za udział w chorzowskim Pikniku bezpieczeństwa

5 czerwca 2019

Podziękowania za wkład w organizację akcji Bezpieczny Maluch

4 czerwca 2019