Start Aktualności Koroner państwowy czy samorządowy?

Koroner państwowy czy samorządowy?

WPR

DLA RATOWNIKÓW DLA LEKARZY | 30 sierpnia 2018

Fot.: WPR

Zgłoszenia zgonu dokonuje podmiot uprawniony do pochówku na podstawie art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych.

Umarł człowiek. Nie w szpitalu, ale poza nim. Trzeba wystawić akt zgonu. I zaczyna się smętny korowód. W takich smutnych przypadkach pierwszy telefon wykonuje się do... pogotowia ratunkowego. Dzwoniący są poirytowani, gdy słyszą, że lekarz pogotowia nie jest od wystawiania aktu zgonu. Następny telefon, do lekarza rodzinnego. Czekanie, złorzeczenie, czekanie. W świecie od wystawiania aktów zgonu jest koroner. Kiedy będzie tak i w Polsce?

Koniec sierpnia 2018 r. Gliwice. Zmarła starsza wiekiem kobieta, w swym mieszkaniu. Zwłoki znalazł syn. I dopiero po 10 godzinach wydzwaniania przyjechał lekarz i wypisał stosowny dokument. Bez niego nie można było załatwiać spraw związanych z pochówkiem matki. Na łamach portalu wp.pl jej syn opowiada o tym, jak musiał się natrudzić, by w końcu zdobyć akt zgonu matki. Imał się różnych sposobów. Policji zgłosił, że jego matkę prawdopodobnie... zamordowano.

Takie sytuacje
nie są jednostkowe i dyspozytorzy medyczni mogliby godzinami opowiadać o tym, co muszą wysłuchać od zdesperowanych ludzi, którzy przekonani są, że lekarz pogotowia ma obowiązek wystawiania aktów zgonu. Tymczasem zgodnie z aktualnie obowiązującym prawem taki dokument może powinien wystawić lekarz, który ostatni leczył zmarłego w ciągu ostatnich 30 dni. A co czynić, gdy osoba nie leczyła się u rodzinnego?

Problemy takie i podobne powinny być rozwiązane, albo co najmniej zminimalizowane, przez instytucję koronera, u nas najczęściej kojarzonego z... amerykańskimi filmami. I poniekąd słusznie, bo...

Koroner (ang. coroner) w krajach anglosaskich jest urzędnikiem prowadzącym śledztwo w sprawie nagłego, niespodziewanego lub przypadkowego zgonu, który nastąpił w sposób nienaturalny, w podejrzanych lub brutalnych okolicznościach. W przybliżeniu oznacza lekarza medycyny sądowej, a także biegłego sądowego, który zajmuje się wyjaśnieniem okoliczności i przyczyn śmierci oraz ustaleniem czasu śmierci osób, co do których zaistniało podejrzenie, że zmarły śmiercią nienaturalną.

Formalnie rzecz biorąc
w Polsce nie ma instytucji koronera, choć na jej utworzeniem pracuje się (lub mówi się) od kilku lat. W niektórych miastach, by nie dochodziło do zdarzeń opisanych z początku tego materiału, powołano nieformalnych koronerów. Tak się dzieje, na przykład, w Będzinie.

– Od kilku lat mamy takiego lekarza. Kiedyś płaciliśmy za gotowość, z każdy dzień, siedem w tygodniu. Teraz płacimy za wyjazd. To ok. 400 zł. W miesiącu nasz koroner wyjeżdża kilka razy do wpisyania aktu zgonu – wyjaśnia Jarosław Burzawa, naczelnik Wydziału Zarządzania Bezpieczeństwem Publicznym w będzińskim Starostwie Powiatowym.

– Przepisy obowiązujące w Polsce stworzono 50 lat temu. Muszą być doprecyzowane, bo nie przystają często do rzeczywistości. Lekarz może wystawić akt zgonu po godzinach pracy. Nie może tego zrobić w trakcie pracy, bo nie jest to świadczenie, za które NFZ płaci – tłumaczył „Dziennikowi Zachodniemu” w 2014 r. Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

Teraz mamy kilka miesięcy do końca 2018 r. i coś w rzeczonej materii zmieniło się? W końcu 2017 r. Ministerstwo Zdrowia wyliczyło, że koronerzy rocznie wystawialiby ok. 20 tys. kart zgonów, a na ich funkcjonowanie trzeba byłoby przeznaczyć ok. 19 mln zł. Jest projekt ustawy o stwierdzaniu, dokumentowaniu, rejestracji zgonów (tzw. ustawą o koronerach). Miałby się w niej znaleźć zapis o tym, że uprawnienia do orzekania o śmierci otrzymaliby ratownicy medyczni oraz pielęgniarki. Projekt miał być przyjęty przez Radę Ministrów w „II kwartale 2018 r.”. Mamy już trzeci...

A może nie potrzeba powoływania „państwowych” koronerów? Być może gminy same sobie dałby radę (jak Będzin czy Września), ale by wszystko miało ręce i nogi, to zawód koronera musi zaistnieć. Na razie w urzędowym wykazie nie widnieje taka profesja. A co robić, gdyby komuś z nas teraz trzeba było wydzwaniać za lekarzem, który stwierdziłby urzędowo zgon bliskiej osoby? Może warto skorzystać z takiej rady komentującego gliwicki przypadek: „Jeżeli zgon może stwierdzić każdy lekarz to należy zaprosić na wizytę domową lekarza z prywatnej przychodni i problem z głowy. Niestety, trzeba zainwestować ok. 250 złotych...”.

 

Wieści

Ostatnie wideo

Podziękowania

Dostaliśmy taki list od śląskich strażaków

11 maja 2020

Wicemarszałek śląski z życzeniami dla pracujących w WPR

21 października 2019

Dyrekcja SP ZOZ MSWiA z życzeniami dla ratowników

21 października 2019

Od komendanta wojewódzkiego PSP w Katowicach

21 października 2019

Prezydent Zabrza pracownikom WPR

21 października 2019

Dyrektor Śląskiego OW NFZ życzy nam...

21 października 2019

Okolicznościowe życzenia od burmistrz Ogrodzieńca

21 października 2019