Start Aktualności Ratownik medyczny krytycznie o swoim SOR

Ratownik medyczny krytycznie o swoim SOR

DLA RATOWNIKÓW DLA PACJENTÓW DLA LEKARZY | 8 września 2017

Na SOR-ze nie ma nikogo, kto się znieczulił do końca na ludzką krzywdę - stwierdza ratownik z WIM.

SOR jest piekłem nie tylko dla pacjentów. Także dla lekarzy, pielęgniarek i ratowników - uważa Bartłomiej Paprocki, ratownik ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w warszawskim Wojskowym Instytucie Medycznym. W piątkowym (8 września 2017 r.) wydaniu „Dziennika Gazety Prawnej” przepytywali go Magdalena i Maksymilian Rigamonti. Warto przeczytać tę rozmowę, pamiętając, że oceny wystawionej SOR-owi WIM nie należy przenosić na wszystkie oddziały ratunkowe w Polsce.

 

Jeśli nie ma się znajomego lekarza w szpitalu albo chociaż pielęgniarki, nie będzie się traktowanym jak należy. I to jest największe zło, bo okazuje się, że jeśli jest się zwykłym pacjentem, to jest się nikim – powiedział mi szef jednego z warszawskich szpitalnych oddziałów ratunkowych (SOR) – zaczyna dziennikarska para.
Pewnie anonimowo. Ja się nie boję mówić publicznie, bo tak to wygląda – podkreśla Bartłomiej Paprocki. - Część osób z premedytacją wykorzystuje znajomości i trafia na SOR, choć doskonale wiedzą, że nie mają stanu zagrożenia życia, a często nawet zdrowia.

Ilu jest VIP-owskich pacjentów w szpitalu, w którym pan pracuje? Tu, na Szaserów, w Wojskowym Instytucie Medycznym.
Nie wszyscy przechodzą przez SOR. Ale takich, którzy przechodzą, jest tygodniowo kilku. VIP to nie musi być przedstawiciel władzy, o przyjeździe którego dowiadujemy się kilka godzin wcześniej. Bo są różne poziomy tej ważności. Są osoby, które mają znajomości, i dowiadujemy się, że przyjedzie ktoś od ministra lub posła. Pamiętam panią, która przyszła z mężem na zdjęcie szwów. Tłumaczę, że od tego są poradnie, a nie SOR. I słyszę: – Czy wobec tego, że jestem sędzią Sądu Najwyższego, to już się w tym kraju nic nie da załatwić? Ja na to: – Niech się pani odwróci i powie tym ludziom, którzy tu czekają od wielu godzin, że jest pani sędzią SN i chce być pani traktowana lepiej niż oni. Skończyło się tak, że wyszedł jeden z lekarzy i poprosił ich do gabinetu. Nie było żadnej rejestracji w systemie szpitalnym. Każdy, kto może sobie pomóc, to sobie pomaga.

I ja – po doświadczeniach z moim ojcem, który został przywieziony karetką i spędził na SOR-ze 22 godziny – będę o tym pamiętać.
Jeśli jakiś minister przyjechałby na SOR i najpierw poczekałby godzinę albo dwie do badania kwalifikacyjnego, triage’u, zakwalifikował się do jednego z pięciu kodów priorytetowych ze względu na stan zagrożenia życia, a potem – w zależności, w której strefie by się znalazł – znów poczekał osiem godzin na wyniki badań, to na SOR-ach szybko by się coś zmieniło. Teraz jest tak, że minister, jego rodzina czy znajomi ani chwili nie czekają. Są VIP-ami...

 

Czytaj cały materiał w Dzienniku Gazecie Prawnej.

Wieści

Ostatnie wideo

Podziękowania

Wicemarszałek śląski z życzeniami dla pracujących w WPR

21 października 2019

Dyrekcja SP ZOZ MSWiA z życzeniami dla ratowników

21 października 2019

Od komendanta wojewódzkiego PSP w Katowicach

21 października 2019

Prezydent Zabrza pracownikom WPR

21 października 2019

Dyrektor Śląskiego OW NFZ życzy nam...

21 października 2019

Okolicznościowe życzenia od burmistrz Ogrodzieńca

21 października 2019

Życzenia na DRM od b. dyrektor WPR

21 października 2019