Nieopublikowane

Aby zostać dyspozytorem medycznym trzeba być pielęgniarką ratunkową lub ratownikiem medycznym z pięcioletnim doświadczeniem w SOR lub właśnie w karetce.

Niestety w dzisiejszych czasach bardzo trudno jest zostać ratownikiem medycznym. Setki szkół otwierają  kierunki przeznaczone dla ratowników medycznych, które niestety najczęściej kształcą przyszłych bezrobotnych. Obecnie jedyna droga dostania pracy w tym zawodzie to kariera kierowcy – ratownika medycznego.

Jednak jeżeli ktoś jest prawdziwym pasjonatem to może zacząć od na przykładu wolontariatu podczas studiów medycznych i tam zacząć jeździć nie zarabiając ani grosza. Następnie można starać się o kontrakt w wybranej przez nas jednostce ratowniczej i jeżeli pokażemy się z dobrej strony to możemy starać się o stały etat.

Dyrektor fota 3-1

- W polskiej medycynie ratunkowej nastąpił ogromny postęp, głównie technologiczny. Ale moje pokolenie lekarzy pamięta jeszcze czasy, gdy w karetkach nie było praktycznie żadnego sprzętu medycznego, poza noszami. Mieliśmy tylko leki, a monitorowanie pacjenta sprowadzało się do mierzenia mu ciśnienia i tętna.

Dziś mamy w WPR w Katowicach ambulanse wyposażone w sprzęt na najwyższym światowym poziomie, m.in. do defibrylacji, resuscytacji, intubacji, wentylacji czy monitorowania pacjentów. Nasze zespoły ratownictwa medycznego w ubiegłym roku wykonały prawie 36 tysięcy EKG dorosłym pacjentom i 430 dzieciom oraz prawie 3350 teletransmisji.

Z roku na rok rośnie nam ilość wysyłanych zapisów EKG do jednostek wyższej referencyjności oraz do oddziałów kardiologii interwencyjnej. System teletransmisji stał się już standardem na obszarze naszego działania. Lepiej wszak dla pacjenta jest zrobić mu EKG i teletransmisję na miejscu zdarzenia niż narażać go na niepotrzebny transport. Tym bardziej że nasz system ratowania pacjentów z ostrymi zespołami wieńcowymi jest na takim samym poziomie, jak w Europie Zachodniej.

Dynamicznie rozwija się też farmakologia i sektor produkcji medycznego sprzętu ratowniczego, a także samochodowego. Gdy jeden producent, np. defibrylatorów, bardziej udoskonali ich pracę, to drugi natychmiast chce być jeszcze lepszy. Podobnie jest z ambulansami. Ich wnętrza muszą być tak wykonane, aby nie tylko pacjent czuł się w nich komfortowo podczas transportu, ale i ratownicy medyczni mogli bezproblemowo wykonywać swoją pracę i monitorować chorego lub rannego.

Nowe medyczne czynności ratunkowe, nowe procedury, nowe lekarstwa, nowa aparatura i sprzęt medyczny, a poniekąd także nowe ambulanse nakładają na ratowników obowiązek ciągłego doskonalenia się. Słowem: muszą być na bieżąco z nowymi rozwiązaniami w medycynie. Dlatego ustawodawca narzuca ratownikom, pielęgniarkom systemowym oraz dyspozytorom medycznym prawo i obowiązek stałego doskonalenia zawodowego w różnych formach kształcenia.

Obecnie zawód ratownika medycznego może wykonywać osoba, która po 30 września 2012 roku zakończyła studia wyższe w zakresie ratownictwa medycznego, obejmujące aktualnie co najmniej 3800 godzin kształcenia i co najmniej 180 punktów ECTS oraz otrzymała tytuł zawodowy licencjata. Natomiast prawo wykonywania zawodu ratownika medycznego przyznaje wojewoda właściwy ze względu na miejsce zamieszkania ratownika medycznego. Przyznanie prawa wykonywania zawodu ratownika medycznego następuje przez wpis do rejestru ratowników medycznych i wydaniu przez wojewodę dokumentu potwierdzającego prawo wykonywania tego zawodu. Rejestr ratowników jest jawny.

Ratownik medyczny ma prawo i obowiązek indywidualnego rozwoju zawodowego poprzez aktualizacje wiedzy i umiejętności w ramach kształcenia podyplomowego i doskonalenia zawodowego. Ustawodawca w 2007 roku określił 5-letni okres edukacyjny. W takim okresie ratownik musi uzyskać minimum 200 punktów edukacyjnych, w tym 120 za udział i pozytywnie zdany egzamin podczas kursu doskonalenia zawodowego. Zaliczenie okresu doskonalenia zawodowego musi być odnotowane w „karcie doskonalenia zawodowego”, którą wydaje urząd wojewódzki.

Systemem doskonalenia zawodowego objęte są również pielęgniarki systemowe i dyspozytorzy medyczni. Jak widać, edukacja ratowników i dyspozytorów medycznych oraz pielęgniarek systemowych nie kończy się na obronie pracy licencjackiej na studiach.

WPR organizuje ponadto wiele kursów dla załogi. To są szkolenia w zakresie nauki języka angielskiego i niemieckiego, wsparcia psychologicznego w trudnych sytuacjach, postępowania w przypadkach zażycia środków psychoaktywnych, doskonalenia techniki jazdy pojazdami uprzywilejowanymi oraz samoobrony. Te szkolenia są bezpłatne dla naszych pracowników.

ARTUR BOROWICZ, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (19.11.2016)

Dyrektor fota 3-1

- Jak co roku 13 października ratownicy medyczni i dyspozytorzy mają swoje święto. Chciałbym z tej okazji wszystkim koleżankom i kolegom pracującym w ratownictwie medycznym złożyć najserdeczniejsze życzenia wszelkiej pomyślności, dobrego zdrowia i szczęścia oraz satysfakcji z wykonywanych codziennych obowiązków, niosąc pomoc ludziom w dramatycznych dla nich okolicznościach. Mniej stresów w trudnych sytuacjach i samych udanych akcji oraz interwencji.

Wiem, jak trudną pracę wykonujecie, bo przecież nie ma nic cenniejszego niż ludzkie życie i zdrowie. A mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że to od Waszego profesjonalizmu na miejscu zdarzenia i doświadczenia zależy późniejsze leczenie szpitalne rannego pacjenta lub chorego.

Ktoś kiedyś mi powiedział, że jesteście „Anonimowymi Aniołami” - wykonujecie sumiennie swoją pracę, przewozicie pacjenta tak szybko, jak to możliwe na szpitalny oddział ratunkowy, a chwilę po tym dyspozytor wysyła Was do kolejnego wypadku lub poważnie chorego. Wyleczony w szpitalu pacjent nawet nie pamięta, kto go uratował.

Przyjmijcie moje podziękowania za pracę pełną poświęcenia i za pasję niesienia pomocy każdemu potrzebującemu bez względu na warunki, w jakich przychodzi Wam to czynić.

O Waszym święcie mało kto wciąż pamięta, bo to święto młode. Ustanowił je Sejm RP dopiero 8 września 2006 roku. Nie jest to jednak dzień wolny od pracy dla naszego środowiska. Bo przecież trudno sobie wyobrazić dzień bez wypadku. W tym miejscu przypomnę, że nasze zespoły ratownictwa medycznego Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach wyjeżdżają na wezwanie co dwie minuty, czyli częściej niż straż pożarna w całym kraju do wszystkich akcji gaśniczych.

Ratownicy medyczni muszą być w pełnej gotowości dwadzieścia cztery godziny na dobę, aby zapewnić każdemu obywatelowi bezpieczeństwo, gdy jego życie lub zdrowie jest zagrożone. Dlatego w całym systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego pracuje około 1500 zespołów ratownictwa medycznego, w województwie śląskim jest ich 155 na dwóch dwunastogodzinnych dyżurach.

Nasze ratownictwo medyczne ma długoletnią historię i tradycję sięgającą połowy XIX wieku. W Poznaniu w latach 1866-1867 działało pierwsze „Stowarzyszenie miejscowe ku wspieraniu rannych na polu bitwy lub chorych wojowników”. Nieco później, na terenie dzisiejszego województwa śląskiego początki ratownictwa medycznego są związane z powstaniem straży pożarnej w Katowicach. W 1896 roku nosiła ona nazwę Stowarzyszenie Ochotniczej Straży Pożarnej i Ratunkowej.

Naszym patronem jest błogosławiony Kościoła rzymskokatolickiego Gerard Tanque (ok. 1050-1120), założyciel Suwerennego Rycerskiego Zakonu Szpitalników Świętego Jana z Jerozolimy, z Rodos i z Malty. Zakon Szpitalników niósł pomoc chorym i działał charytatywnie. Zakładał m.in. szpitale dla zakaźnie chorych. Organizował pielgrzymki do Ziemi Świętej, a dla ochrony pątników oraz transportu zaopatrzenia dla swoich szpitali powołał oddział zaciężnych żołnierzy, którzy stali się z czasem zalążkiem rycerskiego ramienia zakonu. „Statuetka Błogosławionego Gerarda” jest najcenniejszym wyróżnieniem w środowisku ratownictwa medycznego.

Pragnę na koniec jeszcze dodać, że WPR w Katowicach jest aktualnie największą jednostką ratownictwa medycznego w całym kraju i kultywuje tradycje oraz wartości ratownictwa medycznego. Strzeże bezpieczeństwa i zdrowia mieszkańców centralno-zachodniej części województwa śląskiego. Nasza wizja zmierza do doskonałości w zakresie świadczonych usług, poprzez ciągły rozwój kadry medycznej i wykorzystanie wysokospecjalistycznego sprzętumedycznego.

ARTUR BOROWICZ, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (8.10.2016)

Ratownik medyczny jest nietykalny podczas wykonywania obowiązków służbowych

Dyrektor fota 3-1

- Osoba udzielająca pierwszej pomocy lub kwalifikowanej pierwszej pomocy oraz podejmująca medyczne czynności ratunkowe korzysta z ustawowej ochrony przewidzianej w prawie dla funkcjonariuszy publicznych. Kodeks Karny z 6 czerwca 1997 roku wylicza w artykule 222 co grozi za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego: grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienie wolności do lat 3.

Z kolei następny artykuł Kodeksu Karnego mówi o karze pozbawienia wolności nawet do lat 12, jeżeli ratownik lub osoba do pomocy mu przybrana w wyniku czynnej napaści doznali ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Od roku do lat 10 może też sąd skazać osobę, która działając wspólnie i w porozumieniu z inną osobą lub używając broni palnej, noża lub innego podobnie niebezpiecznego przedmiotu albo środka obezwładniającego, dopuszcza się czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego lub osobę pomagającą wykonywać mu czynności służbowe.

Również za samo znieważenie ratownika medycznego czy dyspozytora medycznego podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienie wolności do roku. Do tego można dodać jeszcze § 3 z artykułu 226 Kodeksu Karnego, który za publiczne poniżenie konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej nakazuje ukarać sprawcę ograniczeniem wolności albo pozbawieniem wolności do lat 2.

Mimo tak dotkliwych kar sądowych, grożących za utrudnianie nam akcji lub interwencji ratowniczych, przypadków obrażania ratowników medycznych i czynnego ich atakowania odnotowujemy od kilku lat coraz więcej. Zastanawiam się, czy takie, delikatnie mówiąc bezmyślne zachowanie świadków wypadków lub nawet osób bliskich poszkodowanym czy chorych, wynika z braku wiedzy prawniczej, a może wzrostu postaw roszczeniowych w społeczeństwie? O patologicznej agresji nie wspomnę, bo z tym zjawiskiem mamy bardzo często do czynienia. Prawie w każdy weekend nasi ratownicy medyczni udzielają pomocy pacjentom, którzy znajdując się pod wpływem alkoholu lub środków odurzających są często agresywni, a nawet nie pozwalają się zbadać lub odwieźć do szpitala.

Z agresją słowną wzywających karetkę pogotowia mają na co dzień do czynienia również dyspozytorzy medyczni. Już na wstępie przyjmowania zgłoszenia telefonicznego słyszą wulgarne słowa pod swoim adresem. Często są to poważne groźby, nawet pobicia. W tym roku, w maju znany zabrzański strongman, wzywając zespół medyczny do swojej poszkodowanej córki zagroził dyspozytorce, że ją zabije, jeśli natychmiast nie wyśle karetki pogotowia pod wskazany adres. Gdy przesłuchiwałem taśmę z nagraniem tego wezwania, to włos mi się jeżył.

Dyspozytorami medycznymi są w większości panie. Ciągle im powtarzam, że w takich ekstremalnie trudnych sytuacjach muszą zachować „zimną krew”, bo najważniejsze jest życie i zdrowie pacjenta. Mamy z takich wezwań sporo notatek służbowych, nawet o grożeniu nożem czy atrapą pistoletu. W tym roku, w sądzie mamy jedną sprawę, za pobicie naszego lekarza. Przypomnę jednak, że w ubiegłym roku naszej pielęgniarce pacjent wybił zęba, a lekarzowi uszkodził powiekę. Obrzucono też kamieniami w Szopienicach naszą karetkę pogotowia, przewożącą do szpitala ciężarną.

Ciągle powtarzam, że mając do czynienia z agresywnym pacjentem ratownik musi zachować spokój i nie może dać się „ponieść nerwom”. Jeśli jednak zaistnieje przesłanka, że może on być groźny, należy odstąpić od wykonywania czynności i wycofać się. Wówczas powiadamiamy policję o zaistniałej sytuacji i oczekujemy w bezpiecznym miejscu na przyjazd patrolu. Obezwładnienie chorego i doprowadzenie go do karetki należy do obowiązków policjantów.

ARTUR BOROWICZ, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (24.09.2016)

Dyrektor fota 3-1

- W ratownictwie medycznym często używamy zwrotu „łańcuch przeżycia”. W skrócie można to wyjaśnić jako działanie zwiększające przeżycie osoby po nagłym zatrzymaniu serca. Na skuteczność takiej interwencji składa się przede wszystkim wczesne rozpoznanie stanu zagrożenia życia poszkodowanego lub osoby chorej i wezwanie pogotowia ratunkowego. Następnie należy jak najszybciej rozpocząć resuscytację krążeniowo-oddechową, a jeśli zachodzi potrzeba - rozpocząć defibrylację. Kolejnym działaniem jest szybkie wdrożenie zaawansowanych zabiegów resuscytacyjnych oraz odpowiednia opieka poresuscytacyjna.

Resuscytacja krążeniowo oddechowa, czyli czynności mające na celu utrzymanie przepływu krwi przez mózg i mięsień sercowy oraz przywrócenie pracy własnej układu krążenia, ma ogromne znaczenie. Wytyczne dla niej zmieniają się więc co pięć lat. Ogłasza je Europejska Rada Resuscytacji, a w Polsce ostatnie przyjęto 10 grudnia 2015 r.

Znajomość udzielania pomocy osobom, u których wystąpiło nagłe zatrzymanie krążenia, bardzo zwiększa szanse - powtarzam to przy każdej okazji - na przeżycie. Podstawowym warunkiem funkcjonowania organizmu ludzkiego jest wszak zaopatrzenie go w tlen i substancje odżywcze. Uzależnione jest to więc od prawidłowej funkcji trzech układów: krążenia i oddechowego oraz nerwowego.

Możemy sobie wyobrazić takie zdarzenie: spacerujemy sobie po parku, a na trawniku widzimy leżącą, nieprzytomną - tak się nam przynajmniej wydaje - osobę. Co wówczas robimy?

Sprawdzamy podstawowe parametry życiowe: czy ta osoba jest przytomna i czy oddycha. Nie zapominamy o jak najszybszym powiadomieniu służb ratunkowych. Dzwonimy na numery alarmowe: 112 lub 997, 998 i 999, podając w pierwszej kolejności miejsce zdarzenia, co się stało i liczbę poszkodowanych.

Udzielając pierwszej pomocy pamiętamy o środkach bezpieczeństwa. Z pewnej odległości zadajemy pytania: czy mnie słyszysz i jak się nazywasz? Brak reakcji sugeruje nam sprawdzenie bodźców ruchowych. Potrząsamy poszkodowanego za ramiona. Brak reakcji interpretujemy jako brak przytomności.

Kolejnym krokiem jest wołanie o pomoc lub wyznaczenie kogoś sobie do pomocy. Następnie przystępujemy do sprawdzenia oddechu, zaglądając wcześniej, czy nie ma w jamie ustnej obcych ciał. Odchylamy głowę poszkodowanego do tyłu, tak żeby broda była najwyższym punktem, nachylamy się nad nim i wzrokiem, dotykiem, słuchem przez 10 sekund sprawdzamy, czy oddycha. Jeżeli nie ma oddechu lub jest pojedynczy, to traktujemy ten fakt jako brak oddechu.

Przystępujemy do uciskania klatki piersiowej. Pośredni masaż serca wykonujemy na środku klatki piersiowej, na głębokość 5-6 cm, z częstością 100-120 na minutę. Pamiętajmy o zwykłej maseczce do oddychania, której przecież do parku nie zabieramy. Niemniej warto wiedzieć, że stosunek uciśnięć klatki piersiowej do sztucznych oddechów wynosi 30:2 u osoby dorosłej. To znaczy, że po 30 uciśnięciach klatki piersiowej wykonujemy 2 oddechy ratownicze. Robimy to naprzemiennie.

Jeżeli nie mamy zwykłej maseczki do oddychania, szczególnie w przypadku krwi, albo ze względów estetycznych nie chcemy wykonywać oddechów, to wytyczne sugerują tylko uciskania klatki piersiowej. Jak pacjent daje oznaki życia, np. poruszy się czy kaszlnie, wówczas przerywamy czynności. Mając pewność, że oddycha i nie doznał poważnych urazów, układamy go do pozycji bezpiecznej ustalonej bocznej.

Czynności reanimacyjne wykonujemy do przyjazdu pierwszej służby ratowniczej.

Pamiętajmy, że dla osoby poszkodowanej najważniejsze jest podjęcie opisanych wcześniej działań, bowiem bierność świadków zdarzenia często może prowadzić do jej śmierci. Przypomnę na koniec, że w Europie nagłe zatrzymanie krążenia jest odpowiedzialne za ponad 60 procent zgonów u osób dorosłych, z powodu choroby niedokrwiennej serca. W skali roku rozpoznaje się co najmniej pół miliona takich przypadków.

ARTUR BOROWICZ, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (20.08.2016)

Dyrektor fota 3-1

- Przed podróżą warto zatroszczyć się o swoje zdrowie i najbliższych. Różnie w życiu bywa, zwłaszcza z dziećmi. Tymczasem może się na miejscu okazać, że do najbliższej przychodni jest kawałek drogi, a maluch rozchorował się nam.

Dziecko należy psychicznie przygotować do podróży. Warto mu powiedzieć, ile podróż potrwa. Nawet jeśli dla kilkulatka pojęcie godziny jest abstrakcyjne można mu szacunkowo określić czas dotarcia na miejsce. Dobrze jest wcześniej zaopatrzyć go w zabawki czy książeczki, na których skupi uwagę podczas drogi. Nie zapominajmy o tabletkach lub plastrach przeciw chorobie lokomocyjnej.

Czy na wczasy wybieramy się z dziećmi, czy też sami, pamiętajmy o środkach higienicznych. Szczególnie w miejscach, gdzie przewija się sporo osób. Na dworcach, lotniskach, w autobusach, w pociągach, mokre chusteczki lub płyny do dezynfekcji rąk pozwolą nam uchronić się przed drobnoustrojami.

Kierowcom i wytrawnym turystom nie trzeba przypominać, jak ważna jest apteczka pierwszej pomocy. Dobrze, by była ona wykonana z materiałów odpornych na uszkodzenia mechaniczne, aby nie przemokła nam na przykład podczas noclegu pod namiotem czy pobytu na plaży. Pamiętajmy, by była również wygodna w obsłudze. Przed wyjazdem musimy przejrzeć jej zawartość i zapoznać się z jej przeznaczeniem. Obowiązkowo w apteczce powinna znajdować się jałowa gaza opatrunkowa, bandaż zwykły i elastyczny, plastry, chusta trójkątna, koc termiczny oraz środki dezynfekujące. Możemy też do niej włożyć, ale tylko na własny użytek podstawowe leki przeciwbólowe i leki stosowane na biegunkę.

Dla wielu z nas zmorą wakacyjnych wyjazdów są uciążliwe owady, od których ciężko nam się odpędzić w słoneczne dni i ciepłe wieczory. Nie zapomnijmy więc o zaopatrzeniu się w preparaty odstraszające i żel łagodzący ugryzienia.

Krem z mocnym filtrem, kapelusz ochronny, balsam po opalaniu to standardowy zestaw wczasowicza nad morzem lub jeziorem. Ale o identycznym ekwipunku powinniśmy pamiętać, wyjeżdżając również na południe Polski. Spacerując po górach też należy używać kremów ochronnych, a często o tym zapominamy. W wakacje zawsze kilkukrotnie wzrasta ryzyko nagłych, drobnych lub większych wypadków. Scenariusz postępowania w takich przypadkach ustalamy jeszcze przed wyjazdem. Teraz tylko trzy wskazówki. Gdy skaleczymy się, przemywamy ranę czystą wodą i dezynfekujmy ją wodą utlenioną lub spirytusem. Jeśli rana ciągle krwawi, tamujmy krew jałowym gazikiem i zakładamy plaster z opatrunkiem. Ale jak rana wygląda na rozległą lub głęboką to uciskamy ją gazą i udajemy się do lekarza.

Niemowlak lub noworodek zakrztusił się. Układamy go na przedramieniu twarzą do dołu, a dłonią podtrzymujemy mu szczękę. Przy większym dziecku przyklękamy na podłodze i przekładamy je przez kolana głową w dół. Uderzamy dziecko pięć razy nadgarstkiem lub otwartą dłonią w plecy, pomiędzy łopatkami. Następnie przewracamy twarzą do góry. Zaglądamy dziecku do ust i sprawdzamy, czy widać przedmiot, który blokował mu oddech. Jeśli nie widać to kładziemy dwa palce na dolnej części mostka i uciskajmy kilka razy w dół i ku górze, raz na 3 sekundy. Jeśli dziecko nadal się dławi to na przemian uderzajmy w plecy i uciskajmy mostek. Gdy to nie pomoże to wzywamy karetkę pogotowia. Uwaga! Nigdy nie odwracamy dziecka do góry nogami, ani nie uderzamy w plecy w czasie, gdy stoi, ponieważ wówczas przedmiot może przesunąć się jeszcze niżej.

Kleszcza zawsze usuwamy łapiąc główkę owada pęsetą jak najbliżej powierzchni skóry. Zdecydowanym ruchem wyjmujemy owada. Kładziemy go potem na jasnej powierzchni, np. kartce papieru, by sprawdzić, czy został usunięty w całości. Tylko jeśli owad został całkowicie usunięty dezynfekujemy miejsce ukąszenia spirytusem salicylowym lub wodą utlenioną. Gdy owad zakleszczył się głęboko i trudno go wyjąć, idziemy do lekarza. Wbrew radom niektórych, nie smarujmy miejsca, w które wbił się kleszcz olejem czy masłem.

Miłego wakacyjnego wypoczynku!

ARTUR BOROWICZ, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (23.07.2016)

Dyrektor fota 3-1

- Paragraf 1 artykułu 162 Kodeksu Karnego mówi: kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażania siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Obowiązek udzielania pomocy poszkodowanemu przez świadka zdarzenia, a dokładniej mówiąc, gdy jesteśmy świadomi zagrożenia życia lub zdrowia drugiej osoby, określają jeszcze inne akty prawne oraz, co wypada w tym miejscu podkreślić, także zasady etyczne. Kodeks Karny przytoczyłem na wstępie, dodam więc: Kodeks Wykroczeń, Kodeks Pracy, Prawo o Ruchu Drogowym i Ustawę o Państwowym Ratownictwie Medycznym.

Natychmiastowe udzielenie pomocy, tzw. przedmedycznej przez świadków zdarzenia, zwiększa prawdopodobieństwo przeżycia poszkodowanego nawet trzykrotnie. Niektóre osoby boją się jednak wykonywać takich czynności, przede wszystkim, aby nie pogorszyć stanu zdrowia rannego lub chorego, zwłaszcza nieprzytomnego. To poniekąd zrozumiałe. Ale zapewniam, że dla osoby z nagłym zatrzymaniem krążenia, czyli z utratą świadomości i brakiem oddechu więcej dobrego zrobimy podejmując resuscytację niż bezczynnie czekając na przyjazd zespołu ratownictwa medycznego.

Pamiętajmy, że szanse na skuteczną pomoc osobie nieprzytomnej w miarę upływu czasu maleją. Podjęcie resuscytacji do pięciu minut od nagłego zatrzymania krążenia zwiększa prawdopodobieństwo pełnego powrotu do zdrowia.

Resuscytacja krążeniowo-oddechowa, umożliwia utrzymanie przepływu krwi przez mózg i mięsień sercowy oraz przywrócenie czynności życiowych. Zapewniam, że czynności resuscytacyjne są proste i nietrudne do wykonania. Osobą potrzebującą pomocy może przecież być ktoś z naszej rodziny lub bliskiego otoczenia.

W naszej Szkole Ratownictwa w Katowicach każdy może odpłatnie nauczyć się udzielania pierwszej pomocy. Proponuję zadzwonić pod numer 32 609 31 57. Osoby, które potrafią udzielić pierwszej pomocy powinny być w każdym zakładzie pracy i instytucji publicznej. A tymczasem zdarza się, że nie potrafimy nawet uruchomić defibrylatora, który montowany jest coraz powszechniej w miejscach dużych skupisk ludzkich.

Według Programu powszechnego dostępu do defibrylacji i zgodnie z wytycznymi międzynarodowego komitetu ILCOR, mającego na celu ujednolicenie zasad udzielania pierwszej pomocy na całym świecie, również w Polsce defibrylatory powinny znajdować się tam, gdzie nagłe zatrzymanie krążenia wystąpiło przynajmniej raz w ciągu ostatnich dwóch lat. Defibrylatory instalowane są na przykład w ośrodkach zdrowia, zakładach pracy, w szkołach, na lotniskach, dworcach kolejowych, w hotelach, domach pomocy społecznej, w centrach handlowych i pływalniach.

W Europie choroby układu sercowo-naczyniowego są odpowiedzialne za około 50 procent wszystkich zgonów w grupie osób poniżej 75. roku życia. Wielu poszkodowanych może przeżyć, jeśli świadkowie zdarzenia odpowiednio zareagują i podejmą resuscytację krążeniowo-oddechową. Działania wpływające na przeżycie, czyli ostateczny wynik resuscytacji, nazywamy „łańcuchem przeżycia”. Warto zapamiętać, że składa się on z czterech ogniw: wczesnego rozpoznania stanu poszkodowanego i wezwania pomocy, pierwsza pomoc i zabiegi reanimacyjne, wczesna defibrylacja oraz kwalifikowana pomoc medyczna.

ARTUR BOROWICZ, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (25.06.2016)

 

Lubas na www

- Wszystkie pojazdy Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach pokonują w ciągu roku około cztery miliony kilometrów i zużywają blisko pół miliona litrów paliwa. Karetki do pacjentów wyjeżdżają mniej więcej co trzy minuty.

W systemie Państwowe Ratownictwo Medyczne mamy aktualnie 74 własne ambulanse. Kupno dwudziestu było dofinansowane ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2007-2013. Pozostałe zakupiliśmy ze środków własnych. Dyrektor WPR w Katowicach sukcesywnie zabiega o odnowienie floty ambulansów, bowiem od ich stanu technicznego również zależy skuteczność pomocy niesionej przez naszych ratowników medycznych chorym, rannym i poszkodowanym.

Na co dzień pomoc medyczną świadczymy 33 ambulansami systemowymi oznaczonymi jako „S“ (z lekarzem) i 41 ambulansami systemowymi typu „P“ (karetki podstawowe z ratownikami medycznymi). Do transportu komercyjnego przeznaczyliśmy trzy karetki. Natomiast wysokospecjalistyczny transport osób zakaźnie chorych, np. na Ebola, wykonujemy jednym ambulansem. W rezerwie utrzymujemy aż 20 pojazdów. To nasz atut.

Podkreślę w tym miejscu, że nasze rezerwowe karetki są tak samo nowocześnie wyposażone jak systemowe ambulanse „S“ i „P“. Przede wszystkim umożliwiają one naszym ratownikom medycznym szybką reakcję w sytuacji masowego zdarzenia lub gdy wypada z systemu PRM karetka wskutek awarii lub kolizji drogowej. Czasami karetki systemowej nie możemy wysłać na interwencję, bo została uszkodzona przez agresywnych pacjentów lub okradziona przez prymitywnych złodziei. Wówczas nasze zespoły ratownictwa medycznego mogą kontynuować akcję ratunkową, wykorzystując rezerwowe pojazdy i bezpieczeństwo pacjentów nie jest zagrożone.

Jako przykład podam udział naszych zespołów w akcji ratowniczej po zawaleniu się dachu Międzynarodowych Targów Katowickich w styczniu 2006 roku i w czasie ratowania pasażerów z katastrofy pociągów pod Szczekocinami w marcu 2012 roku. W obu akcjach uczestniczyło po kilka zespołów ratownictwa medycznego WPR w Katowicach, a z systemu PRM na obszarze naszego działania nie wypadł ani jeden zespół.

Aktualnie też stoimy przed dużym wyzwaniem. Zbliżają się Światowe Dni Młodzieży, więc musimy w tym czasie utrzymywać w gotowości dodatkowe zespoły, nie uszczuplając stanu ilościowego karetek, wyznaczonych przez wojewodę śląskiego do obsługi systemu PRM. Wszystkie nasze jednostki spełniają wszelkie normy dotyczące ambulansów, a sprzęt zapewnia bezpieczeństwo i komfort, zarówno pacjentów, jak i ratowników.

Łącznie dysponujemy 158 pojazdami, w tym są dwa będące do dyspozycji Ośrodka Koordynacji WPR w Katowicach, jeden ambulans szkoleniowy w Szkole Ratownictwa a pozostałe są dla administracji, działu technicznego i zarządzania flotą. Aktualnie 16 sztuk przekazujemy do likwidacji. Są to pojazdy, których już nie opłaca się naprawiać. Dodam na marginesie, że z systemu PRM generalnie wycofuje się pojazdy, które przejechały powyżej 300 tysięcy kilometrów. Przesuwamy je od razu do rezerwy.

Całą flotą samochodową naszego pogotowia ratunkowego opiekuje się Dział Zarządzania Flotą WPR w Katowicach, mający swoją siedzibę w Zabrzu przy ul. Roosevelta. Ulokowanie działu nie jest przypadkowe. Zapewnia wszak zachowanie optymalnych odległości do ponad trzydziestu miejsc stacjonowania zespołów ratownictwa medycznego.

Do naszych podstawowych zadań należy m.in. nadzór i koordynacja działań w zakresie dysponowania środkami transportu, a także zapewnienie ciągłości pracy samochodów, będących naszą własnością. Aby zapewnić należyty stan techniczny naszych pojazdów, w dziale zatrudnione są 24 osoby. Są to przede wszystkim mechanicy, elektrycy i diagnostycy samochodowi. Na zapleczu technicznym mamy do dyspozycji trzy dobrze wyposażone i odnowione hale warsztatowe oraz podstawową stację kontroli pojazdów, w której dokonywane są badania techniczne taboru. Stacja wykonuje również przeglądy rejestracyjne dla klientów zewnętrznych.

Zachęcam więc do współpracy w tym zakresie z naszym działem.

ADAM LUBAS, kierownik Działu Zarządzania Flotą Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (21.05.2016)

Poza pacjentem priorytetem są również inwestycje

 

Dyrektor fota 3-1

- Skuteczność działania każdego pogotowia ratunkowego zależy nie tylko od wiedzy i doświadczenia ratowników medycznych, lekarzy i pielęgniarek, ale również od sprzętu, karetek i obiektów, w których stacjonujemy oraz zarządzania. Staram się więc godzić priorytety, aby środków finansowych wystarczyło na wszystko.

WPR w Katowicach przechodziło w okresie transformacji systemowej kilka reorganizacji. A codzienna praca stawiała przed nami nowe zadania. Wszystkie musiały być ukierunkowane na pacjenta, chorego czy rannego. Z kolei wejście do Unii Europejskiej wymusiło także inne podejście do warunków pracy załóg karetek pogotowia, procedury, nowe przepisy, a ponadto modernizację obiektów. Nasze stacje nie były wszak w najlepszym stanie. Większość dzierżawiliśmy i czasem nie opłacało się ich remontować, unowocześniać.

Podjąłem szybko decyzję, że nasze działania będą przebiegały dwutorowo: co się jeszcze da remontujemy, a w nowych lokalizacjach trzeba budować nowe obiekty, przede wszystkim stacjonowania zespołów ratownictwa medycznego.

Po 2007 roku działalność WPR rozszerzyła się o kolejne obszary działania zespołów wyjazdowych, o Lędziny, Żory, Kalety, Rybnik, Tworóg i Piekary Śląskie. Przeprowadziliśmy generalne remonty i modernizacje w kilkunastu miastach. Na przykład, remont Stacji Pogotowia Ratunkowego w Chorzowie kosztował 750 tysięcy zł, w dzielnicy Tysiąclecie w Katowicach - 480 tys., w Pszczynie - 400 tys., w Zabrzu - 295 tys., w Katowicach na ul. Kotlarza - 230 tys., w Bytomiu - 220 tys., w Radzionkowie - 220 tys., w Czerwionce-Leszczynach - 152 tys.

Pod nowe potrzeby taboru samochodowego wyremontowaliśmy i zmodernizowaliśmy też bazę samochodową w Zabrzu. Wymieniliśmy tam instalację elektryczną, zmodernizowaliśmy tzw. wymiennikownię, ułożyliśmy nowe dachy, wyremontowaliśmy warsztaty samochodowe i pomieszczenia biurowe. Koszt tej inwestycji to 1 mln 234 tys. zł.

Na Tysiącleciu w Katowicach kosztem prawie 60 tys. zł przygotowaliśmy dla potrzeb szkoleń i kursów Szkołę Ratownictwa. W sumie na remonty i modernizację naszych obiektów wydaliśmy w latach 2007-2015 prawie 4 mln 270 tys. zł. Nie liczę drobnych awarii i usterek, które usuwają nasi konserwatorzy.

Do dużych inwestycji zaliczę modernizację starej części budynku WPR wraz ze stacją pogotowia ratunkowego w Katowicach przy ul. Powstańców. Musieliśmy tam dostosować standard starych pomieszczeń do nowo wybudowanych. Całkowicie trzeba było wymienić instalację elektryczną, teletechniczną, klimatyzację, zamontować agregat prądotwórczy dla dyspozytorni, wyremontować dach i przebudować część administracyjną. Prace kosztowały nas prawie 1,5 mln zł.

Największą naszą inwestycją była budowa nowoczesnej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gliwicach przy ul. Konarskiego. Przenieśliśmy ją w 2012 roku z ul. Zygmunta Starego. Nowa może teraz pomieścić sześć zespołów ratunkowych. Koszt to 8 mln 582 tys. zł.

Gruntownie wyremontowaliśmy stację w Katowicach-Szopienicach. Teraz są w niej też pomieszczenia dla zintegrowanej dyspozytorni medycznej, działu transportu sanitarnego i zakładowego archiwum. Kosztowała nas ta inwestycja w 2013 roku 3,5 mln zł oraz dodatkowo 50 tys. agregat prądotwórczy, zapewniający ciągłość pracy dyspozytorni.

W 2014 roku oddaliśmy nową stację w Katowicach-Kostuchnie. Przenieśliśmy do niej zespoły z Ochojca. W sumie koszt tej inwestycji to prawie 2 mln zł. Natomiast w ubiegłym roku zakończyliśmy budowę stacji w Świętochłowicach, za 2 mln 455 tys. zł. W starym obiekcie nie opłacało się już nic naprawiać. Aktualnie przygotowujemy się do uruchomienia trzech nowych inwestycji: w Mysłowicach, Rybniku i Tychach.

Na wszystkie wymienione inwestycje wydaliśmy 23 mln 325 tys. zł. Większość pochodziła ze środków własnych.

ARTUR BOROWICZ, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (16.04.2016)

Wdrażamy projekt Europejskiego Korpusu Medycznego

 

Dyrektor fota 3-1

- W ubiegłym miesiącu Unia Europejska zainaugurowała działalność Europejskiego Korpusu Medycznego. Ma on ułatwiać w sytuacjach kryzysowych współpracę między 33 europejskimi krajami, w tym 28 unijnymi oraz z Czarnogórą, Islandią, Macedonią, Norwegią i Serbią, aniebawem także z Turcją. Jest to rozwinięcie idei „białych hełmów”, powołanych pod koniec 2014 roku przez Niemcy i Francję podczas epidemii eboli. Wówczas dużym wyzwaniem były logistyka i zarządzanie. Państwa w takich sytuacjach muszą łączyć swoje zasoby i udostępniać krajom
dotkniętym klęską specjalistyczne jednostki i sprzęt. Tym mechanizmem zarządza Komisja Europejska za pośrednictwem Centrum Koordynacji Reagowania Kryzysowego (EERC). Z czasem będzie to również nasz europejski wkład w światowy zespół ds. szybkiego reagowania na stany za grożenia zdrowia publicznego (Global Health Emergency Workforce), który powstaje z inicjatywy Światowej Organizacji Zdrowia.

Europejski Korpus Medyczny jest częścią nowo utworzonej europejskiej zdolności reagowania kryzysowego w ramach unijnego mechanizmu ochrony ludności, zwanego „dobrowolną pulą zasobów”. Gotowość do uczestnictwa w tym mechanizmie już zadeklarowały: Belgia, Czechy, Finlandia, Francja, Hiszpania, Holandia, Luksemburg, Niemcy i Szwecja. Polska już pod koniec ubiegłego roku rozpoczęła tworzenie struktury ratowniczej, którą dobrowolnie zadeklaruje do EERC.

Nasze krajowe centrum na etapie tworzenia grup ratowniczych, tzw. modułów, znajduje się właśnie w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach. Minister zdrowia powierzył mi bowiem nadzór nad prowadzonym tematem, powołanie grupy roboczej i koordynację prac.

Zanim zadeklarujemy pule zasobów ratowniczych musimy wszak dokładnie przeanalizować akty wykonawcze związane z europejskimi zespołami szybkiego reagowania. Muszą być zgodne z polskimi przepisami. Planujemy 17 modułów pod potrzeby specjalistycznego punktu opieki medycznej i specjalistycznego punktu opieki medycznej, w którym będzie można przeprowadzać zabiegi chirurgiczne. Analizujemy również możliwość stworzenia szpitala polowego, być może we współpracy z Czechami. Kompletujemy listę osób przynależnych do poszczególnych modułów i staramy się o odpowiedni sprzęt. Całość struktury musi też wypracować jednolite procedury pracy.

To powierzone nam zadanie jest bardzo odpowiedzialne. Chodzi przecież o ludzkie życie w sytuacjach kryzysowych, nadzwyczajnych. Wszystkie elementy struktury muszą być jak w „szwajcarskim zegarku”. Podczas akcji nie ma mowy o improwizacji. Dlatego musimy z wyprzedzeniem przewidzieć, co nam będzie potrzebne i jaki sprzęt wraz z podstawowymi lekarstwami i materiałami medycznymi trzeba zmagazynować w odpowiednim miejscu. To będą np. kontenery na sprzęt, namioty na triage, węzły sanitarne, prądnice, nagrzewnice, oświetlenie, środki transportu z napędem 4x4 i wyciągarką, śmigłowiec, wyżywienie, woda, łóżka, krzesła, odpowiednie pojemniki na odpady. Ale przede wszystkim specjalistyczny sprzęt, jak EKG, USG, respiratory, defibrylatory, kapnografy, glukometry, stetoskopy, pulsometry, a także deski ortopedyczne czy butle tlenowe.

W modułach lekarze, ratownicy i pielęgniarki będą pracować na dwóch zmianach po 12 godzin każda lub po 24 godziny. Lekarzy rekrutować musimy przede wszystkim z grona anestezjologów i chirurgów.

Wszystkie zespoły należy przeszkolić i zgrać ze sobą. Każdy członek poszczególnego modułu musi doskonalić się na co dzień i uczestniczyć regularnie w ćwiczeniach. Dopracowania wymaga także system łączności.

ARTUR BOROWICZ, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (19.03.2016 )

Rekomendacje postępowania w ratownictwie medycznym

Nadolny

- Podczas akcji i interwencji ratowniczych liczy się szybkie działanie. Nie ma wówczas czasu na zaglądanie do książek, musimy się trzymać ustalonych zasad i procedur, w imię bezpieczeństwa pacjenta.

Procedury ratownicze, medyczne czynności ratunkowe oraz badania podmiotowe i przedmiotowe są ze sobą nierozerwalnie związane. Podczas studiów i kursów doskonalących, medyczne czynności ratunkowe są przedstawiane w sposób jednolity. Problematyka wydaje się jasna i zrozumiała. Jednak każda jednostka chorobowa może, ale nie musi być zagrożeniem dla życia osoby chorej, a każdy stan zagrożenia życia ma swoje objawy, niekoniecznie charakterystyczne. Niezbędne wydaje się zatem nabycie umiejętności w wykorzystywaniu potencjału diagnostycznego przyrządów dostępnych w ambulansie. Zdarzają się też sytuacje, gdy objawy są widoczne już w pierwszej ocenie pacjenta, bez konieczności przeprowadzania odpowiedniego wywiadu lub badania fizykalnego.

Aby ujednolicić wszystkie czynności diagnostyczne, wchodzące w skład przedszpitalnych procedur ratowniczych, powinno się, moim zdaniem, przyjąć schemat badania pacjenta według pięciu kroków. Pierwszy: to ocena wrażeń ogólnych. Drugi: podstawowy wywiad SAMPLE, czyli zebranie informacji bądź ustalenie faktów o zaistniałym zdarzeniu, np. przyczynach zachorowania, mechanizmach wywołujących uraz czy też oszacowanie siły powodującej obrażenia. Trzeci: badanie przedmiotowe ABCD dla poszkodowanych i nieprzytomnych, polegające na udrożnienie dróg oddechowych (A), sztucznym oddychaniu (B), sprawdzeniu oznak krążenia lub oznak krwawienia (C) i podaniu leków lub podjęciu defibrylacji (D). Czwarty: wywiad według OLD CART, dający nam informacje, od kiedy występuje ból (O), o miejscu jego lokalizacji oraz jego promieniowaniu (L), o dynamice bólu (D), charakterze bólu (C), agresywności bólu (A), relaksacji, czyli zmniejszeniu bólu (R) i towarzyszących mu objawach (T). Piąty: badania przedmiotowe.

Pierwsze trzy kroki wykonuje się zawsze, natomiast dwa ostatnie tylko wtedy, gdy stan zdrowia pacjenta jest na tyle stabilny, że jest czas na wykonanie tych badań. To przecież zrozumiałe, że inaczej ratownicy medyczni muszą postępować np. przy wstrząsie anafilaktycznym, a inaczej przy oparzeniach.

Przy wstrząsie anafilaktycznym badanie podmiotowe powinno być szybkie i precyzyjne. Z kolei przy oparzeniach najpoważniejszych lub oparzeniach dróg oddechowych czy okolic wstrząsorodnych, pacjenta po zaopatrzeniu natychmiast zawozimy do Centrum Leczenia Oparzeń z ewentualnym wykorzystaniem śmigłowcowej służby ratownictwa medycznego (HEMS). Poniżej 20-procentowego oparzenia, pacjenta odwozimy na szpitalny oddział ratunkowy (SOR).

Ratownicy medyczni, w procesie diagnostyki przedszpitalnej pacjenta z objawami stanu zagrożenia zdrowia lub życia, zawsze kierują się zasadą, że należy wykonywać wszystko, co potrzeba, a nie wszystko, co można. Jeżeli stwierdzą odstępstwa od norm fizjologicznych z objawami zagrożenia życia, to stosują działania ratunkowe zgodne z przyjętymi standardami.

Zasady i wytyczne dla osób pracujących w systemie Państwowe Ratownictwo Medyczne ulegają jednak stałym i systematycznym zmianom. Dlatego wraz z moimi kolegami, ratownikami medycznymi, Michałem Kucapem, Piotrem Szwedzińskim i Igorem Żmudką, na co dzień pracującymi w WPR w Katowicach, przygotowaliśmy publikację „Rekomendacje postępowania w ratownictwie medycznym”. Zebraliśmy w niej i ujednoliciliśmy m.in. postępowania ratownicze w różnych stanach nagłych pochodzenia wewnętrznego i zewnętrznego, których do tej pory należało szukać w wielu publikacjach adresowanych do lekarzy, a nie do ratowników medycznych.

mgr KLAUDIUSZ NADOLNY, ratownik medyczny koordynujący Ośrodka Koordynacji Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (19.12.2015)

Ćwiczymy procedury na każdy wypadek masowy

Kucap na www

- Województwo śląskie jest regionem, w którym nietrudno o wypadek masowy lub mnogi. Mamy bowiem duże nagromadzenie przemysłu ciężkiego, przede wszystkim górniczego, metalurgicznego, chemicznego. U nas krzyżują się największe szlaki komunikacyjne, drogowe, kolejowe, lotnicze.

Kierowałem dużą akcją ratowniczą w 2011 roku w Świętochłowicach podczas pożaru trzypiętrowej kamienicy. Przypomnę jednak katastrofę budowlana na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich w stycznia 2006 roku, gdzie życie straciło 65 osób. W listopadzie 2006 roku 23 górników zginęło w KWK Halemba w Rudzie Śląskiej. W marca 2012 roku w Chałupkach pod Szczekocinami doszło do katastrofy kolejowej, w której było 16 ofiar śmiertelnych.

Każda nasza akcja ratunkowa jest inna. W każdej też musimy zastosować odpowiednią procedurę, aby przebiegała sprawnie i pomogła uratować poszkodowanych.

W tym roku w lipcu została wprowadzona przez ministra zdrowia nowa procedura na wypadek wystąpienia zdarzenia mnogiego lub masowego. Ćwiczymy ją i doskonalimy się.

Wypadek masowy to zdarzenie, w którym liczba poszkodowanych przekracza możliwości udzielenia im pełnej pomocy medycznej na miejscu przez przybyłe służby ratownicze. Natomiast wypadek mnogi definiujemy, gdy liczba poszkodowanych jest większa niż jeden.

Wprowadzenie tej procedury ma zapewnić prawidłowe postępowania w obszarze zadań dyspozytorów medycznych, zespołów ratownictwa medycznego, lekarza koordynatora ratownictwa medycznego, szpitalnych oddziałów ratunkowych, izb przyjęć, w przypadku zakwalifikowania zdarzenia jako zdarzenie o potencjalnym charakterze mnogim lub masowym. Procedury mają ujednolicić sposób postępowania we wszystkich obszarach systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego, jak również innych elementów systemu ochrony zdrowia w kraju.

Zgodnie z tą procedurą szef dyspozytorów medycznych na dyżurze zostaje kierującym dyspozytorem w zdarzeniu masowym. Wie on na przykład, że musi powiadomić od razu inne służby oraz podmioty ratownicze zgodnie z rodzajem i charakterem zdarzenia, w celu minimalizacji zagrożeń związanych ze zdarzeniem, a także zapewnić bezpieczeństwo osobom znajdującym się na miejscu zdarzenia oraz członkom zespołów ratownictwa medycznego.

Natomiast kierujący akcją medyczną, którego łatwo można zidentyfikować po odblaskowej kamizelce z napisem „KAM”, utrzymuje stała łączność radiowa w trakcie trwania zdarzenia, koordynuje prace innych zespołów ratownictwa medycznego (ZRM), przekazuje informacje do dyspozytorni, np. o segregacji poszkodowanych.

Jeszcze inne są zadania lekarza koordynatora ratownictwa medycznego.

Od kilku miesięcy zespoły ratownictwa medycznego Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach oraz dyspozytorzy medyczni ćwiczą te nowe procedury dla zdarzenia masowego i mnogiego wspólnie ze strażą pożarną, policją i Wojewódzkim Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Nadaliśmy im kryptonim „Grill”. Pierwsze ćwiczenia nawiązywały do wybuchu ładunku w trakcie masowej imprezy. Ostatnie były ukierunkowane na wydarzenia związane z masowymi zatruciami dopalaczami.

Osobiście koordynuję wszystkie ćwiczenia „Grill” i po ich zakończeniu składam raporty dyrekcji WPR, a ona przekazuje je dalej do Wydziału Nadzoru i Opieki Zdrowotnej Ślaskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Muszę podkreślić, że do kolejnych edycji „Grilla” jego uczestnicy są coraz lepiej przygotowani. Wypadek masowy nie powinien więc zakłócić pracy systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne, od którego oczekują pomocy również chorzy i poszkodowani w innych wypadkach.

mgr MICHAŁ KUCAP, ratownik medyczny, specjalista ds. zdarzeń masowych w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach

Dziennik Zachodni (21.11.2015)

Błogosławiony Gerard patronem ratowników

Wojtek M na www

- Dzień Ratownictwa Medycznego obchodzony jest co roku 13 października. Jest to święto młode, ustanowione przez Sejm RP 8 września 2006 roku.

Nie jest to jednak dla naszego środowiska dzień wolny od pracy. Bo trudno sobie wyobrazić dzień bez wypadku, bez naszej interwencji. Zespoły ratownictwa medycznego muszą być w gotowości przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Muszą czuwać i pomagać, ratować życie i zdrowie obywateli. Dlatego został zorganizowany system Państwowego Ratownictwa Medycznego, aby zapewnić każdemu obywatelowi bezpieczeństwo. To jest konstytucyjne prawo obywateli, a zarazem obowiązek państwa. Bezpieczeństwo jest wszak kluczową wartością życia.

W systemie Państwowe Ratownictwo Medyczne w całym kraju pracuje około 15 tysięcy ratowników medycznych. Na terenie województwa śląskiego służbę pełni codziennie, na dwóch dwunastogodzinnych zmianach, po 155 zespołów ratownictwa medycznego. W każdym zespole jest co najmniej dwóch wykwalifikowanych, dyplomowanych ratowników medycznych i pielęgniarek ratunkowych lub dodatkowo jeszcze lekarz. Zależy to od typu karetki pogotowia ratunkowego, czy jest ona podstawowa typy „P” wyłącznie z ratownikami, czy specjalistyczna typu „S”, dodatkowo z lekarzem. O tym, który zespół udzieli pomocy, zadecyduje, na podstawie wywiadu, dyspozytor medyczny.

Nasze ratownictwo medyczne ma długą historię. Na przełomie XIX i XX wieku, na polskich ziemiach wówczas okupowanych, pierwsze towarzystwo ratownicze powstało w Poznaniu w latach 1866-1867. Nosiło nazwę „Stowarzyszenie miejscowe ku wspieraniu rannych na polu bitwy lub chorych wojowników”. Pierwsza karetka pogotowia, a właściwie powóz zaprzężony w parę koni, pojawiła się w Krakowie 6 czerwca 1891 roku. Należała ona do Krakowskiego Ochotniczego Towarzystwa Ratunkowego. W pół roku później podobne towarzystwo powołano w Warszawie, jednak stację pogotowia ratunkowego uruchomiono tam dopiero w 1897 roku. Z czasem stacje pogotowia ratunkowego powstały we Lwowie (1893), Łodzi (1899) i Wilnie (1902).

Na terenie dzisiejszego województwa śląskiego początki ratownictwa medycznego związane są z powstaniem straży pożarnej w Katowicach. W 1896 roku działało w Katowicach Stowarzyszenie Ochotniczej Straży Pożarnej i Ratunkowej. Pierwszy wóz sanitarny dla katowickiej Zasadniczej Straży Pożarnej zakupiono w 1904 roku.

W aktualnej formie organizacyjnej WPR w Katowicach zostało utworzone decyzją wojewody katowickiego z dnia 31 grudnia 1992 roku. Jesteśmy samodzielnym publicznym zakładem opieki zdrowotnej. Podlegamy Województwu Śląskiemu. Nadzór nad naszą działalnością sprawuje Sejmik Województwa Śląskiego oraz Zarząd Województwa Śląskiego. Pierwszy organ nadaje nam statut, a drugi powołuje dla nas Radę Społeczną. Nasze usługi medyczne są głównie świadczone na podstawie kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Naszym patronem jest błogosławiony Kościoła Rzymskokatolickiego Gerard Tonque (Gerardo Sasso), założyciel Suwerennego Rycerskiego Zakonu Szpitalników Świętego Jana, z Jerozolimy, z Rodos i z Malty, który uznawany jest przez ponad 100 państw za suwerenny podmiot prawa międzynarodowego. Urodził się on około 1040 roku w Martigues we francuskiej Prowansji lub w Sasso di Scalo koło włoskiej Amalfi, zmarł 3 września 1120 roku. Jego relikwie od 1283 roku aż do czasów rewolucji francuskiej były przechowywane w kościele w Martigues. Zakon Szpitalników niósł pomoc chorym i sprawował działalność charytatywną. Zakładał szpitale m.in. dla zakaźnie chorych.

Pamiętajmy więc, że ludzie tworzący Państwowe Ratownictwo Medyczne kultywują tradycje i wartości oraz strzegą Państwa bezpieczeństwa i zdrowia przez całą dobę.

lek. med. WOJCIECH MICIŃSKI, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (17.10.2015)

Od października rejonizacja

 A. Borowicz na www

- Nie później niż do 1 października tego roku powinny zostać opublikowane wykazy oddziałów szpitalnych tzw. pierwszego wyboru i zakresy ich świadczeń na potrzeby transportu osób w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego realizowanego przez zespoły ratownictwa medycznego w systemie Państwowe Ratownictwo Medyczne. Pierwszy wykaz obejmować będzie oddziały na poziomie wojewódzkim: chirurgii ogólnej, chirurgii naczyniowej, kardiochirurgii, ortopedii i traumatologii narządu ruchu, neurochirurgii, torakochirurgii, chirurgii szczękowo-twarzowej oraz położnictwa i ginekologii, według stopnia referencyjności. Drugi wykaz dotyczyć ma poziomu krajowego i świadczeń w oddziałach: leczenia hipoterapii głębokiej, replantacyjnych, leczenia hiperbarycznego, leczenia ciężkich oparzeń i odmrożeń, toksykologii, chorób wysoce zakaźnych i leczenia pacjenta urazowego. Wykazy sporządzone będą oddzielnie dla osób dorosłych i dzieci. Minister właściwy do spraw zdrowia oraz wojewodowie dokonywać będą bieżących aktualizacji tych wykazów, dostosowując je do zakresu świadczeń zdrowotnych niezbędnych dla ratownictwa medycznego, udzielanych przez poszczególne podmioty lecznicze.

Pragnę od razu wszystkich uspokoić, że te zmiany organizacyjne dla transportu pacjentów do szpitali nie zmieniają zasad działania Państwowego Ratownictwa Medycznego. Dają nam jednak gwarancję, że szpital nie będzie już mógł odmówić pomocy i przyjęcia od pogotowia ratunkowego pacjenta w stanie nagłego zagrożenia zdrowia i życia.

Co prawda skala zjawiska odmowy przyjęcia pacjenta na terenie działania Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach jest znikoma, statystyki mówią o około 20-30 przypadkach miesięcznie, ale i tak niepokoi to ratowników medycznych. Wykonujemy miesięcznie około 20 tysięcy wizyt. Do szpitali trafia około 10 tysięcy chorych zdiagnozowanych przez naszych ratowników medycznych.

Rzadko, bo rzadko, jednak nasze ambulanse z chorymi „odbijają się” od drzwi szpitalnych oddziałów ratunkowych lub izb przyjęć. Szpitale najczęściej tłumaczą się wtedy brakiem miejsc, brakiem sprzętu lub jego awarią czy też koniecznością wykonania badania w innym miejscu. Tak dłużej być nie może. Ustawy, o działalności leczniczej oraz o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych, jednoznacznie przecież stanowią, że szpital nie może odmówić pomocy pacjentowi w stanie nagłego zagrożenia jego zdrowia i życia. Zwłaszcza że wożenie rannego lub poważnie chorego przez pogotowie ratunkowe od szpitala do szpitala jest wielce ryzykowne. Minister zdrowia postanowił więc jednoznacznie uregulować zakresy świadczeń zdrowotnych przez wytypowanie oddziałów szpitalnych, które muszą teraz przejąć od ratowników medycznych pacjentów na leczenie.

Wykaz oddziałów pierwszego wyboru będzie precyzował, gdzie pacjent ma być przewieziony, gdzie bezwzględnie zostanie mu udzielona dalsza specjalistyczna pomoc. Krótko mówiąc, jeżeli będzie wskazanie przewiezienia pacjenta do szpitala o profilu ortopedycznym, to z wykazu dowiemy się, gdzie najbliżej miejsca zdarzenia znajduje się taki właśnie oddział ortopedyczny. Wyeliminowane zostaną niepotrzebne dyskusje, że mogliśmy pacjenta zawieźć do innego szpitala.

Rejonizacja ma w pierwszej kolejności dotyczyć schorzeń o charakterze, ogólnie mówiąc, chirurgicznym. W dalszej kolejności będą tworzone listy rekomendacyjne dla innych specjalności.

Ustalając wykaz oddziałów szpitalnych pierwszego wyboru Ministerstwo Zdrowia bierze pod uwagę fakt, że mogą wystąpić odstępstwa od zaleceń. Muszą o nich jednak wcześniej wiedzieć dyspozytorzy medyczni lub lekarz koordynator ratownictwa medycznego dla danego obszaru działania. Jeżeli więc wytypowany szpital nie będzie mógł udzielić świadczenia z jakichkolwiek przyczyn, np. awarii sprzętu, to musi zapewnić transport pacjenta, będącego już pod jego opieką, na diagnostykę do innej medycznej placówki zamkniętej, bowiem jest to o wiele lepsza pomoc medyczna od tej w ambulansie.

ARTUR BOROWICZ, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (19.09.2015)

Dopalacze

- od beztroski do piekła depresji, utraty zdrowia, a nawet życia

Dyr. Borowicz na www

- Miesiąc temu gwałtownie wzrosła w województwie śląskim ilość naszych wyjazdów do osób, które wymagały natychmiastowej pomocy medycznej po zażyciu dopalaczy. Mass media codziennie o tym informowały. Na przykład, tylko 10 lipca br. aż 75 razy byliśmy wzywani do zatruć dopalaczami. W sumie między 10 a 14 lipca udzieliliśmy pomocy 241 osobom, które chciały sobie poprawić samopoczucie substancjami psychotropowymi, a w efekcie trafiły do szpitala. Przez cztery wspomniane wcześniej dni aż 5,8 procent naszych interwencji medycznych to były wjazdy do zatruć dopalaczami. Ta statystyka nas bardzo niepokoi.

Obecnie mniej już odnotowujemy takich przypadków, ale problem pozostał. Dopalacze wciąż stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia osób, które je zażywają. Takie wyjazdy zespołów ratownictwa medycznego są więc przez nas na bieżąco monitorowane i informujemy o nich lekarza koordynatora ratownictwa medycznego w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim oraz Wojewódzką Stację Sanitarno-Epidemiologiczną w Katowicach. Większość bowiem wyjazdów do osób „po dopalaczach” kończy się leczeniem szpitalnym.

Powszechnie sądzi się, że dopalacz jest psychoaktywnym środkiem, pozwalającym prowadzić grę z naszym układem nerwowym i odpornościowym. Ma na celu wywołanie w naszym organizmie jak największego efektu narkotycznego. Na początku jest wszak przyjemnie i wszystko przebiega zgodnie z instrukcją producenta. To uspokaja nasze sumienie. Warto więc rozważyć przynajmniej kilka kwestii. Po pierwsze, czy w dopalaczu stężenie substancji psychotropowych daje objawy halucynogenne? Po drugie, czy przewlekłe używanie dopalaczy może prowadzić do uzależnienia? Po trzecie, czy nie jest to prosta droga do twardych narkotyków?

Zapewniam jako lekarz, wszystkie dopalacze stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia. Lista niepożądanych objawów, jakie mogą one wywołać, jest wyjątkowo długa. Właściwie nie ma narządu, którego nie mogą uszkodzić. Stopień ich szkodliwości jest oczywiście zróżnicowany i zależy od wielu czynników: rodzaju dopalacza, ilości zawartych w nim substancji toksycznych, wieku osoby, jej wagi i stanu zdrowia oraz okoliczności towarzyszących zażywaniu dopalaczy. Często bierze się je wraz z alkoholem, lekami lub narkotykami, co znacznie zwiększa ryzyko poważnych interakcji i zatrucia organizmu.

Najmniej groźne objawy to bóle głowy i w klatce piersiowej, zaburzenia rytmu serca, bezsenność, problemy z koncentracją i stany lękowe. Z kolei do poważniejszych objawów, stanowiących już zagrożenie życia, możemy zaliczyć: zawał mięśnia sercowego, udar mózgu, śpiączka, niewydolność nerek i wątroby, stany depresji, mogące zakończyć się próbą samobójstwa lub zabójstwa. Dopalacze są szczególnie niebezpieczne dla osób cierpiących na przewlekłe schorzenia, np. dla alergików, cukrzyków, dla osób z osłabionym układem odpornościowym, a przede wszystkim dla dzieci i młodzieży, znajdujących się przecież w okresie rozwojowym.

Wśród objawów, mogących świadczyć o zażyciu dopalaczy, można wymienić: nadmierną potliwość, oczopląs, szczękościsk, nudności, wymioty, omamy słuchowe i wzrokowe, stany lękowe, nagły wzrost ciśnienia tętniczego, rozrywający ból głowy.

Dopalacze to również problem społeczny. Wystarczy wspomnieć o wypadkach drogowych czy w pracy po zażyciu dopalaczy. Kto przejmie odpowiedzialność za zdrowie i życie osób powierzonych amatorom tych „cudownych środków”?

Słowem: za cenę chwilowego pobytu w krainie beztroski i złudnego szczęścia trafiamy do piekła depresji, samotności i społecznej izolacji.

Dlatego apeluję: nie niszczmy sobie zdrowia i życia oraz osób nam bliskich!

ARTUR BOROWICZ, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (22.08.2015)

Z czym na urlop?

Okoska na www

- Sezon urlopowy w pełni. Góry, morza, lasy kuszą nas swoim pięknem, czasem te w kraju, ale też za granicą. Zazwyczaj planując urlop poza domem zwracamy uwagę głównie na koszty. Rzadko kiedy uwzględniamy w budżecie wakacyjnym lekarstwa czy środki opatrunkowe. Tymczasem, spragnieni przygód, czasami zapominamy o zachowaniu umiaru i niechcący pakujemy się w kłopoty, delikatnie mówiąc zdrowotne. Dlatego warto na każdy dłuższy indywidualny, rodzinny wyjazd zabrać ze sobą apteczkę. Szczególnie jest ona przydatna w tropikach i krajach, które są nam mało znane.

Taka wakacyjna apteczka powinna być przede wszystkim podręczna i praktyczna. Mają się w niej znajdować takie środki medyczne, które rozwiążą nasze doraźne problemy zdrowotne, aby uniknąć poważniejszych następ chorobowych. Pomogą nam pozbyć się dolegliwości żołądkowych, bólu głowy, gardła, złagodzą oparzenie słoneczne czy swędzenie po ukąszeniu.

Zalecam zabranie ze sobą płynów nawadniających, niezbędnych podczas biegunki. Po ich przyjęciu unikniemy leczenia szpitalnego. Aby przywrócić stan równowagi w układzie pokarmowym, sięgnijmy po tabletki zawierające kwas mlekowy. Jeżeli mimo wszystko po dwóch dniach dolegliwości nie ustąpią, nie stosujmy sztucznie wymiotów, lecz idźmy do lekarza.

Opalając się nie zapominajmy o kremach z naturalnymi filtrami mineralnymi. Gdy dojdzie jednak do oparzenia słonecznego ukojenie przyniesie nam na przykład żel aloesowy. Pamiętajmy, że opaloną skórę należy odpowiednio nawilżyć, aby zapobiec jej starzeniu. Nadają się do tego zwykłe balsamy i oleje roślinne. Oleje odżywiając skórę pięknie przy okazji eksponują opaleniznę.

Podczas urlopów, zwłaszcza dzieciom przydarzają się stłuczenia, siniaki, otarcia i skaleczenia. Warto więc mieć przy sobie preparaty antybakteryjne, maści przyspieszające gojenie i zmniejszające opuchliznę oraz działające przeciwzapalnie, a także oczywiście środki opatrunkowe. W przypadku drobnego skaleczenia wystarczą środki dezynfekujące. Większą ranę przykrywamy jałowym gazikiem i bandażujemy. Gdy rana jest otwarta nie należy jej jednak dotykać, myć lub usuwać z niej na własną rękę ciał obcych. Jeżeli jest bardzo zanieczyszczona można tylko przemyć jej okolice wodą utlenioną lub solą fizjologiczną i owinąć sterylnym opatrunkiem, a zaraz potem udać się do najbliższej placówki medycznej. Ranę powstałą w wyniku ugryzienia przez psa lub dzikie zwierzę obowiązkowo musi obejrzeć lekarz.

Ludzie niestety przyciągają różne owady, m.in. kleszcze, komary, pszczoły. Ukąszenie na przykład kleszcza może być przyczyną różnych chorób. Lepiej profilaktycznie wcześniej zastosować zewnętrznie preparaty w sprayu oparte na bazie olejku goździkowego lub doustnie witaminę z grupy B. Natomiast po ukąszeniu obrzęk może nam złagodzić żel aloesowy.

W wakacyjnej apteczce nie powinno zabraknąć leków przeciwbólowych, przeciwgorączkowych, na ból gardła i chorobę lokomocyjną. Na walkę z chorobą lokomocyjną jest kilka sposobów, naturalnych i farmaceutycznych. Teraz modne są opaski akupresurowe, które umieszcza się na nadgarstku. Na przeziębienie pęcherza zastosujmy preparaty z żurawiny.

W przypadku stałego przyjmowania leków, należy pamiętać o zabraniu odpowiedniego zapasu, co najmniej na cały okres wypoczynku. Ewentualnie można zabrać dodatkową receptę, jednak pod warunkiem, że będzie ona honorowana w danym kraju. Ale pamiętajmy, że lecąc na wakacje samolotem musimy spytać jeszcze na lotnisku u przewoźnika, czy możemy zabrać na pokład nasze leki. Chory na cukrzycę ma prawo zabrać leki insulinowe pod warunkiem, że ma przy sobie orzeczenie lekarskie.

Pamiętajmy też o wymianie przeterminowanych produktów w apteczce samochodowej.

lek. BARBARA OKOŃSKA, kierownik Obszaru Działania Katowice w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach

Dziennik Zachodni (18.07.2015)

Ratownik medyczny musi ciągle doskonalić się zawodowo

 

Foto Wojciech Miciski

- Zawód ratownika medycznego jest stosunkowo młody. Pierwszy bowiem nabór na licencjackie studia z ratownictwa medycznego rozpoczął się w 2000 roku w Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach. Ministerstwo Zdrowia ujednoliciło program studiów ratowniczych dopiero jednak w 2004 roku.

Studia pierwszego stopnia na kierunku ratownictwo medyczne muszą trwać co najmniej sześć semestrów przy minimalnej sumarycznej liczbie godzin dydaktycznych - 3800. Na proces kształcenia składają się zajęcia teoretyczne i zajęcia praktyczne, które umożliwią absolwentom podejmowanie zaawansowanych czynności ratunkowych w ramach Systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego. Edukacja ratowników medycznych nie kończy się jednak w momencie ukończenia studiów i obrony pracy. Ustawodawca w rozporządzeniu z 14 czerwca 2007 roku w sprawie doskonalenia zawodowego ratowników medycznych ustanowił dla nich jeszcze 5-letnie okresy edukacyjne. Ratownik medyczny musi więc uzyskać w tym okresie czasu minimum 200 punktów edukacyjnych, w tym 120 punktów za udział i pozytywnie zdany egzamin podczas kursu doskonalenia ratowników.

Przebieg takiego doskonalenia zawodowego musi być udokumentowany w „karcie doskonalenia zawodowego“, która wydawana jest w Urzędzie Wojewódzkim.

Jaki zakres wiedzy obejmuje doskonalenie zawodowe określa szczegółowo rozporządzenie ministra zdrowia. Wspomnę tylko, że poza medycznymi czynnościami ratunkowymi, jak wykonywanie EKG, jego interpretacja i elektroterapia, monitorowanie czynności układu oddechowego i krwionośnego, intubacji dotchawiczej w laryngoskopii bezpośredniej czy odbieranie nagłego porodu w warunkach pozaszpitalnych, każdy uczestnik kursu doskonalenia zawodowego musi wykazać się także znajomością aktualnej organizacji systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego, systemów łączności po farmakoterapię, segregację medyczną i zasady współpracy z innymi służbami podczas zdarzeń masowych i katastrof.

Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach od 2007 roku organizuje również wiele różnych kursów i szkoleń, w tym ogólnodostępnych, związanych z medycyną ratunkową, np. dotyczących akcji ratowniczych w czasie katastrof i masowych wypadków. Bierze w nich udział każdego roku co najmniej 1000 osób. Szkolimy wszystkie służby mundurowe oraz organizacje pozarządowe. Proponujemy m.in. podstawowe szkolenie z tzw. BLS (Basic Life Support), czyli podstawowych zabiegów resuscytacyjnych podczas nagłego zatrzymania krążenia. Kursy obejmują obsługę automatycznych defibrylatorów (AED), które w ostatnich latach masowo pojawiły się w miejscach dużych zbiorowisk ludzkich, np. w supermarketach, urzędach i instytucjach publicznych, a nawet w kościołach. Umiejętność użycia tego urządzenia zdecydowanie zwiększa szansę na skuteczną resuscytację.

Jesteśmy jednostką z największym doświadczeniem w zakresie ratownictwa medycznego, posiadamy nowoczesny sprzęt szkoleniowy i wykwalifikowaną kadrę. Nasi instruktorzy są wykładowcami na wyższych uczelniach, cały czas doskonalą swoje umiejętności i regularnie biorą udział w mistrzostwach w ratownictwie medycznym, zdobywając czołowe miejsca.

Zapraszamy więc do kontaktu również z naszą Szkołą Ratownictwa Medycznego.

lek. WOJCIECH MICIŃSKI, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach

Dziennik Zachodni (20.06.2015)

Transport sanitarny na zlecenie prywatne

 I.Zygmuntowicz

- Dyspozytorzy medyczni Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach odbierają rocznie około 500 tysięcy telefonów o pomoc. Do wysłania zespołu ratownictwa medycznego na ratunek pacjentowi kwalifikują jednak mniej niż połowę wezwań. Nie do wszystkich wezwań możemy bowiem wysłać zespół ratownictwa medycznego. Wynika to z ustawy o państwowym ratownictwie medycznym z 2006 roku oraz ustawy o świadczeniu opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych, obowiązującej od 2004 roku.

Pierwsza ustawa zobowiązuje pogotowie ratunkowe do udzielenia pomocy pacjentowi w stanie nagłego zagrożenia życia lub zdrowia i przetransportowanie go do szpitala. Druga natomiast wskazuje, kiedy kwalifikuje się pacjenta do bezpłatnego transportu.

Gdy jednak schorzenie nie kwalifikuje pacjenta do bezpłatnego transportu, może on skorzystać z odpłatnego przewozu karetką sanitarną. Takie usługi świadczy również nasze pogotowie. Np. gdy zachodzi potrzeba przewiezienia starszej osoby do domu po leczeniu szpitalnym. Usługa prywatna odbywa się zawsze na zlecenie pacjenta według cennika dostępnego na stronie internetowej www.wpr.pl lub pod numerem telefonów: 32 4287530 i 32 4287531. Karetkę dla pacjenta może również u nas zamówić lekarz rodzinny, jeżeli jego poradnia ma z nami podpisaną umowę świadczeniową, na usługę nieodpłatną, finansowaną ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia.

Koordynacją transportu sanitarnego zajmuje się Dział Transportu Sanitarnego WPR w Katowicach. Na stałe jesteśmy związani umowami tzw. komercyjnymi, czyli odpłatnymi z około setką kontrahentów. Są to szpitale, poradnie specjalistyczne, kliniki jednego dnia, zakłady opieki długoterminowej, areszty. Czasami świadczymy takie usługi na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego i sądów. W zależności od potrzeb zlecenia - taki transport sanitarny realizuje zespół z lekarzem lub ratowniczy.

Żeby zamówić w WPR usługę transportową, należy zlecić nam jej wykonanie pisemnie, a potem telefonicznie skontaktować się z dyspozytorem. Nasze karetki transportowe są do dyspozycji 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu.

Realizujemy również przewozy międzynarodowe. Do tej pory transportowaliśmy pacjentów m.in. do Wiednia, do Pragi, z Egru i z Rygi.

Dział Transportu Sanitarnego WPR zapewnia również opiekę medyczną podczas masowych imprez na terenie swojego obszaru działania, czyli w centralnej części województwa śląskiego. Organizację tzw. obstaw medycznych realizujemy zarówno od strony praktycznej, jak i teoretycznej. Wydajemy bowiem opinię o zabezpieczeniu imprezy masowej. Cena obstawy medycznej może podlegać negocjacjom, np. z uwagi na jej długi czas trwania lub cykliczność.

Nasze zespoły ratownictwa medycznego zabezpieczają imprezy artystyczne, sportowe, halowe i plenerowe. To były np. mecze kadry Polski w eliminacjach do Mistrzostw Europy w 2016 roku, VII Europejski Kongres Gospodarczy, a ostatnio turniej WTA Katowice Open i 70-lecie Wyzwolenia Obozu w Auschwitz. Stale też współpracujemy z klubami sportowymi - nawet podczas spotkań o podwyższonym ryzyku bezpieczeństwa. Naszymi partnerami są m.in. GKS Katowice, Rozwój Katowice, Ruch Chorzów, Górnik Wesoła.

Patronujemy również akcjom charytatywnym i społecznym, jak Ogólnopolska Akcja Krwiodawstwa „Moto Serce Motocykliści Dzieciom” czy akcje Fundacji „Biegamy z Sercem”.

Chciałabym podkreślić, że personel Działu Transportu Sanitarnego WPR ma duże doświadczenie w zakresie ratownictwa medycznego i transportu sanitarnego, wysokie kwalifikacje, a do swoich zadań zawsze podchodzi z pasją i oczekiwaniami pacjenta.

IWONA ZYGMUNTOWICZ, kierownik Działu Transportu Sanitarnego w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach

Dziennik Zachodni (23.05.2015)

Zespoły ratownictwa medycznego

Krybus na www

- Zespoły Ratownictwa Medycznego Pogotowie Ratunkowe nie prowadzi już działalności stacjonarnej w ambulatoriach. Pomocy udziela na miejscu wezwania i wstępnie zdiagnozowanego pacjenta odwozi do najbliższego szpitala. Prowadzenie medycznych czynności ratunkowych przez zespoły ratownictwa medycznego (ZRM) w warunkach pozaszpitalnych umożliwia specjalistyczne wyposażenie ambulansów w sprzęt i aparaturę medyczną, produkty lecznicze służące do ratowania zdrowia i życia oraz stała łączność radiowa z Centrum Powiadamiania Ratunkowego (CPR).

ZRM dzielą się na: zespoły specjalistyczne oznaczone jako „S”, w skład których wchodzą co najmniej trzy osoby uprawnione do wykonywania medycznych czynności ratunkowych, w tym lekarz systemu, pielęgniarka systemu lub ratownik medyczny oraz zespoły podstawowe oznaczone jako „P” z co najmniej dwoma osobami uprawnionymi do wykonywania medycznych czynności ratunkowych, w tym pielęgniarka systemu lub ratownik medyczny. Państwowy system ratownictwa medycznego wspierają jeszcze lotnicze zespoły ratownictwa medycznego.

Lekarz systemu, o którym już wcześniej wspomniałem, posiada tytuł specjalisty medycyny ratunkowej lub ukończył drugi rok specjalizacji w tej dziedzinie. Może nim być także lekarz z doświadczeniem, nie mniejszym niż 3000 godzin przepracowanych w zespołach ratownictwa medycznego, szpitalnych oddziałach ratunkowych, lotniczych zespołach ratownictwa medycznego lub izbach przyjęć szpitala. Ma on jednak obowiązek otworzyć specjalizację z medycyny ratunkowej do 1 stycznia 2018 r. Ponadto zgodnie z obowiązującymi przepisami do 31 grudnia 2020 roku lekarzem systemu może być także lekarz, który posiada tytuł specjalisty lub specjalizację, albo ukończył co najmniej drugi rok specjalizacji w następujących dziedzinach: ortopedii i traumatologii, ortopedii i traumatologii narządu ruchu, pediatrii, chirurgii dziecięcej, chirurgii ogólnej, chorób wewnętrznych, anestezjologii i intensywnej terapii.

Z kolei ratownik medyczny zgodnie z ustawą o PRM musi mieć ukończone studia wyższe pierwszego stopnia na kierunku ratownictwo medyczne lub dwuletnią szkołę policealną medyczną i posiadać tytuł ratownika medycznego. Minister zdrowia określił szczegółowy zakres medycznych czynności ratunkowych, które mogą być podejmowane przez ratownika medycznego. Są to m.in. resuscytacja krążeniowo-oddechowa, przywracanie drożności dróg oddechowych, tlenoterapia, intubacja, defibrylacja. Może wykonywać EKG, zakładać wkłucia, podawać niektóre leki, odbarczać odmę prężną, pobierać krew do badań laboratoryjnych. Ponadto musi wiedzieć, jak zabezpieczyć pacjenta urazowego, czy odebrać poród nagły w warunkach pozaszpitalnych.

Zawód ratownika medycznego jest stosunkowo młody. Ministerstwo Zdrowia w roku 2004 rozpoczęło prace nad ujednoliceniem programu nauczania na poziomie studiów pierwszego stopnia. Dodatkowo ustawodawca ustanowił 5-letnie okresy edukacji doskonalącej. Ratownik musi w tym okresie uzyskać minimum 200 punktów edukacyjnych, w tym 120 punktów za udział i pozytywnie zdany egzamin z kursów doskonalących.

Pielęgniarka systemu, w odróżnieniu od pielęgniarki w szpitalu czy przychodni, ma tytuł specjalisty lub specjalizację w dziedzinie pielęgniarstwa ratunkowego, anestezjologii i intensywnej opieki, kardiologii, chirurgii, pediatrii oraz posiada nie mniej niż 3-letni staż na oddziałach tych specjalności, izbach przyjęć, pogotowiu ratunkowym lub oddziałach pomocy doraźnej.

Warto wiedzieć, że w ramach pomocy udzielanej przez zespoły ratownictwa medycznego nie wypisuje się recept na leki i skierowań do placówek szpitalnych.

TOMASZ KRYBUS, zastępca kierownika Stacji PR Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (25.04.2014)

   

BRACHACZEK na www cd

- Wezwanie zespołów ratownictwa medycznego, udzielających pomocy w stanach nagłego zagrożenia zdrowia lub życia, można uzyskać, dzwoniąc na numery alarmowe: „999” lub „112”. Pierwszy telefon odbierają dyspozytorzy medyczni, będący pracownikami pogotowia ratunkowego, drugi numer działa w Centrum Powiadamiania Ratunkowego, znajdujący się w strukturze Urzędu Wojewódzkiego. Połączenia na oba numery są bezpłatne z sieci telefonów stacjonarnych i komórkowych. Numer „112” można wybrać nawet bez karty SIM.

Wezwania na numer „999” odbierają zawsze dyspozytorzy medyczni, a numer „112” operatorzy systemu powiadamiania ratunkowego. Operator numeru „112” po przyjęciu wezwania ma obowiązek skierować rozmowę do właściwej służby, w tym do dyspozytora medycznego. Może się więc zdarzyć, że osoba wzywająca pomocy dwukrotnie musi odpowiadać na podobne pytania - ale służy to tylko sprawniejszemu i lepszemu udzieleniu właściwej pomocy. Zarówno jednak pierwszy, jak i drugi odpowiada za skuteczną pomoc ofiarom poważnych zdarzeń medycznych, zachorowań czy wypadków. Wiele więc zależy od jego doświadczenia, wiedzy, umiejętności i szybkości podejmowania decyzji.

Dyspozytorem medycznym może być lekarz, pielęgniarka lub ratownik medyczny, posiadający dodatkowo odpowiednie wykształcenie specjalistyczne, staż pracy w pogotowiu ratunkowym, szpitalnym oddziale ratunkowym, oddziale anestezjologii i intensywnej terapii lub w izbie przyjęć szpitala. Taka osoba musi też stale podnosić swoje kwalifikacje i umiejętności zawodowe. Musi zaliczać określoną ilość szkoleń w trzyletnich okresach edukacyjnych.

Przyjmując wezwania do konkretnego zdarzenia, dyspozytor medyczny musi ustalić, co się wydarzyło (wypadek, zachorowanie), określić, ilu osobom potrzebna jest pomoc, w jakim znajdują się one stanie oraz - przede wszystkim - gdzie to się wydarzyło. Następnie musi zadecydować, czy do tego wezwania należy wysłać zespół ratownictwa medycznego (ambulans z załogą), czy skierować osobę wzywającą do innej placówki ochrony zdrowia (poradnia lekarza rodzinnego, w tym tzw. nocnej opieki medycznej, izba przyjęć szpitala, itp.). Jeżeli uzna wezwanie za zasadne - wysyła zespół ratownictwa medycznego, najczęściej znajdujący się najbliżej miejsca zdarzenia, określając pilność dojazdu - na sygnale, czy bez.

Dyspozytor ma także obowiązek informować osoby wzywające, jak mogą one skutecznie udzielić pierwszej pomocy osobom, których życie lub zdrowie jest zagrożone. Instruuje przez telefon, jak ułożyć je w bezpiecznej pozycji, a w przypadkach ekstremalnych - jak prowadzić skutecznie reanimację do czasu przyjazdu ambulansu.

Dla przyśpieszenia podejmowania decyzji przez dyspozytora przygotowane zostały na podstawie przepisów prawa stosowne procedury, zaopiniowane przez autorytety medyczne - konsultantów medycyny ratunkowej i medyczne towarzystwa naukowe. Procedury takie obowiązują także dyspozytorów pracujących w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach - wprowadzone zostały już w I połowie ub. roku.

Jak łatwo się zorientować, praca dyspozytora medycznego nie polega tylko na odbieraniu telefonów i wysyłaniu do każdego dzwoniącego ambulansu z lekarzem czy ratownikami. Musi on właściwie zinterpretować każde wezwanie, bo od tego niejednokrotnie zależy szybkość udzielenia właściwej pomocy. W związku z tym apel - nie próbujmy wykłócać się z dyspozytorem, odpowiadajmy rzeczowo i krótko na zadawane przez niego pytania. Nie odkładajmy też pierwsi słuchawki - to dyspozytor decyduje, kiedy może zakończyć rozmowę. W przypadkach uzasadnionych wypowie - wezwanie przyjęte, ambulans jest już w drodze; w przypadku braku wskazań do interwencji ratownictwa medycznego wskaże miejsce, gdzie osoba potrzebująca może uzyskać stosowną pomoc.

I na zakończenie informacja: w województwie śląskim działa sześć zintegrowanych dyspozytorni medycznych - w Częstochowie, Bielsku-Białej, Sosnowcu, Katowicach, Gliwicach i Jastrzębiu-Zdroju. Trzy ostatnie działają w strukturze Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, obsługując rejon od Jastrzębia-Zdroju i Raciborza po Tarnowskie Góry, od Gliwic przez Katowice do powiatu pszczyńskiego. Zabezpieczamy w ten sposób ponad 2 mln 600 tys. mieszkańców.

lek. WOJCIECH BRACHACZEK, kierownik Ośrodka Koordynacji Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (21.03.2015)


Dyrektor fota 3-1

- Od uchwalenia ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym minęło ponad 8 lat. Odnoszę jednak wrażenie, że wciąż wiele osób nie wie, jakiej pomocy powinno się od nas oczekiwać i co należy do zadań i obowiązków ratowników medycznych. Stąd wiele jest niedomówień dotyczących naszych interwencji i akcji ratunkowych, a czasami nawet krytycznych publikacji w mass mediach. O naszych sukcesach z kolei nikt nie raczy nawet wspomnieć. A mamy ich setki tysięcy.

W ubiegłym roku zespoły ratownictwa medycznego WPR w Katowicach prawie 200 tysięcy razy wyjeżdżały na ratunek rannym i poważnie chorym. Dodam: skutecznych wyjazdów, bo innych nie było.

Zdarza się niestety, że jeździmy też z pomocą do poważnie rannych, którym nie można już było uratować życia, na przykład w wypadkach samochodowych. Proszę mi wierzyć, każdy taki przypadek nasi ratownicy przeżywają, jakby tracili kogoś bliskiego. Mam dobrych ratowników, wrażliwych, kompetentnych, doświadczonych, z duża wiedzą medyczną. Mogę ich wysłać na każdą akcję ratunkową. Kilkunastu nawet pojechało na trudne misje wojskowe do Kosowa i Afganistanu. Zespoły WPR w Katowicach wygrywają zawody ratownictwa medycznego, nie tylko w regionie i kraju. Dwa razy byliśmy nawet wicemistrzami Stanów Zjednoczonych i raz wicemistrzami Europy. Szkoliliśmy ratowników medycznych na Ukrainie. Przyglądamy się też od kilku lat ćwiczeniom ratowniczym sił NATO. Nasi ratownicy chętnie wzbogacają swoją wiedzę. Mamy wszak własną szkołę ratownictwa medycznego, w której, i ratownicy, i dyspozytorzy medyczni mogą podnosić swoje kwalifikacje i uzupełniać wiedzę o nowych światowych trendach w dziedzinie ratownictwa medycznego.

Państwowe ratownictwo medyczne od 2006 roku zmieniło się nie do poznania. Już nie wydajemy zwolnień L-4, nie przepisujemy recept na lekarstwa, nie leczymy ambulatoryjnie, nie gipsujemy połamanych rąk i nóg. A tak było w poprzednim systemie. Teraz naszym zadaniem jest zapewnić pomoc każdej osobie znajdującej się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.

Pomocy możemy udzielić na miejscu zdarzenia, odwożąc po zaopatrzeniu medycznym pacjenta do najbliższego szpitalnego oddziału ratunkowego lub nawet telefonicznie. Warto jednak wiedzieć, że do szpitala odwozimy pacjenta będącego w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego, którego bezpośrednim następstwem może być poważne uszkodzenie funkcji organizmu lub uszkodzenie ciała lub utrata życia. Zwłaszcza osoby przewlekle chore powinny w pierwszej kolejności konsultować swój stan zdrowia ze swoim lekarzem prowadzącym. Zwykłe jednostki chorobowe, typy grypa, przeziębienie leczy się natomiast w poradni rodzinnej. Nie wzywa się pogotowia ratunkowego do przysłowiowego bólu zęba lub złamanego palca. Od tego są specjalistyczne poradnie. Jadąc do takiego zdarzenia odbieramy czasami szansę przeżycia osobie bardziej poszkodowanej.

Wzywając karetkę pogotowia przez numer alarmowy 999 starajmy się jak najwięcej informacji przekazać dyspozytorowi. Wówczas w trakcie rozmowy szybciej on zdecyduje o wysłaniu na miejsce zdarzenia karetki typu „P”, czyli z ratownikami lub „S” z lekarzem.

Trzeba bowiem wiedzieć, że w województwie śląskim w systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego jeździ non stop w sumie 115 ambulansów, z tego WPR w Katowicach dysponuje 85. Łatwo policzyć, że nasze zespoły ratownictwa medycznego wyjeżdżają na ratunek dosłownie co kilka minut. Ilość karetek w systemie PRM i ich lokalizację ustala wojewoda śląski, a zatwierdza minister zdrowia. Usługi w zakresie ratownictwa medycznego są kontraktowane przez NFZ. Za wymuszone przez mieszkańców nieuzasadnione wyjazdy nikt więc nie płaci.

Naszym zadaniem nie jest leczenie, lecz ratowanie zdrowia i życia.

ARTUR BOROWICZ, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Dziennik Zachodni (21.02.2015)

Back to top
Back to top