Start Aktualności Defibrylatory - od stukilogramowego do kieszonkowego urządzenia

Defibrylatory - od stukilogramowego do kieszonkowego urządzenia

WPR

DLA RATOWNIKÓW DLA PACJENTÓW DLA LEKARZY | 16 lipca 2018

Fot.: WPR

Takiego sprzętu używają ratownicy WPR w Katowicach.

Dziś trudno sobie wyobrazić, że medycyna ratunkowa mogłaby bez niego istnieć. Defibrylator. Użyty w ciągu trzech minut od utraty przytomności, będącego skutkiem ciężkich zaburzeń pracy serca, ratuje życie w 75 proc. przypadków. Przyjrzyjmy się historii tego urządzenia...

Na początku defibrylator (DF) był bardzo duży i ciężki (ważył 110 kg), a do jego obsługi potrzebna była spora wiedza. Teraz zewnętrzny DF, których coraz więcej jest w publicznych miejscach, obsłuży każdy, kto słyszy. Automat instruuje krok po krok co trzeba robić, by skutecznie go użyć.

I aż trudno uwierzyć, że to co dziś ratuje życie jeszcze w końcu XIX wieku w miało nieco inne zastosowanie. Nie wdając się w techniczne szczegóły, przypomnijmy – gdyby ktoś zapomniał – że DF pobudza serce do pracy prądem. A prądu używano w XIX w. do... uśmiercania bezpańskich psów. I jak podaje jeden z producentów DF w 1899 r. całkiem przypadkowo odkryto, że działając na organizm żywy prądem można osiągnąć odwrotny efekt – uratować zwierzę, któremu serce przestało bić.

Sporo czasu
musiało upłynąć, by defibrylacji (zastosowanie impulsu elektrycznego prądu stałego o określonej energii poprzez powierzchnię klatki piersiowej lub bezpośrednio na mięsień serca, w celu wygaszenia najpoważniejszych zaburzeń rytmu serca – migotania komór oraz częstoskurczu komorowego) poddać nie psa, świnię czy inne zwierzę, ale człowieka. I nastąpiło to w 1947 r. Dwa wstrząsy (z prototypowego DF) zaaplikowane 14-letniemu pacjentowi pobudziły jego serce do pracy, czyli do życia. To dało asumpt do prac nad skonstruowaniem urządzenia z prawdziwego zdarzenia. Po tym zdarzeniu rozpoczęły się badania i prace zmierzające do opracowanie skutecznego w działaniu narzędzia ratującego ludzkie serca.

Aż do roku 1973 DF był urządzeniem stacjonarnym. Naukowcy stopniowo zmniejszali jego gabaryty. Ze 110 kg do 44. Potem z 44 kg do 15. Aż w 1981 r. udało się skonstruować urządzenie ważące 7,5 kg (prezentowany na zdjęciu profesjonalny sprzęt jest znacznie lżejszy, a kieszonkowe urządzenia ważą mniej niż pół kilograma!). Wówczas był to sukces na miarę epokową. A to dlatego, że DF mógł być wreszcie konstrukcją mobilną. Ściślej rzecz biorąc taką, którą mogła przenieść jedna osoba (DF kilkudziesięciokilogramowe też był mobilne, tylko tę mobilność zapewniał co najmniej 2 osoby). Można powiedzieć, że dało to asumpt do dalszych prac nad skonstruowaniem automatycznego defibrylatora zewnętrznego, zwanego także defibrylatorem AED (Automated External Defibrillator).

Paręnaście lat minęło nim DF były już na tyle niezawodne i proste w użyciu nawet przez osobę nie mającą medycznych kwalifikacji, by zrodziła się koncepcja ich publicznego udostępnienia. Stało się to w 1990 r. Musiało jednak minąć 11 lat, by pomysł można było urzeczywistnić.

Idea była prosta
- defibrylatory mają być dostępne w centrach handlowych, na lotniskach, szkołach itd. Słowem wszędzie tam, gdzie jest dużo ludzi.

- W takich miejscach, potencjalnie rzecz biorąc, istnieje duże zagrożenie, powiedziałbym, że większe niż w gdzie indziej, zagrożenie zatrzymaniem pracy serca. W takich przypadkach trzeba przystąpić, nie czekając do przyjazdu karetki pogotowia ratunkowego, resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Pamiętajmy, że wskutek niedotlenienia mózg przestaje funkcjonować już po czterech minutach. Gdy zespól ratownictwa medycznego przyjdzie do pacjenta po 10 minutach od wezwania, to może przywrócić pracę serca, ale nie mózgu. I dlatego zastosowanie defibrylatora AED zdecydowanie zwiększa szanse przeżycia osoby, u której doszło do zatrzymania krążenia – podkreśla Artur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.

Pomysł, by DF dudostępniać w miejscach puiblicznych zrodził się w roku 2000 (powinny znajdować się wszędzie tam, gdzie nagłe zatrzymanie krążenia wystąpiło przynajmniej raz w ciągu ostatnich 5 lat). Rok później dochodzi do światowej premiery - w użytku publicznym debiutuje AED Samaritan PAD (wyprodukowanym przez amerykańską firmę HeartSine, pioniera mobilnych DF).

– Defibrylatory AED umieszczane są w widocznych miejscach w specjalnych gablotkach. Wystarczy zbić w nich szybę, wyjąć urządzenie, włączyć je i przystąpić do akcji. AED będzie wydawało obsługującemu polecenie głosowe. Wystarczy je tylko wykonywać, by uratować komuś życie. Nie ma się czego obawiać – zachęca Michał Kucap ze Szkoły Ratownictwa Medycznego WPR w Katowicach.

Nagłe zatrzymanie krążenia jest główną przyczyną śmierci w Europie i (w zależności od przyjętej definicji) jest rozpoznawane u 350 000–700 000 osób rocznie. Tych zgonów może być mniej, nie tylko za przyczyną zdrowego trybu życia. Także dzięki zastosowaniu AED. Stąd też szeroka popularyzacja w Polsce programów powszechnego dostępu do defibrylacji... To już jest jednak temat na inną okazję.

 

Wieści

Ostatnie wideo

Podziękowania

Za współroganizację Dnia Bezpiecznego Kierowcy

30 lipca 2018

Podziękowania za bezinteresowność

4 lipca 2018

Za pomoc przy orgnizacji Dnia Lędzin

3 lipca 2018

Podziękowania za uczestnictwo w lubelskich mistrzostwach

3 lipca 2018

Od starosty pszczyńskiego podziękowania

28 czerwca 2018

Za aktywną pomoc w organizacji Senioralliów 2018

28 czerwca 2018

Podziękowania od WSPR w Białymstoku

28 czerwca 2018