skala powiększenia 100% wielkość czcionki 100%
Start Kategoria SARS-CoV-2/COVID-19

SARS-CoV-2/COVID-19

Bez krwi z tych zwierząt nie można byłoby tworzyć szczepionek

SKRZYPŁOCZE, to tzw. staroraki mają niebieską krew, a w niej coś, co wykrywa najmniejsze ślady biotoksyn (np. w szczepionkach). Błękitna krew ma białka tak uczulone na skażenia bakteryjne, że gdy napotka jakiś patogen, to tworzy wokół niego skrzep. Te zwierzęta są na Ziemi od 400 mln lat. Przeżyły dinozaury, ale mogą nie przeżyć epidemii SARS-CoV-2.

Skrzypłocz (Limulus polyphemus) to gatunek morskiego stawonoga z rzędu ostrogonów. Ma głowotułów oraz VII segment ciała przykryty podkowiastym pancerzem. Drugi pancerz znajduje się na odwłoku. Dlatego zwierzę to jest dwudzielne i może się składać w pół. Ostatni segment odwłoku jest przekształcony w dość długi i ostry ogon. Odnóża skrywają się pod pancerzem. Odnóża kroczne zaopatrzone są w szczypce. Pierwsza para odnóży odwłokowych zawiera otwory płciowe. Pozostałe są zaopatrzone w skrzela. Larwy skrzypłoczy przypominają trylobity. Tyle o stworzeniu encyklopedia zoologiczna.

Limulus polyphemus uratował nie jedno ludzie życie. Teraz stworzenia mogą przestać istnieć obrońcy przyrody ostrzegają, że obecne wysiłki na rzecz opracowania i przetestowania szczepionek przeciwko SARS-CoV-2/COVID-19 mogą przyspieszyć przejście żywej skamieliny do historii. Czynnik krzepnięcia LAL (Limulus Amebocyte Lysate), uważany za najbardziej czuły wskaźnik obecności patogenów, pozyskuje się z tych żywych skamielin.

Co roku wyciągano z morza ok. 600 tys. skrzypłoczy. Aby uzyskać LAL, technicy laboratoryjni przebijają skorupę zwierzęcia i usuwają około 30 proc. jego krwi z żyły w pobliżu serca. Potem kraby podkowiaste (inna nazwa tych zwierząt) są wypuszczane do wody, ale – zdaniem biologów i ekologów – ok. 30 proc. nie przeżywa tej „wędrówki”.

Od jednego osobnika pozyskuje się 200-400 ml krwi. Gdyby z człowieka wypompować jedną trzecią jego krwi, to by nie przeżył takiego zabiegu. By wypreparować litr LAL trzeba pobrać krew minimum od 1,2 tys. skrzypłoczy. Taka porcja kosztuje ok. 25 tys. USD.

Co ciekawe, nawet rozcieńczony LAL dalej wykazuje swoje antypatogenowe właściwości. Co prawda od 2016 r. na rynku jest jego sztuczny odpowiednik (rFC – recombinant factor C), ale nie jest to tak skuteczny i bezpieczny, jak LAL. Nie można go stosować w USA.

A tam, kilka firm mocno pracuje nad uzyskaniem antycovidowej szczepionki, z czego dwie Pfizer i Moderna ogłosiły, że ich produkty będą dostępne jeszcze w tym roku. Zamówienia idą w setki milionów dawek. Nie byłoby ich (i następnych), gdyby nie prehistoryczne kraby, wyglądające niczym wyjęte z filmów o Obcym.

 

Nowa metodyka przedstawiania statystyki epidemicznej

Od początku epidemii, odkąd wojewódzkie sanepidy zaczęły przedstawiać statystykę zakażeń, hospitalizacji, zgonów itd. w związku z SARS-CoV-2/COVID-19, publikowaliśmy te dane. Od wtorku (24 listopada) sanepidy ich już nie przekazują. Statystykę prezentuje rządowa strona „Wykaz zarażeń koronawirusem SARS-CoV-2”.

Raportowanie w nowej odsłonie, lub metodyce, jest odmienne od poprzedniego.

Dotychczas Ministerstwo Zdrowia publikowało na swojej stronie mapę ze wszystkimi odnotowanymi zakażeniami od początku epidemii w każdym województwie. 

W nowej wersji mamy - przynajmniej na razie – przedstawione dane wyłącznie z dobowym bilansem. Brakuje także teraz informacji o ogniskach zakażeń w powiatach - te pojawiały się na stronach sanepidów. Wojewódzkie stacje sanitarno-epidemiologiczne nie podają od wtorku statystki covidowej. W ostatnich miesiącach, WSSE w Katowicach w dni powszednie przedstawiała je w okolicach 10:30. Dla przypomnienia: tak wyglądał raport z wojewódzkiego sanepidu.

Nowy sposób prezentacji, zapowiada resort, ma być stopniowo uzupełniany o dane historyczne oraz bieżące wykresy prezentujące przebieg epidemii. Bez danych historycznych nie można ocenić trendów zmian w liczbie wykonanych testów, udziale wyników pozytywnych, jak i liczbie zgonów.

 

1,5 mln zł na testy dla pracowników DPS-ów w Śląskiem

Trwa akcja testowania w kierunku SARS-CoV-2 pracowników domów opieki społecznej (DPS) w województwie śląskim. Finansuje ją marszałek województwa śląskiego, a testowanie prowadzi śląski Park Technologii Medycznych Kardio-Med Silesia z Zabrza. Docelowo testom zostaną poddani pracownicy 111 DPS-ów.

 – Projekt realizowany jest na potrzeby Regionalnego Ośrodka Pomocy Społecznej Województwa Śląskiego, wykonawca testów został wyłoniony w przetargu. W sumie przetestowanie 6,5 tys. pracowników do 11 grudnia kosztuje ok. 1,5 mln zł – wyjaśnia nam Izabela Domogała, członek zarządu województwa śląskiego, odpowiedzialna w nim m.in. za ochronę zdrowia.

 Jak wygląda ta akcja? Można było przekonać się o tym w środę (25 listopada) w DPS „Przyjaźń” w Tarnowskich Górach. Pojawił się tu mobilny punkt pobierania wymazów. Cała procedura, od zarejestrowania się do pobrania materiału badawczego, zajmuje kilka minut. Potem jest on przewożony do laboratorium Kardio-Medu. Na drugi dzień wynik jest już znany. Dodajmy, że jest to test RT-PCR, molekularny. Co prawda nie ma, co podkreślają wirusolodzy, testów dających wynik w 100 proc. pewnych (czyli o 100-proc. skuteczności), ale testy molekularne uważane są za najdokładniejsze, z 80-proc. skutecznością.

 – To już drugi raz mamy pobierane wymazy – informuje Izabela Szeliga, dyrektor „Przyjaźni”. Mamy 91 pracowników. Poprzednio wśród przetestowanych odkryto czterech zarażonych, chorych bezobjawowo. Mamy 130 mieszkańców i dotychczas koronawirusem zaraziło się 9 osób. Nie było potrzeby, by je hospitalizować. Przeszły przez chorobę w placówce.

Dotychczas akcję przeprowadzono w 93 DPS-ach województwa śląskiego. Możliwe, że będzie ona, to zależy od sytuacji epidemicznej, również na początku przyszłego roku.

 

Gdy miało się kontakt z zakażonym, to wówczas...

Jeśli mieliśmy bliski kontakt z osobą zakażoną, co oznacza przebywanie w pobliżu niej w odległości mniejszej niż 2 metry przez ponad niż 15 minut (np. podczas rozmowy w zamkniętym pomieszczeniu) lub też, gdy nastąpił kontakt fizyczny z osobą zakażoną (np. poprzez podanie ręki), to istnieje spore prawdopodobieństwo, że zakaziliśmy się SARS-CoV-2. 

Co powinniśmy zrobić w takiej sytuacji?

Należy poinformować sanepid, poprzez wypełnienie i wysłanie drogą elektroniczną specjalnego formularza zgłoszeniowego dostępnego na oficjalnej, rządowej stronie internetowej  (można go znaleźć w sekcji „kwarantanna" lub zakładce „kontakt" - pod hasłem „zgłoś kwarantannę").

Trzeba zostać w domu i czekać na otrzymanie decyzji o nałożeniu kwarantanny (informacja ta przekazywana jest obecnie za pośrednictwem automatycznego powiadomienia telefonicznego).

Po otrzymaniu powiadomienia o kwarantannie należy pobrać i zainstalować obowiązkową aplikację o nazwie „Kwarantanna domowa” (informacje na jej temat znajdziesz TUTAJ).

Uwaga! Zgodnie z aktualnie obowiązującym prawem, osoby współzamieszkujące z kimś, kto jest na kwarantannie, same nie podlegają kwarantannie! Jeśli więc tylko jeden z domowników miał bliski kontakt z osobą zakażoną, np. w pracy czy szkole, przez co podlega obowiązkowej kwarantannie, to już jego domownicy nie są nią automatycznie obejmowani.

Oczywiście, w razie wystąpienia niepokojących objawów mogących świadczyć o rozwijającej się infekcji należy skonsultować się z lekarzem pierwszego kontaktu, który może nas skierować na test mający potwierdzić lub wykluczyć zakażanie nowym koronawirusem.

Z kolei w przypadku gwałtownego pogorszenia naszego stanu zdrowia i pojawienia się groźnych objawów – np. poważnych problemów z oddychaniem i bardzo wysokiej gorączki – należy niezwłocznie wezwać pomoc medyczną, dzwoniąc pod numer ratunkowy 112 lub 999.

Co jeszcze warto wiedzieć o kwarantannie?

Jeśli nie wystąpią u ciebie objawy choroby, to twoja kwarantanna kończy się po upływie 10 dni (licząc od dnia następującego po bliskim kontakcie).

Jeśli wykonałeś test na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 i jego wynik jest negatywny (co oznacza brak zakażenia), to wtedy automatycznie kończysz kwarantannę.

Jeśli okaże się, że jesteś zakażony nowym koronawirusem, co potwierdzi pozytywny wynik odpowiedniego badania laboratoryjnego (testu molekularnego PCR lub testu antygenowego), to wtedy zostaniesz objęty obowiązkową izolacją, a twoi domownicy obowiązkową, dwuetapową kwarantanną, która będzie trwać tak długo jak twoja izolacja + 7 dodatkowych dni.

Informując swojego pracodawcę o rozpoczęciu kwarantanny (telefonicznie lub mejlowo) nie trzeba okazywać żadnych dokumentów (zaświadczenia z sanepidu albo eZLA - elektronicznego zwolnienia lekarskiego). Wszelkie związane z tym formalności powinien za nas załatwić Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS).

Jeśli jednak zdarzy się, że w systemie informatycznym ZUS nie będzie informacji dla pracodawcy o twojej kwarantannie, to w ciągu 3 dni od jej zakończenia musisz wypełnić i złożyć specjalne oświadczenie o jej odbyciu, na podstawie którego zostaną załatwione związane z nią formalności i rozliczenia finansowe (ewentualna wypłata świadczeń chorobowych, jeśli podczas kwarantanny nie mogłeś pracować zdalnie). Oświadczenie takie powinno zawierać: imię, nazwisko, numer PESEL, serię i numer dowodu osobistego lub paszportu, dzień rozpoczęcia i zakończenia obowiązkowej kwarantanny i podpis.

Ozdrowieńcy w przypadku kontaktu z osobą zakażoną nie podlegają kwarantannie.

Medycy, udzielający świadczeń opieki zdrowotnej osobom chorym na COVID-19, w tym stażyści, studenci, doktoranci i inni pracownicy sektora ochrony zdrowia nie podlegają kwarantannie, jeśli są badani codziennie, przed rozpoczęciem pracy, testem antygenowym (przez okres co najmniej 7 dni).

Więcej szczegółowych, aktualnych informacji na temat kwarantanny, izolacji, zasad bezpieczeństwa oraz innych ważnych kwestii związanych z epidemią COVID-19 można znaleźć na rządowej stronie. Informacje na temat zasad odbywania kwarantanny można też uzyskać dzwoniąc na specjalną infolinię sanepidu działającą pod numerem (22) 25 00 115, która jest czynna całodobowo!

Ponadto, w obecnej sytuacji ważnym źródłem informacji jest strona internetowa pacjent.gov.pl, przez którą logujemy się na swoje Internetowe Konto Pacjenta (IKP). Przypomnijmy, że na IKP można m.in. sprawdzić wynik swojego testu na obecność koronawirusa, zaraz po tym, jak tylko zostanie on wpisany do systemu przez wykonujące test laboratorium. Na IKP można też znaleźć inne konkretne i spersonalizowane informacje oraz dokumenty dotyczące naszego aktualnego statusu "covidowego" (w tym m.in. o naszej izolacji czy kwarantannie).

Na koniec warto dodać, że w sytuacji, gdy nasz kontakt z osobą zakażoną nie był bliski, lecz tylko przelotny i przebiegał w bezpiecznej odległości (większej niż 2 m), zwłaszcza na otwartym powietrzu, to w praktyce ryzyko zakażenia jest niewielkie. W takim przypadku nie trzeba poddawać się kwarantannie! Należy jednak uważnie obserwować swój stan zdrowia i oczywiście przez cały czas stosować się do ogólnych zasad bezpieczeństwa obowiązujących w czasie pandemii (dystans społeczny, dezynfekcja, maseczki, wietrzenie pomieszczeń, etc.).

 

Szczepionka Pfizera w Polsce w styczniu, na Wyspach w grudniu

Premier rządu RP zapowiedział, że ok. 18 stycznia 2021 r. może być już u nas dostępna szczepionka autorstwa amerykańskiego koncernu Pfizer i niemieckiej firmy biotechnologicznej BioNTech. W Wielkiej Brytanii szczepienia tym produktem leczniczym mogą rozpocząć się już od 1 grudnia.

Taką informację podał „Daily Telegraph”. W piątek (20 listopada) brytyjski minister zdrowia wystąpił do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych i Wyrobów Medycznych (MHRA) z wnioskiem o ocenę szczepionki i możliwość dopuszczenia do jej stosowania. MHRA zwrócił się do producenta o udostępnienie dokumentacji dotyczącej skuteczności i bezpieczeństwa stosowania tej dwudawkowej szczepionki.

W drugiej połowie listopada czołówka firm farmaceutycznych, uczestnicząca w wyścigu o uzyskanie skutecznej i bezpiecznej szczepionki przeciwko SARS-CoV-2/COVID-19, znacząco przyspieszyła.

Pfizer jako pierwszy wyrwał się ku mecie. Obwieścił, że jego szczepionka podana zarażonym była skuteczna w 90 proc. i nie miała poważnych skutków ubocznych. Indeksy giełdowe zaczęły zwyżkować. Szybko jednak na czoło wysunął się amerykański koncern Moderna ogłaszając, że jego szczepionka ma 94,5 proc. skuteczności i też jest bezpieczna. Pfizer równie szybko jak stracił pozycję lidera, tak ją odzyskał, ogłaszając na cały świat, że jego produkt ma 95-proc. skuteczność.

Zatem jeśli MHRA udzieliłaby zgody, to Wielka Brytania byłaby pierwszym państwem na świecie, w którym by użyto szczepionki Pfizer-BioNTech. Taki porces legislacyjny prowadzony jest jeszcze tylko w USA, ale nie zostanie on ukończony przed 10 grudnia. Producent czeka na decyzję MHRA. Gdy zapadnie, to – jak wcześniej obiecał – wyekspediuje do Wielkiej Brytanii transport w kilka godzin, po tym jak wydana zostanie zgoda. Rząd Wielkiej Brytanii ma umowę na dostawę 40 mln dawek szczepionki, z czego 10 mln miałoby trafić na Wyspy do końca tego roku. To starczy na wyszczepienie 5 mln zł, bo szczepionkę podaje się w dwóch dawkach.

W Polsce też jest oczekiwanie na tę oraz Moderny szczepionki. „Jesteśmy w bieżącym kontakcie z producentami szczepionki na koronawirusa, którzy są najbardziej zaawansowani. To jest dwóch dostawców” – poinformował (23 listopada) podczas „Porannej rozmowy w RMF FM” minister zdrowia Adam Niedzielski. W pierwszej kolejności byliby szczepieni pracownicy medyczni, służby mundurowe oraz „i ci, którzy są najbardziej wyeksponowani na wirusa”. Reszta społeczeństwa byłaby szczepiona etapami.

„Deklaracje są takie, że w pierwszym kwartale będziemy mieli dostarczone tyle, że każdy kto będzie chciał, to się zaszczepi” - wyjaśniał minister Niedzielski.

Rząd nadal, jak wynika z jego oświadczeń, chce, by szczepienia antykoronawiursowe były dobrowolne. Docelowo szczepionek ma starczyć dla 31 mln osób.

 

Codzienny komunikat WSSE ws. epidemii SARS-CoV-2/COVID-19

Oto komunikat śląskiego państwowego wojewódzkiego inspektora sanitarnego „aktualnej sytuacji epidemiologicznej w woj. śląskim - koronawirus SARS-CoV-2”.

23.11.2020 r., godz. 10:30:

• liczba osób poddanych kwarantannie domowej z powodu wszystkich przyczyn /ostatni raport: 54 934 / 58 286,

• liczba osób pozostających pod nadzorem epidemiologicznym /ostatni raport: 4 258 / 4 769, 

• liczba próbek zbadanych w laboratoriach w woj. śląskim łącznie: 817 354,

• liczba próbek zbadanych w ramach badań przesiewowych: 112 767,

• liczba przypadków potwierdzonych laboratoryjnie z wynikiem dodatnim zgłoszonych do WSSE w Katowicach /ostatni raport: 118 593 / 117 899,

• liczba ozdrowieńców (osoby z potwierdzonym COVID-19, które wyzdrowiały) /ostatni raport: 63 784 / 61 600,

• liczba zgonów /ostatni raport: 1 889 / 1 878.

W województwie śląskim odnotowano kolejne zgony. Zmarli: w szpitalu w Częstochowie 81-letni mężczyzna z Częstochowy; w szpitalu w Katowicach zmarli: 69-letni mężczyzna z Katowic oraz 78-letnia i 41-letnia kobieta z Mysłowic; w szpitalu w  Myszkowie zmarli: 68-letnia kobieta oraz 72-letni, 69-letni mężczyzna i 84-letnia kobieta z powiatu myszkowskiego; w szpitalu w Raciborzu 77-letni mężczyzna z Rybnika; w szpitalu w Knurowie 57-letni mężczyzna z powiatu rybnickiego; w szpitalu w Tychach 86-letni mężczyzna z powiatu pszczyńskiego”.

 

Rządowy plan działania na 100 dni walki z epidemią

Koronawirus to trudny przeciwnik. Walka z nim musi być przemyślana. Ostatnie obostrzenia doprowadziły do wyhamowania epidemii. Jednak nie na tyle, żeby w daleko idący sposób rozluźniać obecne restrykcje. Po analizie danych dotychczasowych zachorowań, przedstawiamy kompleksowy plan i jasne założenia na nadchodzące 100 dni – czytamy na stronie premier.gov.pl.

 – Pozwoli nam to łatwiej dostosować się do epidemicznej rzeczywistości – zarówno tej gospodarczej, jak i społecznej. Została podjęta decyzja o otwarciu sklepów i usług w galeriach handlowych – będą musiały one działać w zaostrzonym reżimie sanitarnym. Ferie zimowe odbędą się w całym kraju w tym samym terminie, jednak uczniowie nie wyjadą na zimowiska. Pamiętaj, że dalsze rozluźnianie restrykcji lub ich zaostrzenie zależy od naszego odpowiedzialnego zachowania, które przekłada się na liczbę zachorowań – apeluje Mateusz Morawiecki.

Podczas sobotniej (21 listopada) konferencji premier zaznaczył, że od kilku dni obserwujemy względną stabilizację liczby zakażeń. Dodał, że w tej walce z koronawirusem wszystkich nas broni przestrzeganie zasad i nasza solidarność.

– Wysoce prawdopodobne jest, że na końcu 100 dni solidarności, będzie dostępna szczepionka – mówił szef rządu. – Jej wdrożenie w życie, pozwoli przerwać łańcuch zakażeń.

W ramach prac rząd przygtował trzy projekty rozporządzeń w sprawie ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

To trzy warianty obostrzeń, po które będzie się sięgać w zależności od rozwoju sytuacji. Dotyczą one:
• tzw. etapu odpowiedzialności (będzie obowiązywał od 28.11. do 27.12),
• etapu stabilizacji, czyli powrotu do podziału Polski na trzy nowe strefy – czerwoną, żółtą i zieloną (najwcześniej od 28.12 – zależnie od sytuacji epidemicznej),
kwarantanny narodowej (która zostanie wprowadzona w ostateczności, kiedy trzeba będzie natychmiast i radykalnie ograniczyć transmisję wirusa w społeczeństwie).

Z pełną lista obostrzeń sanitarnych (co, gdzie i kiedy) można zapoznać się w tym materiale.

 

Ten szpital powstał, bo takie były rekomendacje ekspertów

Był w Warszawie Stadion Narodowy, znaczy się nadal jest, ale teraz to tymczasowy Szpital Narodowy. Z jego strony internetowej lecą w przestrzeń apele i anonsy do medyków o podjęcie pracy. „Szukamy ludzi z pasją, zaangażowanych i pełnych entuzjazmu”. Komunikat w klasycznym języku HR. Ale do akcji powinni jeszcze wkroczyć eksperci od PR. Bo Szpital Narodowy dobrego pijaru nie ma.

Pół tysiąca łóżek - docelowlo może być ich 1,2 tys. ( wszystkie z możliwością prowadzenia wentylacji mechanicznej) i 26 respiratorowych, 10 łóżek OIT-owych i 16 łóżek pre-OIT. Średnio dziennie przyjmowanych jest tu 5-6 osób...

Tak mało, a tyle mają łóżek? Ktoś spyta i zacznie rzucać gromami. I połączy medycynę z polityką. A medycyna z polityką nie powinna się łączyć. Teoria swoje, a praktyka swoje. Nie było szpitala na Stadionie, było larum, że już dawno powinien być. Zaistniał, to nie brakuje krytycznych ocen, a że łóżka stare, że personel jest „podbierany” z innych szpitali, że kieruje się tu chorych, którzy powinni dochodzić do zdrowia w domach. Itd. itd.

Nikt nie lubi być krytykowanym, ale czasem niektórzy sami proszą się o krytykę, a krytykujący i odbiorcy nie są lekarzami, by realnie oceniać rzeczywistość. Bo jeśli słyszy komunikaty, że do Szpitala Narodowego pacjenci będą dowożeni specjalnymi... autobusami, to pytanie: „czy tak transportuje się ciężko chorych?”, jest jak najbardziej na miejscu.

To dla kogo jest przeznaczony najsłynniejszy w Polsce szpital? Jakie są kryteria przyjęcia do tej placówki? – zapytały Klara Klinger i Dominika Sikora („Dziennik Gazeta Prawna) Artura Zaczyńskiego, lekarza i dyrektor szpitala tymczasowego na stadionie PGE Narodowy.

Po pierwsze, chory musi mieć potwierdzone wiarygodnym testem zakażenie wirusem SARS-CoV-2. Osób z niepotwierdzonym zakażeniem nie przyjmujemy, bo byłoby to nieodpowiedzialne. Po drugie, przyjmujemy pacjentów ze stwierdzonym zapaleniem płuc, którzy mają zmiany w płucach o cechach choroby COVID-19 poświadczone badaniem rentgenowskim bądź tomografią komputerową. Po trzecie, pacjent nie może mieć innych ostrych stanów klinicznych wymagających konsultacji specjalistycznych – np. z kardiologami, neurologami czy gastroenterologami, bo oni na terenie szpitala tymczasowego nie pracują. Tych kierujemy na Wołoską. Po czwarte, przyjmujemy pacjentów niewymagających zabiegów diagnostyczno-leczniczych i operacyjnych. W tej lecznicy nie ma możliwości np. operowania pęcherzyka żółciowego czy wyrostka albo leczenia interwencyjnego zawału serca czy udaru mózgu. Tych również kierujemy na Wołoską – odpowiada dyrektor Zaczyński.

Dziennikarki drążą temat dalej. Przypierają do muru rozmówcę pytaniem: czyli do państwa trafia pacjent stabilny, bez chorób współistniejących, oddychający samodzielnie, którego stan się poprawia, a zatem nie potrzebuje wsparcia?

– Niekoniecznie. 50 proc. pacjentów trafia do nas z izb przyjęć i szpitalnych oddziałów ratunkowych. Mają określone przepływy tlenu, zapalenie płuc i choroby współistniejące, np. nadciśnienie wyrównane, cukrzycę wyrównaną, ale nie mają zaostrzenia tych schorzeń – wyjaśnia dyrektor Szpitala Narodowego. – To bardzo ważne. Zachowujmy się odpowiedzialnie. Nie jest rolą szpitala tymczasowego przyjęcie chorego w śpiączce cukrzycowej, skoro szpital regularny może mu zapewnić opiekę na oddziale interny. W zakresie objawów COVID-19 jesteśmy przygotowani na leczenie znakomitej większości zakażonych SARS-CoV-2.

– Na jaką więc opiekę może liczyć pacjent? – dociekają dziennikarki.

– Szpital tymczasowy działa w stałej dyżurowej obsadzie lekarskiej. Nie jest tak, że rano pracuje wielu lekarzy, którzy idą na obchód. Cały czas są to zespoły dyżurne. Stąd też może niezrozumienie idei szpitala tymczasowego. My nie jesteśmy regularną placówką, gdzie jest ordynator i cały zespół specjalistów, którzy do godz. 15 pracują, a potem na dyżurze zostają dwie osoby. Tutaj jest ordynator i zespół dyżurny, który się zmienia co trzy godziny, bo dłużej nie da się pracować w kombinezonach i maskach. W ciągu 24 godzin mamy osiem zmian zespołów...

 

Całą rozmowę („Niczego nie zabraliśmy innym placówkom”) można przeczytać w tym miejscu.

 

Czy możliwe jest uzyskanie odporności stadnej na SARS-CoV-2?

Czy tylko ratunek w szczepionkach lub w skutecznych lekach? Na to drugie nie ma co liczyć, na szczepionki i owszem, ale najtaniej byłoby być uodpornionym na koronawirusa w sposób niejako naturalny. Tylko czy to jest możliwe?

Wyjaśnijmy, co to takiego ta odporność. Odporność zbiorowiskowa (inaczej odporność populacyjna, odporność stadna lub odporność grupowa) to ochrona osób nieuodpornionych w wyniku zaszczepienia wysokiego odsetka społeczeństwa. Tak definiuje ten stan Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego. Dodajmy, że odporność stadną (w nią celuje strategia przeciwepidemiczna realizowana m.in. w Szwecji) można uzyskać też wskutek wykształcenia w populacji przeciwciał po przebytej chorobie, przeciwciał, które później – przez jakiś czas – niszczą patogen, wskutek czego nie dochodzi do ponownego zarażenia się.

W końcu września epidemiolog prof. Kim Sneppen stwierdził, że Szwecja pokonała epidemię:

– Istnieją dowody na to, że Szwedzi zbudowali już taki poziom odporności, który w połączeniu z dodatkowymi środkami zapobiegawczymi, powstrzyma transmisję...

Nieco rzeczywistość zmieniła to twierdzenie, ale faktem jest, że by osiągnąć odporność populacyjną, to liczba osób, która była zarażona, musi być – w zależności o współczynnik szerzenia się danego wirusa – spora.

– W przypadku SARS-CoV-2 średni współczynnik szerzenia wynosi od 2 do 2,5. Gdy słyszę, że wystarczy mieć 20 proc. populacji po zarażeniu, by uzyskać odporność zbiorową, to ogarnia mnie śmiech. Przeciętny człowiek poruszając się to na swojej drodze spotka 50-60 osób dziennie. Wystarczy przejechać się autobusem, by zaliczyć tę średnią... Odporność, w mej ocenie, osiągnęłoby się, przy tak słabym wirusie, przy 60 proc. populacji, która przebyła zarażenie. Słabym, bo są wirusy o znacznie większym współczynniku, na przykład: wirus odry. Ma średni współczynnik szerzenia 18, czyli jeden zarażony wirusem odry przekazuje go 18 osobom – wyjaśnia nam wirusolog, prof. Włodzimierza Gut.

Chorujemy, zyskujemy odporność, ciężko chorymi zajmują się lekarze w szpitalach? Grupa ekspertów z Niemiec krytycznie odniosła się do pomysłów dopuszczenia do masowych infekcji koronawirusem. Jak przekonują, jest zbyt wiele osób w grupach ryzyka.

Czołowy niemiecki wirusolog prof. Christian Drosten oraz inni naukowcy zajmujący się tą dziedziną ostrzegają przed strategią luzowania obostrzeń pandemicznych, by wyrobić w społeczeństwie tak zwaną odporność stadną.

„Z zaniepokojeniem przyjmujemy do wiadomości, że znowu wzmacniają się głosy stawiające na naturalne zakażenie dużych części społeczeństwa, jako strategię walki z pandemią” – czytamy w październikowym oświadczeniu niemieckiego Towarzystwa Wirusologicznejgo (GfV), pod którym podpisał się także prof. Drosten.

Inną drogą do uzyskania odporności stadnej są powszechne szczepienia. Procentowy wskaźnik osób uodpornionych poprzez szczepienie ma różną wartość w zależności od choroby. Dla przykładu, w przypadku odry taki „próg bezpieczeństwa” wynosi aż 95 proc., dla krztuśca szacowany jest na 92-94 proc., błonicy i różyczki na 83-86 proc., świnki na 75-86 proc. To oznacza, że tyle osób w populacji musi być odpornych na daną chorobę, żeby nie doszło do zakażeń na większą skalę. Nie na wszystkie choroby można wykształcić odporność w sposób „naturalny” (masowe przechorowania) albo „kontrolowany” (przez powszechne szczepienia). Odporności populacyjnej nie da się uzyskać na takie choroby jak tężec, kleszczowe zapalenie mózgu czy wścieklizna.


 

 

Nie tylko COVID jest zagrożeniem dla zdrowia obywateli

– Przygotowaliśmy program odbudowy zdrowia Polaków. Ten program będzie prawdopodobnie inicjowany od początku stycznia 2021 roku, ale mamy gotowe jego fundamentalne założenia – poinformował (18 listopada) Adam Niedzielski, minister zdrowia, zapowiadając, żej jednym z elementów planu odbudowy zdrowia Polaków będzie „zdjęcie limitów ze specjalistyki”.

Hasło „zostań w domu” nie dotyczy kontynuacji leczenia – apelował minister.

– Nie dotyczy tego, kiedy źle się czujemy. Lekarzy trzeba odwiedzać. To są rzeczy, które mogą zadecydować o zdrowiu w najbliższym czasie (…). Głównym zabójcą w Polsce pozostają cały czas choroby kardiologiczne, a w drugiej kolejności bardzo dynamicznie przyrastające choroby onkologiczne. Jesteśmy w sytuacji, gdzie przestrzeń dyskusji nt. zdrowia publicznego została zdominowana w ostatnich miesiącach przez covid.

Przyczynami ograniczenia dostępu do leczenia są, według ministra zdrowia, przekształcenie łózek szpitalnych w covidowe i teleporady, które „zdominowały możliwość kontaktu z lekarzem”.W resorcie – zakomunikował szef resortu – odpowiedni zespół opracował wytyczne, kiedy teleporada powinna być stosowana, a kiedy nie.

Na czym ma polegać „program odbudowy zdrowia Polaków”?

Po pierwsze będzie przedstawiony program dla osób w wieku powyżej 40 lat, którzy właśnie wpadają w ryzyko różnych zachorowań, by mogli dokonać podstawowej weryfikacji swojego stanu zdrowia, żeby wychodząc z pandemii, dokonać oceny stanu swojego stanu zdrowia – zapowiedział szef resortu zdrowia.

Drugim elementem planu ma być „zdjęcie limitów ze specjalistyki”.

– Mamy uzgodnione z Narodowym Funduszem Zdrowia, że limity, które obowiązują w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej zostaną zniesione, bo to umożliwi nadrobienie pewnego deficytu zdrowia, który został wygenerowany poprzez pandemię, ponieważ nie dbaliśmy o swoje zdrowie tak, jak robiliśmy to wcześniej – przyznał Adam Niedzielski.

I wreszcie trzeci filar, na którym ma wspierać się rządowy program:

– Chcemy poszerzyć funkcjonalność krajowej sieci onkologicznej, wprowadzając dodatkowe elementy profilaktyczne i rozbudowując ją, ponieważ ona ma cały czas charakter pilotażu, który nie jest na terenie całego kraju jeszcze realizowany.

Minister zapowiedział budowę krajowej sieci kardiologicznej, „która będzie miała zdefiniowane ośrodki referencyjne, które w skoordynowany sposób będę mogły tak, jak w onkologii – prowadzić pacjenta między różnymi fazami leczenia”.

 

 

Ozdrowieńcy z C-19 poszukiwani, osocze z ich krwi ratuje życie

„Musi minąć 18 dni od momentu ustąpienia objawów zakażenia lub zakończenia izolacji, lub 14 dni od wykrycia przeciwciał anty-SARS-CoV-2”. Wówczas można oddawać osocze. O wszystkim co tego dotyczy, informuje dedykowana strona: osocze-covid.pl.

Uruchomiło ją Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Katowicach (RCKiK). Dzięki niej może będzie łatwiej dotrzeć do potencjalnych dawców. A osób, które wyzdrowiały po przechorowaniu COVID-19 lub przebyły bezobjawowe zakażenie wirusem SARS-CoV-2, czyli tzw. ozdrowieńców, poszukuje nie tylko śląskie Centrum, ale i wszystkie inne regionalne.

Na anonsowanej stronie internetowej można znaleźć szczegółowe informacje dotyczące procedury oddania osocza. Zainteresowany/a dowie się z nich kto, gdzie i jak można oddać swoje osocze. Można na niej znaleźć odpowiedzi na najczęściej stawiane pytania.

Przypomnijmy, że osocze może zostać pobrane od osób w wieku od 18 do 65 lat, które:
spełniają podstawowe kryteria kwalifikacji dla dawców krwi określone w rozporządzeniu ministra zdrowia z 11 września 2017r. w sprawie warunków pobierania krwi od kandydatów na dawców krwi i dawców krwi (Dz. U.2017 poz. 1741);
przechorowały COVID-19, bądź przeszły bezobjawowe zakażenie wirusem SARS-CoV-2 (potwierdzone testami, bądź wpisem w aplikacji gabinet.gov.pl), zostały uznane za wyleczone i czują się zdrowe, czyli minęło co najmniej: 28 dni od zakończenia objawów lub 18 dni od zakończenia izolacji w przypadku osób, które przeszły zakażenie w sposób bezobjawowy;
w przypadku przeprowadzonej w przeszłości transfuzji oraz kobiet po przebytej ciąży wymagane będą dodatkowe badania, które wykonane zostaną przez Centra Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa.

W jaki sposób zgłaszać się do RCKiK?

Ozdrowieńcy mogą oddawać osocze w siedzibie RCKiK w Katowicach. Przed wizytą proszeni są o zapoznanie się z ogólnymi informacjami zawartymi na stronie anonsowanej stronie oraz kontakt telefoniczny pod jednym z następujących numerów telefonów:
• 726 227 229,
• 607 619 718,
• 607 678 519,
• 32 208 74 19.

– Zwracamy się do wszystkich osób, które przechorowały COVID, a które chciałyby pomóc pacjentom w szpitalach, o zgłaszanie się do RCKiK w Katowicach. Ponieważ z jednej donacji możemy wytworzyć trzy dawki terapeutyczne, a jeden dawca może oddać osocze do pięciu razy. Oznacza to, że jeden ozdrowieniec może pomóc kilkunastu chorym – apeluje Stanisław Dyląg, dyrektor naczelny RCKiK w Katowicach.

 

 

NFZ podaje wyceny – tyle kosztuje leczenie pacjentów covidowych

822,43 zł za dobę za dostępność łóżka dla pacjenta covidowego. 3 773,70 zł za dobę za dostępność do respiratora. 18 299 zł. za gotowość do udzielania świadczeń w punkcie przyjęć. To stawki dla szpitali tymczasowych. W stałych szpitalach (I i II poziomu zabezpieczenia covidowego) za dostępność dobową do łóżka NFZ płaci średnio 717 zł.

Na stronie NFZ jest wyjaśnione, co, komu i za ile. Dane podano w oparciu o analizę Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. W szpitalach tymczasowych – podkreśla płatnik – opłaty za leczenie nie łączą się z opłatami za dostępność. Z kolei szpitale tymczasowe nie otrzymują rekompensaty za utracone przychody.

„Stawki za dostępność i leczenie pacjentów z COVID-19 w szpitalach tymczasowych uwzględniają dodatkowe środki na wynagrodzenie personelu medycznego, które każdorazowo po zakończeniu miesiąca będą podlegały rozliczeniu z NFZ przez pomniejszenie wartości przekazywanych środków o dopłatę równą 100 proc. w stosunku do dotychczasowego wynagrodzenia danego pracownika lub o wysokość wynagrodzeń łącznie z dodatkami, wypłacanych przez wojewodę (w przypadku personelu skierowanego do pracy w szpitalu tymczasowym przez wojewodę)”.

Tradycyjne szpitale (I i II poziomu zabezpieczenia covidowego) otrzymują opłatę za dobową gotowość do udzielania świadczeń medycznych wyłącznie dla pacjentów podejrzanych i zakażonych koronawirusem w wysokości średnio ponad 717 zł za łóżko. To placówki, które musiały przekształcić np. jeden oddział do takiej opieki.

Opłata za gotowość jest rekompensatą za utracone wpływy, które szpital uzyskałby z umowy z NFZ, lecząc pacjentów na tym oddziale w normalnym trybie, w czasie poza covidowym. Wysokość rekompensaty liczona jest względem wynagrodzenia za świadczenia wypłaconego tym szpitalom przez NFZ w styczniu i lutym 2020 r., czyli średniej z okresu przed pandemią” – wyjaśnił fundusz.

Szpitale I, II i IV poziomu zabezpieczenia covidowego za każde dodatkowe łóżko, niefinansowane wcześniej w ramach umowy z NFZ, otrzymują 100 zł za dobę za dostępność tego łóżka dla pacjentów podejrzewanych i zakażonych wirusem SARS-CoV-2. Ponadto placówki II i IV poziomu zabezpieczenia covidowego dostają środki za dostępność do respiratora dla pacjentów podejrzewanych i zakażonych wirusem SARS-CoV-2. Opłata ta wynosi 200 zł za dobę dostępności do każdego dodatkowego respiratora, który nie jest ujęty w dotychczasowej umowie szpitala z funduszem.

„Szpitale III poziomu zabezpieczenia covidowego otrzymują opłatę za gotowość do udzielania świadczeń medycznych pacjentów z COVID-19. Opłata wynosi 40 zł/dobę za każde łóżko, zarejestrowane w rejestrze podmiotów wykonujących działalność leczniczą”...

W działaniach przeciwepidemicznych tradycyjne szpitale zaszeregowano, w zależności od poziomu tzw. zabezpieczenia covidowego, do czterech kategorii.

• I poziom: szpitale, w których utworzono tzw. łóżka buforowe, przeznaczone dla pacjentów z PODEJRZENIEM zakażenia koronawirusem.
• II poziom: szpitale, które zajmują się LECZENIEM CHORYCH NA COVID-19, czyli pacjentów z pozytywnym wynikiem testu na koronawirusa. Obejmują opieką także pacjentów z podejrzeniem zakażenia koronawirusem.

• III poziom: szpitale, do których trafia pacjent z COVID-19 (pozytywny wynik testu na koronawirusa), lecz głównym powodem jego hospitalizacji NIE JEST COVID-19.
• IV poziom: to szpitale hybrydowe, które łączą w sobie zadania np. szpitala II i III poziomu. Koordynują opiekę nad pacjentami z COVID-19 w każdym województwie.

 

Więcej o wycenach leczenia pacjentów z COVID-19 w szpitalach tradycyjnych i szpitalach tymczasowych.

 

 

 

 

 

W Polakach epidemia wywołuje największe obawy

O 30 punktów procentowych (pp). wzrósł w ciągu miesiąca poziom obaw Polaków wywołanych przez pandemię koronawirusa. Opracowany przez Deloitte indeks niepokoju wynosi nad Wisłą 34 proc. i jest najwyższy na świecie.

Najnowsza edycja badania firmy doradczej Deloitte Global State of the Consumer Tracker pokazuje, że ogólny poziom lęku przełożył się na niemal wszystkie przyzwyczajenia i zachowania konsumentów w Polsce. Aż 46 proc. z nas deklaruje, że kupuje na zapas.

To najwyższy wynik dla Polski w historii badania i ponownie najwyższy w Europie.

Nigdy wcześniej też żaden kraj europejski nie deklarował tak wysokiego poziomu obaw. Z pewnością wpływ na to ma między innymi liczba zakażeń, która codziennie przekracza 20 tys. osób. Pod względem poziomu niepokoju Polska o 3 pp. wyprzedziła nawet Indie, które dotąd właściwie w każdej fali badania wykazywały najwyższy poziom obaw. Na trzecim miejscu są Włochy, prawie jedna czwarta mieszkańców tego kraju deklaruje, że ich poziom obaw wzrósł w ciągu ostatniego tygodnia – wylicza Michał Tokarski, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

Badania pokazują znaczny, bo aż o 14 pp., wzrost obaw przed podróżami komunikacją miejską. W najbliższych dniach aż 58 proc. respondentów planuje ograniczyć korzystanie z tego środka transportu. Może być to odzwierciedleniem ostatnich zaleceń rządu dotyczących promowania w firmach zdalnej formy pracy.

Najnowsza edycja badania pokazuje, że oszczędności co prawda są dla nas ważne, i coraz ważniejsze w obliczu możliwych kłopotów z zatrudnieniem, jednak na pierwszym miejscu znajdują się zdrowie i bezpieczeństwo. Za główny powód gotowości do wydawania więcej na wygodę aż 71 proc. ankietowanych podawało właśnie troskę o zdrowie. Dla porównania w badaniu sprzed miesiąca, był to powód dla 61 proc. zapytanych.

 

SZCZEPIENIA - będzie operacja, jakiej wcześniej świat nie widział

Badania na uzyskaniem szczepionki przeciwko SARS-CoV-2/COVID-19 w III fazie prowadzi kilkanaście firm. Jednak ostatnimi czasy, to produkt koncernu Pfizer, jak wynika z przekazów medialnych, kreowany jest na zwycięzcę wyścigu o opracowanie skutecznej szczepionki.

CO prawda Pfizer podał, że skuteczność szczepionki jego autorstwa ma wynosić 90 proc., ale nie wiadomo jeszcze wiele o skutkach ubocznych (NOP – niepożądane odczyny poszczepienne). Koncern podał, że z jego obliczeń wynika, iż tylko 1 osoba na 1 mln może mieć jakieś powikłania po stosowaniu jego szczepionki. To byłby wręcz doskonały wynik, gdy zostanie potwierdzony stosownymi badaniami.

Pfizer zakłada, że jeszcze w listopadzie produkt zostanie zaakceptowany w USA i Europie.

Czy tak będzie, to się okaże.

Wiadomo, i to się raczej nie zmieni, jak trzeba będzie przechować szczepionkę. W nader specyficznych, w takich, w których dotychczas szczepionek się nie przechowywało. I te warunki mogą, gdy na rynku pojawią się konkurencyjne rozwiązania, być słabą stroną oferty Pfizera. A gdy się nie pojawią, to będą problemem niełatwym do rozwiązania w skali globalnej. Jak bowiem dostarczyć szczepionki, które wymagają temperatury przechowywania minus 70–80 st. C?

Koncern zapewnia specjalne pojemniki do bezpiecznego transportu szczepionek, ale to nie tylko ułatwia ich dystrybucję, ale zwiększa jej koszty.

Pamiętajmy, że rząd zakłada, że szczepionkę Pfizera przyjmie 31 mln Polaków. Jeden szczepiony, dwie dawki. 31 razy 2 równa się 62. Miliony jednorazowych strzykawek i igieł. Tyle będzie trzeba ich, by zaszczepić Polaków” „pfizerami”.

To tylko dwa z wielu problemów zalegających na drodze do masowych szczepień przeciwko C-19. Jest jeszcze parę nie mniej ważnych:
• to będzie szczepił (lekarze i pielęgniarki to za mało),
• kto będzie odpowiadał, gdy pojawią się u kogoś jakieś NOP-y,
• co będzie, gdy na rynku pojawi się w tym samym czasie więcej niż jedna, zatwierdzona do obrotu, szczepionka?

Pytań jest wiele. Szczepionki (poza kontrowersyjnym rosyjskim Sputnikiem V) zatwierdzonej do obrotu jeszcze nie ma. A z badań wynika, że 40 proc. społeczeństwa zaszczepi się szczepionką, jaką by ona nie była i skąd nie była. A to oznacza, że 60 proc. ma jakieś wątpliwości względem szybkiej ścieżki kreacji szczepionek. Na tyle poważne, w ich opinii, że wolą się wstrzymać się z decyzją.

 

Będzie się łatwiej dodzwonić do SANEPIDU

Nie tylko system ochrony zdrowia ledwo dyszy. Wzrost liczby zachorowań i perspektywa, że długo trzeba będzie poczekać na normalizację sytuacji skutkuje tym, że trudno jest dodzwonić się do stacji sanepidu. Wkrótce będzie łatwiej, bo powstaną dodatkowe call-centra dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Pomoc zaoferowało 18 firm ubezpieczeniowych, które zdecydowały się sfinansować dodatkowe call center dla GIS-u.

Linia będzie dostępna 24/7, a ubezpieczyciele sfinansują pracę 100 dodatkowych konsultantów przez najbliższe pół roku.

Jak podkreśla prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń, to kolejna z inicjatyw branży ukierunkowanych na walkę z pandemią.

– Osiemnastu ubezpieczycieli przystąpiło do wspólnej inicjatywy rozpoczętej przez Polską Izbę Ubezpieczeń. Celem jest pomoc GIS-owi i sfinansowanie call center, które będzie w pierwszej linii pomocy obywatelom, osobom, które podejrzewają lub mają koronawirusa – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Call center ma odciążyć GIS od tysięcy telefonów każdego dnia. Ludzie często potrzebują bardzo podstawowych odpowiedzi, podczas gdy pracownicy GIS-u powinni zajmować się już tymi osobami, które są w poważnym stanie i potrzebują fachowej pomocy.

Osób z objawami czy przebywających na kwarantannach przybywa lawinowo. Dlatego infolinia GIS-u jest przeważnie zajęta, a pracownicy call center fizycznie nie są w stanie obsłużyć tysięcy telefonów dziennie. Dodatkowe call center dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego powinny znacząco poprawić sytuację.

– To będzie profesjonalne call center, które jest już operacyjne i które dokładnie wie, co ma robić. Konsultanci są przeszkoleni tak, żeby pomagać w zapewnieniu informacji osobom, które tego potrzebują – mówi Jan Grzegorz Prądzyński. – Będzie w nim pracowało 100 konsultantów.

Jak podkreśla, finansowanie dodatkowego call center dla GIS-u to kolejna z inicjatyw branży ubezpieczeniowej, wspierających zarówno medyków walczących z koronawirusem na pierwszej linii, jak i Polaków zmagających się ze skutkami pandemii. W ramach dotychczasowej pomocy branża ubezpieczeniowa m.in. finansowała zakupy sprzętu medycznego i środków ochrony osobistej dla medyków, pomoc prawną dla przedsiębiorców, a także bezpłatną pomoc psychologiczną i telemedyczną dla ubezpieczonych.

 

 

POBIERZ poradnik ćwiczeń dla pocovidowców i WYDRUKUJ

Po przebytej chorobie, każdej chorobie niebagatelnego znaczenia nabiera rehabilitacja. Tym bardziej gdy dotyczy ona ozdrowieńców po COVID-19. Warto pobrać tę broszurę, bo nie wiadomo kiedy może się przydać, a pomocna może być w rehabilitacji po innych chorobach układu oddechowego.

 Broszura „Wsparcie w samodzielnej rehabilitacji po przebyciu choroby związanej z COVID-19” prezentuje zbiór podstawowych ćwiczeń oraz porad dla osób dorosłych, które doświadczyły poważnego pogorszenia stanu zdrowia i zostały przyjęte do szpitala z rozpoznaniem infekcji COVID-19. Krajowej Izby Fizjoterapeutów (KIF) przetłumaczyła oryginalny poradnik WHO „Support for rehabilitation self-management after COVID-19-related illness” i dostosowała dokument do potrzeb polskich pacjentów. Nakładem Izby wydrukowano 10 tys. egz.

Załącznik do pobrania, to broszura o objętości tylko 26 stron. Nie trzeba więc szukać wydania KIF, bo pewnie już się rozeszło. Można je tanio i szybko wydrukować na domowej drukarce.

Zachęcamy. Wiedzy nigdy nie za dużo. I profilaktyki zdrowotnej również.

 

 

 

Pamiętajmy, że nie jest to ostatnia epidemia, a nawet pandemia

Samoistne wygaśnięcie pandemii jest możliwe, ale pewnie musielibyśmy czekać na to wiele lat. Prawdopodobnie na początku roku 2021 pojawi się na rynku przynajmniej jedna szczepionka. Niezależnie od tego, pamiętajmy, że nie jest to ostatnia epidemia, a nawet pandemia – mówi prof. Robert Flisiak, z którym rozmawiał „Medyk Białostocki”,

To miesięcznik wydawany przez Uniwersytet Medyczny w Białymstoku. Z kierownikiem Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii w tej uczelni w połowie września rozmawiała Katarzyna Malinowska-Olczyk. Wywiad opublikowano w w połowie paździewrnika. Tu można przeczytać go w całości. Publikujemy fragmenty, zachęcamy do lektury w „Medyku Białostockim”.

Co wiemy po pół roku trwania pandemii?
(…) Oczywiście w porównaniu z marcem zmieniło się to, że nie musimy martwić się o środki ochrony osobistej, testujemy nowe sposoby zabezpieczania siebie i pacjentów, tak by minimalizować uciążliwość warunków pracy. Z jednej strony weszliśmy w pewną rutynę. Ale z drugiej strony mamy większe poczucie satysfakcji. Możemy zaoferować pacjentom sposób leczenia, co do którego skuteczności jesteśmy coraz bardziej przekonani, a to za sprawą własnego, polskiego, koordynowanego w Białymstoku badania w ramach projektu SARSTer, który objął już ponad 1500 chorych leczonych w 30 ośrodkach.

W Polsce COVID-19 przebiega dość łagodnie i pomimo że nie całkiem wiadomo, dlaczego tak się dzieje, powinniśmy korzystać z tego poprzez rozsądne rozluźnianie obostrzeń, tam gdzie jest to wskazane. Oddziały zakaźne przez pół roku były „zamrożone” wyłącznie dla COVID-19. Teraz robimy wszystko, żeby zająć się pacjentami z innymi chorobami zakaźnymi, którzy niestety mogą zapłacić najwyższą cenę za przesadne skoncentrowanie się polskiej opieki zdrowotnej na SARS-CoV-2. Mam na myśli głównie zakażonych HIV, HCV i HBV. Zaległości w ich diagnozowaniu i leczeniu będziemy odrabiać przez lata (…).

(…) Już najwyższy czas, abyśmy starali się żyć na tyle normalnie, na ile to możliwe, zachowując podstawowe zasady bezpieczeństwa. Niestety świat zapatrzony w rozpowszechnione przez media i internet obrazy z Wuhan i Lombardii nie uświadamia sobie, że COVID-19 to nie Ebola z 70 proc. śmiertelnością. Nie powinniśmy się bać samego wirusa, bo on wcale nie jest najgroźniejszym z tych, jakie natura stworzyła, lecz irracjonalnych zachowań ludzkich, które w opiece zdrowotnej mogą powodować poważne zagrożenia dla zdrowia i życia pacjentów.

Czy jest jakiś kraj w świecie, którego postępowanie epidemiologiczne się Panu podoba?
Przede wszystkim cenię sobie konsekwencję w postępowaniu Korei Południowej, w której decyzje są podejmowane zgodnie z wiedzą ekspertów, a nie kaprysów polityków. Poza tym powinniśmy skorzystać z doświadczeń Szwedów, którzy popełnili błędy, ale wyciągali z nich wnioski, pozostawiając dużo swobody obywatelom. Oczywiście zapłacili za to wysoką cenę w postaci wysokiej śmiertelności (…).

Jak Pan widzi koniec pandemii? Czy sama wygaśnie? Czy raczej pomoże dopiero szczepienie się?
Samoistne wygaśnięcie pandemii oczywiście jest możliwe, ale jeśli spojrzymy, jak pomału narasta odporność stadna, to musielibyśmy czekać na to wiele lat. Możemy oczywiście liczyć na selekcję szczepów mniej zjadliwych, na co może wskazywać obserwowany aktualnie łagodniejszy, jak się wydaje, przebieg kliniczny choroby. Najbliższe miesiące, szczytu zakażeń grypopodobnych pokażą, na ile trend ten utrzyma się lub nawet pogłębi. Niezależnie od tego wiele wskazuje na to, że na początku roku 2021 pojawi się na rynku przynajmniej jedna szczepionka. W oparciu o dostępne informacje wierzę, że będzie skuteczna, ale dopiero masowe szczepienia ujawnią jej mocne i słabe strony. Niezależnie od tego, pamiętajmy, że nie jest to ostatnia epidemia, a nawet pandemia. Wcześniej czy później pojawią się kolejne, więc wyciągnięcie wniosków na przyszłość jest koniecznością.

 

Po 22 listopada tymczasowy szpital będzie mógł przyjmować chorych

Tak jak kiedyś Andrzej Gołota był „ostatnią nadzieją białych”, tak szpitale tymczasowe mają być „ostatnią deską ratunku” w sytuacji, gdyby „zwykłe” szpitale były zapełnione do cna przez pacjentów covidowych. Taka tymczasowa lecznica powstaje w największej hali Międzynarodowego Centrum Kongresowego w Katowicach.

22 października zapadła decyzja, że w tym miejscu powstanie tymczasowy szpital. Dlaczego w tym, a nie innym? Dogodne położenie w centrum miasta, dobra infrastruktura oraz możliwość sprawnego dostosowania obiektu do odpowiednich standardów – wyjaśniał Śląski Urząd Wojewódzki. Szpital będzie, jak innego tego rodzaju placówki, zarządzany przez MSWiA, w katowickim przypadku – przez SP ZOZ MSWiA im. Grzegorza Załogi. Teraz trwa budowa. Byliśmy tam. Co zobaczyliśmy, widać na zdjęciach.

Dopowiedzieć trzeba, że w szpitalu będzie 500 łóżek, w tym 100 respiratorowych. Zapytaliśmy wojewodę śląskiego Jarosława Wieczorka o przewidywany termin zakończenia prac. Wojewoda powiedział, że prace prowadzone są według harmonogramu, a z niego wynika, że wszystko będzie gotowe po 22 listopada.

Dyrektor szpitala MSWiA, dr n. med. Piotr Grazda poinformował nas o tzw. sprawach kadrowych. Wiadomo, że gdyby w szpitalu były zajęte wszystkie łóżka, czyli pół tysiąca (dla porównania: największy szpital w Polsce ma łóżek 900), to do obsługi pacjentów trzeba byłoby 120 lekarzy i 450 osób pozostałego personelu medycznego i techniczno-pomocniczego.

„Tworząc tymczasowy szpital dedykowany walce o zdrowie i życie ludzi zakażonych wirusem SARS-CoV-2, zwiększamy możliwości śląskiej służby zdrowia w leczeniu chorych, u których choroba wymaga specjalistycznego leczenia szpitalnego lub intensywnej opieki medycznej...”. Wiadomo, jak w Polsce rzecz ma się z kadrami medycznymi, tym bardziej w pandemicznym czasie. Na anons umieszczony m.in. na specjalnej stronie internatowej odpowiedziało 200 osób, w tym 20 lekarzy. Personelu medycznego będzie tyle, ile będzie wynikało z bieżących potrzeb – zapewnia dyrektor Grazda.

Miejmy nadzieję, że nie trzeba będzie korzystać z bazy w tymczasowych szpitalach.

O przyczynach śmierci niemowlaka - SARS-CoV-2 czy wada wrodzona?

W środę (3 listopada) Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Katowicach podała w codziennym covidowym komunikacie, że w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach zmarł 4-miesięczny chłopczyk, zainfekowany przez SARS-CoV-2. W czwartek lecznica opublikowała oświadczenia.

Lekarze przez tydzień walczyli o życie niemowlaka. Niemowlak z powiatu cieszyńskiego trafił do Centrum już z wykonanym dodatnim testem w kierunku koronawirusa. Został przyjęty 19 października 2020 w stanie bardzo ciężkim, z obciążonym wywiadem chorobowym, na Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii.

- U dziecka występowała ciężka niewydolność oddechowa i krążeniowa, która w kolejnych dniach, pomimo wielokierunkowego intensywnego leczenia, przekształciła się w niewydolność wielonarządową. Stan pacjenta nie poprawił się. 1 listopada 2020 chłopiec zmarł. Jesteśmy głęboko zasmuceni tym tragicznym zdarzeniem. Rodzinie przekazujemy wyrazy głębokiego współczucia i wsparci - podał Wojciech Gumułka, rzecznik prasowy GCZD.

Ze względu na dobro rodziny zmarłego dziecka, GCZD postanowiło nie udzielać już jakichkolwiek innych informacji w tej sprawie. Nie będzie więc wiadomo, czy i w jakim stopniu koronawirus przyczynił się do śmierci dziecka. Na początku epidemii w USA (Luizjana) dzień po porodzie zmarł noworodek, którego matka była zakażona koronawirusem. Według lekarzy dziecko zmarło ze względu na powikłania związane z COVID-19.

 

Społeczeństwo nie rozumie celu wprowadzania części obostrzeń

Potrzebna jest więc nowa strategia komunikacyjna rząd-społeczęństwo. Wpierw zaistnieje nowa strategia przeciwepidemiczna, którą resort zdrowia ma przedstawić w pierwszym tygodniu listopada, to sygnał, że sytuacja w Polsce jest już bardzo poważna. Dlatego, że idzie o to, by nie doszło do takiej zapaści służby zdrowia, z jaką wiosną borykały się kraje południa Europy.

Coraz większym problemem jest też leczenie chorych niecovidowych, np. pacjentów onkologicznych czy kardiologicznych, dla których nie ma miejsc w szpitalach lub którzy wstrzymują się z wizytami u specjalistów.

– W Polsce, podobnie jak w krajach, które przeżywały takie katastrofalne sytuacje wiosną, sytuacja jest szczególnie trudna w tych regionach, gdzie mamy dysproporcję pomiędzy liczbą ciężkich przypadków covidowych wymagających hospitalizacji a liczbą łóżek i zasobami kadrowymi. To są dwa wąskie gardła – mówi agencji Newseria Biznes Maria Libura, ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego i Collegium Medicum na UWM w Olsztynie, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej.

Sytuacja jest dynamiczna.

Głównym problemem są braki wolnych łóżek w szpitalach, respiratorów i kadry, bo część medyków trafia na kwarantanny bądź choruje.

W poniedziałek media poinformowały też o kolejnym przypadku 61-letniego pacjenta, który z braku wolnych miejsc zmarł w karetce pod szpitalem w Siemiatyczach na Podlasiu. Wcześniej podobny przypadek miał miejsce w Nysie. W związku z pogarszającą się sytuacją minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że resort opracowuje nową, trzecią już strategią walki z koronawirusem, której szczegóły mają być znane w najbliższych dniach.

– Z tonu wypowiedzi słychać, że sytuacja jest rzeczywiście bardzo poważna, bo sam minister zdrowia Adam Niedzielski określił ją jako zmianę dotychczasowej filozofii – z takiej, w której koncentrujemy się na walce z pandemią, na taką, w której bardziej bronimy system przed przeciążeniem. De facto to już jest strategia awaryjna, której celem jest ochrona przed takimi scenariuszami, które wiosną oglądaliśmy w krajach południa Europy – podkreśla Maria Libura.

W nowej strategii ma zostać wprowadzona automatyczna kwarantanna dla współdomowników osób z dodatnim wynikiem testu na SARS-CoV-2. To oznacza, że nie będą oni musieli już czekać na telefon i informację z sanepidu. Minister zdrowia zapowiedział też tworzenie kolejnych szpitali tymczasowych i zwiększanie liczby miejsc w izolatoriach. Kolejna zmiana to testy antygenowe, które u pacjentów objawowych będą taką samą podstawą stwierdzenia koronawirusa jak testy PCR.

– To jest dobrym posunięciem, właściwie koniecznym, ze względu na lawinę nowych zakażeń, pomoże to udrożnić np. przyjmowanie chorych w szpitalach. Z drugiej strony, to też ilustruje powagę sytuacji, w której się znaleźliśmy i skalę pandemii w Polsce – mówi Maria Libura.

Narastającym problemem w służbie zdrowia są też pacjenci, którzy zmagają się z chorobami innymi niż COVID-19. W części przypadków ich leczenie może poczekać, ale są takie obszary jak kardiologia czy onkologia, gdzie opóźnienie jest groźne i może znacząco pogarszać rokowania.

– Tutaj też potrzebna jest inteligenta strategia, która pozwoli opanować problem pacjentów bez COVID-19, nie dopuścić do tego, żeby czekali ci, którzy potrzebują szybkiej interwencji medycznej – podkreśla Maria Libura. – Wszystko wskazuje na to, że tsunami różnych problemów medycznych, które wynikają nie z COVID-19, ale z odkładania na później i niezgłaszania się do lekarza, może być w ostatecznym rozrachunku większe niż sama pandemia. Drugi aspekt to brak możliwości wykorzystania kapitału opiekuńczego rodziny odwiedzającej pacjentów, co do tej pory wspomagało polski system zdrowia. Na ten uszczuplony personel medyczny spada dodatkowo to, że rodziny nie mogą przychodzić i zajmować się swoimi bliskimi w szpitalach.

Ekspertka z Collegium Medicum olsztyńskiego uniwersytetu ocenia, że w tej chwili polski system służby zdrowia w dużej mierze funkcjonuje dzięki postawie kadry medycznej, która pracuje nierzadko na wydłużających się ponadplanowo dyżurach, a także dzięki kreatywnemu myśleniu osób walczących z pandemią.

– To, że powstają np. śluzy zrobione naprędce z folii i srebrnej taśmy, pokazuje, że system wciąż działa m.in. dzięki polskiemu przyzwyczajeniu do improwizacji, radzenia sobie w sytuacjach trudnych poprzez stosowanie rozwiązań prowizorycznych. W takiej trudnej sytuacji okazuje się to pewnym atutem, ale na pewno nie jest to paliwo, które pozwoli długo tym systemem kierować – mówi Maria Libura.

Jak podkreśla, w tej chwili dla rządu głównym wyzwaniem jest inteligentne zarządzanie bazą łóżek covidowych i wolnych respiratorów. Natomiast w dłuższej perspektywie, po opanowaniu kryzysu, potrzebna jest radykalna zmiana strategii komunikacyjnej, bo społeczeństwo nie rozumie celu wprowadzania części obostrzeń i zwyczajnie się do nich nie stosuje. Bez tego zrozumienia i przestrzegania zasad trudno będzie przetrwać okres jesienno-zimowy.

 

Polski system ochrony zdrowia wspomogą лікарі i лекары?

O tym, że w Polsce brakuje lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych wiadomo nie o dziś. Od, powiedzmy, wczoraj wiadomo, że personelu medycznego nie przybędzie, a tzw. potrzeby kadrowe są duże. Tylko do powstającego szpitala tymczasowego w katowickim Międzynarodowym Centrum Kongresowym potrzeba 450 osób personelu medycznego.

Oczywiście, można jeszcze kogoś „niezagospodarowanego” zachęcić. Choćby pieniędzmi. „Przy 15 tys. łóżek i odpowiedniej liczbie lekarzy, koszty ocenialiśmy na ok. 100 mln zł miesięcznie. Jednak liczba łóżek stale rośnie, dodatkowo uruchamiane są szpitale tymczasowe, coraz więcej łóżek dla pacjentów z COVID-19 jest tworzona przy szpitalach pierwszego poziomu, więc i koszty wzrosną. Dziś za wcześnie na takie szacowanie” - wyjaśnia „Dziennikowi Gazecie Prawnej” wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski, wiceminister zdrowia.

Gdzie szukać potencjalnych rezerw, skoro medyków w Polsce jest zbyt mało?

Przypomnijmy: u nas statystycznie na 1000 mieszkańców przypada 2,4 lekarza.

To klasyfikuje nas, w takim rankingu, na samym dole europejskiej tabeli.

To gdzie Ministerstwo Zdrowia, NFZ, rząd mają szukać chętnych, by użyć wojskowego języka, do służby na froncie? Może w POZ-ach? Raczej nie. Bo trzeba byłoby dać lekarzom rodzinnym 100-proc. covidowe. Na to nie zanosi się, bo – jak rzecze wiceminister Gadomski – „Dodatkowe finansowanie dla lekarzy rodzinnych oznaczałoby, że musimy wyłożyć drugie 13 mld zł rocznie. A przecież już przeznaczyliśmy dodatkowe pieniądze dla POZ. Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej za opiekę nad pacjentem z koronawirusem otrzymują od 40 do 100 zł”.

To co robić? Gdzie jest pomoc, gdzie jej szukać?

Wychodzi na to, że za granicą. „Będziemy chcieli także zachęcić do pracy lekarzy z zagranicy” – powiada wiceminister, który uważa, że dałoby się ściągnąć ok. tysiąca zagranicznych lekarzy. Oczywiście nie z Niemiec, czy Francji (chyba, że byliby to wolontariusze), ale z nieco mniej bogatych państw. „Jesteśmy otwarci na wszystkich lekarzy, natomiast realnie zapewne szanse są na lekarzy zza wschodniej granicy, głównie Białoruś i Ukraina, głównie ze względu na mniejszą barierę językową”.

I tu jest problem, którego nie da się rozwiązać w tydzień, a taki szpital w MCK ma być skonstruowany w 3 tygodnie. Chodzi o to, że samorząd lekarski nie zamierza się zgodzić na to, by pacjentów w Polsce leczyli lekarze bez nostryfikacji tylko dlatego, że lekarzy brakuje, a przyjezdni potrafią mówić po polsku. „Wielu lekarzy jest też w trakcie procedury uzyskania nostryfikacji dyplomu. To osoby, które szybciej będą miały szanse pracować w Polsce” – dopowiada wiceminister Gadomski.

Rok temu w Polsce pracowało 1,6 tys. lekarzy-cudzoziemców. Najwięcej z Ukrainy (470), potem z Białorusi (231), Niemiec (137), Rosji (62), Republiki Litewskiej (57), Syrii (47), USA (43), Szwecji (42) oraz Republiki Czeskiej (39). Już wówczas Ministerstwo Zdrowia pracowało nad wprowadzeniem przepisów, które umożliwiłby zatrudnianie na czas określony, nie dłuższy niż 5 lat, lekarzy i lekarzy dentystów, którzy uzyskali tytuł specjalisty poza granicami UE.

Tak wtedy, jak i teraz Naczelna Izba Lekarska, była sceptycznie nastawiona do takich pomysłów. Przypomina, że procedura nostryfikacji dyplomu trwa kilka lat. I nie wystarczy to, gdy zakończy się z pozytywnym wynikiem, by taki lekarz mógł pracować w Polsce. Musi jeszcze zdać ezgamin z języka polskiego i równie trudny Lekarski Egzamin Końcowy, taki, który zdają wszyscy absolwenci studiów na kierunku lekarskim.

 

Stary COVID-19, nowa definicja dla nadzoru epidemiologicznego

Główny Inspektorat Sanitarny opublikowało w sobotę (31 października) na swojej stronie „DEFINICJĘ PRZYPADKU COVID‐19 NA POTRZEBY NADZORU EPIDEMIOLOGICZNEGO NAD ZAKAŻENIAMI WIRUSEM SARS-CoV-2”.

GIS podaje m.in. kryteria kliniczne, diagnostyczne i epidemiologiczne konieczne przy definiowaniu przypadków zachorowania na Covid-19.

Kryteria kliniczne
Każda osoba u której wystąpił co najmniej jeden z poniższych objawów:
• kaszel,
• gorączka, 
• duszność,
• utrata węchu o nagłym początku,
• utrata lub zaburzenia smaku o nagłym początku.

Kryterium diagnostyki obrazowe:
• zmiany w obrazie radiologicznym płuc wskazujące na COVID‐19 

Kryteria laboratoryjne:
• wykrycie kwasu nukleinowego SARS-CoV-2  z materiału klinicznego,
• wykrycie antygenu/ów wirusa SARS-CoV-2 w teście antygenowym.

Kryteria epidemiologiczne
Każda osoba, która  w okresie 14 dni przed wystąpieniem objawów spełniała co najmniej jedno z następujących kryteriów:

1) miała bliski kontakt z osobą, u której stwierdzono zakażenie SARS-CoV-2 (kontakt z przypadkiem potwierdzonym lub prawdopodobnym). Jako bliski kontakt należy rozumieć:

• przebywanie w bezpośredniej bliskości (twarzą w twarz) z osobą chorą, w odległości mniejszej niż 2 m przez ponad 15 minut,
• bezpośredni kontakt fizyczny z osobą zakażoną wirusem SARS-CoV-2,
• bezpośredni kontakt bez środków ochronnych z wydzielinami osoby z COVID‐19 (np. dotykanie zużytej chusteczki higienicznej, narażenie na kaszel osoby chorej), 

kontakt na pokładzie samolotu lub innych środków transportu zbiorowego obejmujący:
a) osoby zajmujące dwa miejsca (w każdym kierunku) od osoby z COVID‐19,
b) osoby towarzyszące w podróży lub sprawujące opiekę nad osobą z COVID‐19, członkowie załogi obsługujący sekcję, w której znajduje się chory.

Uwaga: w przypadku ciężkich objawów u osoby z COVID‐19 za bliski kontakt należy uznać wszystkich pasażerów znajdujących się w sekcji lub na pokładzie środka transportu, w której ta osoba przebywała, a w przypadku   jej przemieszczania się po środku transportu na całym jego pokładzie.

personel medyczny lub inna osoba bezpośrednio opiekująca się chorym z COVID‐19 lub osoba pracująca w laboratorium bezpośrednio z próbkami osób z COVID‐19 bez odpowiedniego zabezpieczania lub w przypadku gdy doszło do uszkodzenia stosowanych środków ochrony osobistej lub w przypadku stwierdzenia ich nieprawidłowego zastosowania

2) przebywała (jako pensjonariusz) lub była członkiem personelu w placówce opiekuńczej/opieki długoterminowej, w której potwierdzono transmisję COVID‐19...

 

Pełna treść komunikatu dostępna w tym miejscu.

 

 

 



 

Marszałek, metropolita katowicki i ratownicy apelują

Jakub Chełstowski, abp Wiktor Skworc i ratownicy katowickiego Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego zaapelowali (29 października) do mieszkańców, by pozostali w domach, bo tylko w ten sposób można najskuteczniej przerwać transmisję coraz bardziej zabójczego koronawirusa. „Ilość ocalonych istnień, to wypadkowa naszej świadomości. Bądźmy odpowiedzialni!” – przekazują we wspólnym stanowisku.

– Znaleźliśmy się w bardzo trudnym momencie związanym z epidemią koronawirusa. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że druga fala tej niezwykle groźnej dla zdrowia i życia pandemii uderzyła z podwójną siłą. Z jej skutkami boryka się w tej chwili cały świat, walka z wirusem jest dziś bodaj największym wyzwaniem, z jakim musimy się wszyscy zmierzyć. Stąd apeluję, by pozostać w domach, ograniczyć możliwie wzajemne kontakty, stosować ścisłe zasady społecznego dystansu. To nie jest właściwy moment na gromadzenie się w miejscach publicznych. Rozumiem, że mamy wiele problemów do rozwiązania, ale to nie jest właściwy moment, by dokonywać tego gremialnie. Dobro najwyższe – a takim przecież jest nasze zdrowie i życie – winno stać ponad podziałami, ponad wszelkimi poglądami. Dziś sprawą sumienia jest przede wszystkim ochrona tego dobra. Nie mam wątpliwości, że łamiąc te zasady, przyczynimy się do dalszego rozprzestrzeniania się wirusa, czego efekty będą tragiczne – stwierdził marszałek śląski.

Ministerstwo Zdrowia podało, że minionej doby w kraju wykryto SARS-CoV-2 u ponad 20 tys. osób , zmarło 301 chorych.

Jaku Chełstowski zaapelował do mieszkańców, polityków, samorządowców, do wszystkich ludzi dobrej woli: „zostańmy w domach, nie przekraczajmy granicy prawa, którą jest potencjalne sprowadzanie zagrożenia epidemicznego na innych. Wielu z nas, może tę chorobę przechodzić bezobjawowo. Ale nieświadomie przenosząc je na osoby o obniżonej odporności, w tym na seniorów – stwarzamy im śmiertelne zagrożenie. Nie doprowadzajmy jednocześnie do zapaści w służbie zdrowia. Pamiętajmy, że pośrednio jesteśmy także odpowiedzialni za ludzi, którym powierzamy ratowanie ludzkich istnień. Miejmy na względzie również ich dobro. Wierzę w wasz rozsądek i odpowiedzialność. Czekam na dzień, gdy spotkamy się w lepszej rzeczywistości, wolnej od choroby siejącej dziś grozę. Ale bez solidarności, wspomnianej już wzajemnej odpowiedzialności, nie pokonamy niebezpieczeństwa związanego z COVID-19. Bądźmy tego świadomi. Bardzo o to proszę!

Szczególne słowa do wiernych skierował metropolita katowicki, arcybiskup Wiktor Skworc. „Bóg w swoim miłosierdziu wychodzi nam zawsze na spotkanie. Niestrudzenie wzywa każdego z nas do tajemniczego spotkania z Nim na modlitwie. Jedną z form modlitwy jest błagalna prośba. Przez modlitwę prośby wyrażamy świadomość naszej relacji z Bogiem oraz wiarę, że to On jest Panem naszego losu i życia. Mając na uwadze aktualny kontekst, w którym żyjemy, wzywam Was do modlitwy i postu w intencjach ustania pandemii, a także o pokój i ład społeczny w naszej Ojczyźnie. Oddając Bożej Opatrzności nasze aktualne intencje i wzywając wstawiennictwa Matki Bożej Piekarskiej, Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej, życzę wam, Drodzy Bracia i Siostry, łaski zdrowia oraz pokoju” – napisał hierarcha w przesłaniu do mieszkańców województwa.

Tego, jaką pracę wykonują w epidemicznej rzeczywistości, wyjaśniać nie trzeba.

Nie mamy chwili wytchnienia, właściwie co chwilę jest ktoś potrzebujący pomocy. Jesteśmy o krok od utraty wydolności. My już nie prosimy, my błagamy o to, aby ludzie zostali w domach, nie wychodzili, ograniczali kontakty ze sobą, a jeśli już muszą z kimś się spotkać, koniecznie niech zachowują społeczny dystans. Tylko tak możemy przerwać transmisję tego coraz bardziej zabójczego wirusa – apelował Piotr Szwedziński, ratownik medyczny WPR w Katowicach.

– Ile z nas zostanie w domu, tylu zdołamy potencjalnie uchronić od zakażenia koronawirusem. Te liczby stają się coraz bardziej dramatyczne, wręcz przerażające. Weźmy sobie to do serca. Sytuacja pogarsza się z godziny na godzinę. Zahamowanie rozprzestrzeniania się wirusa zależy przede wszystkim od nas samych. Nie lekceważmy tego – konkluduje Łukasz Pach, dyrektor katowickiego WPR.

 

 

Kto teraz wystawia L4/eZLA izolowanemu pacjentowi?

Już nie lekarz. Zatrudniający uzyskują tę informację od ZUS.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych pobiera informacje z Centralnego Systemu EWP, bo to nim zapisane są dane o obowiązku kwarantanny i izolacji pacjentów.

Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia, po zasięgnięciu opinii w ZUS, podał, że dane umieszczone w systemie EWP będą przekazywane na profile pracodawców i przedsiębiorców jako płatników, aby potwierdzić terminy kwarantanny lub izolacji pracownika.

ZUS 22 października zakomunikował: „Zakład Ubezpieczeń Społecznych będzie pozyskiwać dane o osobach, które obywają kwarantannę lub przebywają w izolacji domowej. ZUS będzie udostępniał te informacje płatnikom składek. Informacje o kwarantannie lub izolacji są niezbędne do wypłaty zasiłków chorobowych i opiekuńczych. Osoby, które zostały skierowane na kwarantannę lub są objęte izolacją domową i ubiegają się o wypłatę zasiłku, nie muszą już dostarczać decyzji sanepidu do ZUS lub pracodawcy. Nie muszą też mieć zwolnienia lekarskiego z powodu przebywania w izolacji domowej”.

– Natomiast jeśli pracownik czuje się źle i jest niezdolny do pracy, powinien zgłosić ten fakt pracodawcy, a ten zobowiązany jest wystąpić z wnioskiem do ZUS o wypłacenie zasiłku chorobowego – informuje Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia. – Jeśli czuje się dobrze, jest bezobjawowy lub skąpoobjawowy, chce pracować, a pracodawca wyraża zgodę na pracę zdalną, wówczas pracownik nie występuje o świadczenie chorobowe do ZUS i otrzymuje pełne wynagrodzenie. Natomiast jeśli, z powodu złego stanu, nie może pracować zdalnie, to aby uzyskać wypłatę zasiłku chorobowego z ZUS z powodu izolacji lub kwarantanny, musi poinformować o tym swojego pracodawcę, a ten zobowiązany jest wystąpić z wnioskiem do ZUS o świadczenie chorobowe – podkreśla prezes PPOZ.

A tak wyglądał epidemiczny ranek (28 października) w danych przekazanych przez Ministerstwo Zdrowia:
• nowych przypadków: 18 820,
• zgonów: 236,
• hospitalizowanych 13 931, w tym wymagających respiratorów:1150 pacjentów,
• 479 tys. osób jest objętych kwarantanną,
• od początku epidemii wyzdrowiały 123 504 osoby.

 

Jak światła sygnalizacyjne na przejściu dla pieszych

Akcja nazywa się STOP2COVID i ma wspierać działania przeciwepidemiczne, a ściślej ujmując: DDM, czyli dystans, dezynfekcje, maseczka. Zakłada noszenie opaski na nadgarstku. Zależnie od koloru (czerwony lub żółty) ma ona symbolizować formę akceptowanego dystansu społecznego oraz towarzyszących zasad bezpieczeństwa.

Opaska na nadgarstku ma być sygnałem o preferowanym dystansie społecznym w czasach pandemii. Akcja ma usprawniać komunikację międzyludzką. Zachęca do noszenia na nadgarstku opaski informującej napotkane osoby o preferowanym przez jej posiadacza dystansie społecznym.

– Koncepcja projektu zrodziła się w relacjach międzyludzkich. W celu ułatwienia komunikacji z naszymi bliskimi oraz współpracownikami stworzyliśmy opaski na rękę w dwóch kolorach. Mają one przypominać o codziennych zasadach bezpieczeństwa w kontakcie z otoczeniem – wyjaśnia koordynatorka projektu Magdalena Słowińska. 

Opaska w kolorze żółtym oznacza zachowanie dystansu społecznego 2 metrów. Symbolizuje również pracę w biurze, zgodę na wspólny lunch, korzystanie z miejsc kultury i wypoczynek poza domem.

Opaska czerwona symbolizuje preferowanie jak największego dystansu, pracę zdalną, witanie się na odległość, wolny czas wyłącznie z bliskimi i kameralny urlop.

– Badania naukowe i praktyka kliniczna wykazują, że zachowanie określonego dystansu zmniejsza szanse zarażenia. Wirus podróżujący na kropelkach pary wodnej wraz z siłą ciężkości opada na powierzchnię ok. 1,5 metra od osoby, która emituje wirusa z wydychanym powietrzem – tłumaczy dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Izby Lekarskiej do walki z COVID-19.

Projektowi towarzyszy akcja przekazywania środków higieny osobistej szpitalom, noclegowniom, domom pomocy społecznej oraz instytucjom kultury. Każdy zakupiony zestaw składający się z 50 opasek oznacza zatem 50 maseczek dla tych, którzy najbardziej ich potrzebują. Pomysł zainteresował do tej pory już kilkanaście podmiotów.

– Diabetycy podobnie jak inne osoby z chorobami przewlekłymi są zdecydowanie bardziej narażeni na ryzyko związane z koronawirusem. Dlatego musimy się wzajemnie wspierać i pomagać w zachowaniu dystansu społecznego. Z tego względu popieramy ideę noszenia opasek – stwierdziła prezes Fundacji „Słodziaki”, Aleksandra Myczkowska-Utrata. 

 Więcej o akcji na stronie jej organizatora.

 

Wieści

Ostatnie wideo

Podziękowania

POBIERZ poradnik ćwiczeń dla pocovidowców i WYDRUKUJ

10 listopada 2020

Od Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Katowicach

3 listopada 2020

Z okazji DRM od Komendy Wojewódzkiej Policji

16 października 2020

Strażacy ratownikom z okazji DRM

15 października 2020

Prezydent Katowic z życzeniami dla ratowników

15 października 2020

Życzenia na DRM od wiceministra zdrowia

15 października 2020

Z Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa życzenia na DRM

15 października 2020